To dziecko Igora…
Ta historia wydarzyła się dosłownie niedawno, w zadbanym mieszkaniu na czwartym piętrze dziewięciopiętrowego bloku na dużym osiedlu w Warszawie. Mieszkała tam samotna emerytka wciąż pracująca, pani Barbara.
Jej życie płynęło raczej spokojnie i przewidywalnie. Emerytura, praca, przyjaciółki, wizyty u wnuków, pomoc schorowanej i mieszkającej osobno matce. I właśnie taki miał być ten dzień.
Rano Barbara tradycyjnie zadzwoniła do mamy, zapytała o zdrowie.
Dzień jak dzień. Wolne. Barbara pracuje na dyżurach trzy dni wolnego, jeden dzień w prywatnej przychodni, gdzie odbiera telefony i zapisuje pacjentów.
A dziś? Klasyka: coś ugotować i przejść dwa bloki do matki codzienny rytuał. Szczerze mówiąc, nieco nużący i zniechęcający. Gotowanie pestka. Chociaż matka miała jeszcze wczorajszy barszcz i domowe ciasto. Gorzej z piątym piętrem bez windy A jeszcze matczyne narzekania na zdrowie Wysłuchiwanie szczegółowych opisów bólu, etapów, zaostrzeń, porównań z sąsiadkami i “złotymi poradami” z telewizji było dla Barbary nudne i przygnębiające.
Rady córki odbijają się, bo choć Barbara wpół życia przepracowała w szpitalu jako instrumentariuszka, dla matki była zawsze neofitką, nietrafiającą w sedno diagnozy i daleką od zrozumienia.
Co ty w ogóle wiesz?! Skalpele tylko podajesz!
Po drodze trzeba też zrobić zakupy. Ustawia worek na śmieci przy drzwiach, zerka w lustro, podkreśla usta. Na swój wiek ponad sześćdziesiąt wyglądała młodo: lekkie kurze łapki, ładna buzia, świeża fryzura, błyszczące kolczyki. Jedynie policzki trochę opadły, ale cóż
“Chleb żytni dla mamy i kawałek masła,” myśli, poprawiając makijaż, gdy dzwoni domofon.
Kto to może być? Może sąsiadka pani Zosia, z którą czasem pije herbatę
Barbara z pomadką w ręku otwiera drzwi.
Na korytarzu stoi drobna, jasnowłosa dziewczyna w pasiastym t-shircie, długiej bluzie i dżinsach, z plecakiem na plecach. I z dzieckiem zawiniętym w brązowy kocyk na rękach.
Dziewczyna ma spięte usta, stężałą twarz. Robi krok w stronę Barbary i niemal wciska jej dziecko w ramiona.
To dla pani! rzuca krótko.
Barbara machinalnie łapie dziecko, w drugiej ręce trzyma jeszcze pomadkę. Czuje ciężar, opuszcza wzrok Boże, to przecież niemowlę!
Podnosi oczy dziewczyna już schodzi schodami.
Barbara, zdezorientowana, idzie za nią na klatkę.
To dziecko Igora, a ja muszę studiować słyszy tylko, nogi dziewczyny gwałtownie stukają o schody.
Trzask. Drzwi na dole zamykają się.
I cisza.
Barbara stoi na korytarzu, czekając, licząc iż dziewczyna zaraz wróci. Potem wraca do mieszkania, zerka na worek na śmieci “Trzeba będzie pamiętać, żeby go wynieść jak pójdę do mamy”.
Obok pojawiła się obca siatka. Barbara choćby nie zauważyła, kiedy tam stanęła.
Boże! Przecież to maleństwo! I co ona dokładnie powiedziała? “Dziecko Igora”?
Na pewno tak? Ale jakiego Igora? Barbara ma jednego syna Michał ma rodzinę i dwoje dzieci, mieszka z żoną w Gdańsku, ona sama w Warszawie. Męża, Zdzisława, nie ma już pięć lat.
Nic nie rozumie Dziecko się rusza. Oho!
Barbara gwałtownie kładzie maleństwo na kanapie, rozwija kocyk. Bodziak, milutka piżamka, smoczek-żabcia. Nie więcej niż miesiąc.
Maleństwo głaszcze dziecko, które ciamka i zasypia.
Barbara postanawia, iż odpowiedzi na pytania będą w torbie. Ale tam tylko dwie butelki, puszka mleka modyfikowanego, paczka pampersów i dziecięca ubranka.
Ciągle jakby czegoś oczekuje. Może zaraz zadzwonią do drzwi, dziewczyna wróci, przeprosi, zabierze dziecko, a dzień będzie jak co dzień: śmieci, sklep, mama
Kończy malować usta i zerka przez okno na podwórko.
Gdzie ona jest? Co za absurd
Po chwili dziecko zaczyna się kręcić. Barbara niepewnie zagląda czy ona powinna je rozbierać, karmić? Przecież to nie jej dziecko! Znowu podchodzi do okna, czeka
W końcu musi zmienić maleństwu pieluchę. Pod spodem pajacyk, kaftanik.
Teraz zaczyna czuć strach przed odpowiedzialnością. Zrozumiała, co się stało: ktoś zostawił jej dziecko!
Igor Igor
Michał, syn Barbary, lubił się bawić, zanim się ożenił. Ile razy go strofowała, iż zmienił dziewczyny jak rękawiczki. Ale to było dawno temu, przed ślubem. Teraz wygląda na szczęśliwego gładko mu się wszystko układa, dom, rodzina, właśnie kupili nowy samochód, dzieci wyrosły, kredyt spłacony.
No już, już Nie płacz, zaraz zmienimy pieluszkę
Czy ta dziewczyna naprawdę porzuciła swoje dziecko?
Ręce Barbary pamiętały, jak się opiekować maluchami zręcznie zmieniła pampersa, ubrała znów w pajacyk, przytuliła płaczącą dziewczynkę do piersi, a potem poszła zrobić mleko.
Kiedy Barbara była w kuchni, zadzwonił telefon. Ledwie dała radę odebrać.
Co tak długo nie odbierasz? dzwoniła mama.
Tak tylko Co się stało, mam?
Jesteś już w sklepie?
Jeszcze nie.
Bo bym chciała gruszek. Tylko nie tych, co ostatnio, tylko tych z przedostatniego razu
Dobrze, mamo.
Pamiętasz, jakie to były?
Przypomnę sobie.
Takie z cienką szyjką i bordowym boczkiem. Smaczne, tylko miękkie wybierz. Nie te ostatnie. Te były niedobre
Dziewczynka zaczęła się kręcić i piszczeć.
Tak, mamo Rozumiem.
Co tam u ciebie tak piszczy?
Telewizor.
Wreszcie! Już miałam iść sama do sklepu! Chleba nie będzie!
Rozłączyła się, Barbara pokołysała dziewczynkę, przeczytała przepis na mleko na puszce. Nie, trzeba coś z tym zrobić!
Michał!
“Teraz koniec maja. Czyli” Barbara liczy miesiące.
Tak! W sierpniu, służbowy wyjazd do Krakowa. Może podawał się za Igora? Mógł tak zrobić? o ile był to przelotny romans możliwe. Syn wydaje się ktoś, kto ogarnął życie, ale kto go tam wie
Testuje temperaturę mleka. Już ręka boli trzymać dziewczynkę. Odwykła od dzieci.
Chyba powinna zadzwonić po policję. Ale jeżeli to dziecko Michała? Patrzy uważniej na dziewczynkę. Wygląda trochę jak jej wnuczka Maja.
A jeżeli to prawda? Co wtedy z żoną Michała? Skandal nie do opisania.
Dziewczynka ssała łapczywie, zamykając oczy z rozkoszy. Barbara rozczuliła się.
Gdy mała zasnęła, Barbara położyła ją ostrożnie na kanapie i sięgnęła po telefon do syna. Niedostępny.
No świetnie
Barbara decyduje, iż poczeka. Nie chce od razu narażać syna. Może dziewczyna się rozmyśli i wróci? Wyglądała na zwykłą studentkę, nie na osobę z marginesu.
Tylko Mamie Barbary lepiej nie mówić o niczym. Słuchać jej narzekań, spekulacji i ostrzeżeń tego by nie wytrzymała.
Barbara dzwoni do starszego wnuka, Kacpra, ten mówi, iż tata wyjechał montować gazociąg w rejonie bez zasięgu i wraca dopiero pojutrze. Ale wieczorem zawsze dzwoni do żony.
Kacper, mogliście mnie uprzedzić! mruczy do słuchawki Barbara.
Chociaż Syn zawsze w rozjazdach i rzadko melduje się do matki. Ale bardzo by chciała z nim teraz porozmawiać.
Dzwoni do synowej, Marzeny, prosi, żeby przekazała Michałowi, żeby do niej zadzwonił.
Coś się stało? dopytuje Marzena.
Nie nie, tylko bardzo czekam na telefon, naprawdę
Marzena obiecuje.
Mamo, skręciłam kostkę, dziś nie przyjdę, kłamie przez telefon do swojej mamy Barszcz jeszcze jest, chleba też starczy…
Matka jęczy i pyta, grozi, iż zaraz sama przyjdzie (na piąte piętro!), odzywa się jeszcze kilka razy.
Barbara po tym telefonie w końcu zdejmuje białe spodnie, zakłada sukienkę i siada przy dziewczynce. Rozważa już spokojniej.
Może rzeczywiście była lekkomyślna biorąc dziewczynkę z progu mieszkania. Ale dzieci podrzucają pod drzwi Różne rzeczy się zdarzają.
Czemu nie chce od razu zadzwonić na policję i oddać małej? Po pierwsze strach o syna, choćby jeżeli to nie on. Po drugie nie chce tłumaczyć się na komisariacie. Po trzecie sam wyraz twarzy dziewczyny wracał do niej jak wyrzut sumienia: matczyna rozpacz, determinacja, nadzieja na zrozumienie.
Musiała się z kimś skonsultować. Zadzwoniła do starej przyjaciółki.
Wiola, ty padniesz! Ktoś mi podrzucił dziecko…
Wiola nie panikowała, zaczęła analizować, jak Sherlock Holmes, obiecała przyjechać po pracy.
Spokojnie, Basia, wyjaśnimy, najważniejsze nie rób nic w pośpiechu.
Myślisz, iż nie dzwonić na policję?
Poczekaj jeszcze. Trzeba znaleźć Igora.
O Matko, jaki Igor?
W bloku nie ma żadnego Igora?
Skąd mam wiedzieć, pół setki mieszkań, dziewięć pięter. Myślisz, iż dziewczyna się pomyliła?
Może. Albo Michał coś namieszał. Skontaktuj się z nim.
Dzień zszedł Barbarze na opiece nad dziewczynką. Weszła w internet, przypomniała sobie jak wygląda karmienie, przebieranie, zrobiła masaż, wykąpała, choćby zanuciła kołysankę.
Jak noga? Jutro nie przyjdziesz? dzwoni mama.
Barbara jest pewna, iż do jutra sytuacja się wyjaśni.
Wieczorem Wiola wpada po pracy i rozpoczyna śledztwo. Grzebie w dziecięcych rzeczach, idzie do sąsiadów, opowiada o jakimś liście do Igora
Jest! wraca rozradowana.
Cicho, mała śpi.
Aaa, takie śpią zawsze. Ale to nie wszystko znalazłam Igora, mieszka na szóstym piętrze, właśnie w naszym pionie.
Może dziewczyna pomyliła piętra, szepcze podekscytowana Wiola, Idziemy!
Gdzie? pyta niepewnie Barbara.
Do Igora! Wyjaśnić sprawę!
A jak się wyprze?
Basia, musisz wiedzieć prawdę.
Małą kołyszą, nie korzystają z windy, idą cicho na szóste piętro, dzwonią.
Kto tam? starczy głos przez drzwi.
Do Igora byśmy…
Drzwi otwiera pochylona staruszka, z groźnym wzrokiem, woła w głąb mieszkania:
Igor! Znowu do ciebie przyszli!
Z pokoju wychodzi niski, krępy facet z brodą.
Dzień dobry, chodzi o tablet?
Nie, proszę pana, inna sprawa Barbara przez przypadek dostała pańskie dziecko
Cisza. Igor patrzy na nie ze zdumieniem.
Dziecko? aż wytrzeszcza oczy To nie moje.
A czyje? naciska Wiola.
Nie mam dzieci.
Trzeba to udowodnić. Bo podobno przez pomyłkę przyszliśmy tu z dzieckiem.
Może się pan pomylił? Barbara wyjaśnia: Jestem z czwartego piętra, dziś rano jakaś dziewczyna zostawiła mi niemowlę dziewczynkę wmawiając, iż to dziecko Igora
Ale co ja mam z tym wspólnego? Igor wzrusza ramionami.
Nie chce się pan przyznać? warczy Wiola.
Ale jakie dziecko?
Może zejdzie pan zobaczyć? zaprasza Wiola.
Proszę pana, może miał pan romans pod koniec wakacji? łagodniej dopytuje Barbara.
Romans? Ja? Ja tylko z internetem romansuję Nie, to musi być pomyłka. Jak się nazywała ta dziewczyna?
Nie wiem. Nie przedstawiła się, smutnieje Barbara.
Przepraszam, pewnie popełniłyśmy błąd, mówi Barbara i ciągnie Wiolę.
Zaczekajcie! Może mogę pomóc? Pracuję z domu, jestem blogerem IT. Może ogłosimy w sieci, iż szukamy matki. Z zdjęciem dziecka, wiekiem
Nie, dziękuję Barbara odmawia, ciągle podejrzewając własnego syna, i pamięta, iż trzeba to zgłosić oficjalnie.
Szkoda, wzdycha Igor. Ale jakbyście czegoś potrzebowały, jestem pod ręką.
Młodzież! kiwa głową Wiola. Cwaniak, ale nie wygląda na babiarza.
Barbarze nie udało się dodzwonić do syna, więc dzwoni do synowej:
Ojej, mamo! Cały dzień w biegu, Stasiu ma jutro mecz, a ja dopiero dzisiaj się dowiedziałam, jeszcze tata dzwonił Zmienny dzień!
Gdyby tylko wiedziała, jaki!
“Jutro zgłaszam sprawę na policję!”
Ale gdy Barbara położyła się wreszcie spać, nie mogła odgonić obrazu dziewczyny całą noc przekręcała się z boku na bok, wstawała do dziewczynki, robiła mieszankę. Nad ranem obie zmorzył sen.
Obudził ją telefon od matki.
Jak tam noga? Przyjdziesz?
Spojrzała za okno, potem na dziecko:
Przyjdę.
Kup gruszki! I jeszcze
Dzieci muszą chodzić na spacery, więc z szalika zrobiła nosidełko, przebrała dziewczynkę jej ubranka były niemal nowe i bardzo ładne.
W sklepie choćby jej się spodobało już nie samotnie, z dzieckiem. Ale piąte piętro mamie.
Co to? pyta ze zdziwieniem mama.
Kto, nie co. Przyniosłam zakupy, a to na chwilę podała torby i weszła z dzieckiem do pokoju.
Skąd?
Pani Krysia poprosiła, żebym chwilę popilnowała wnuczki. U fryzjera siedzi, wróci zaraz.
A z nogą co?
Już lepiej!
Obie podziwiają niemowlę. I tego dnia nie ma już marudzenia o dolegliwościach i etapach leczenia.
Ale ona ściska palec! Śliczna. Jak ma na imię?
Nie zapytałam. Przecież tylko na godzinę miała być…
Barbaro! Jak można brać dziecko bez znajomości imienia?
I Barbara idąc do domu cały czas myślała, jakie imię mogła mieć dziewczynka. Czemu? Sama nie wie, ale chciała odgadnąć decyzję jej matki.
A w domu SMS: “Abonent już w zasięgu!” Syn!
Barbara usiadła na kanapie z dzieckiem, dzwoni od razu do Michała.
Co? Mamo, ja? Przecież jestem żonaty! odpowiada zaskoczony, gdy słyszy historię.
Ale przyszli właśnie do mnie z dzieckiem! Może podałeś się za Igora…
Mamo, jestem Michał. Ty mnie tak nazwałaś. Zadzwoń na policję. Sam też mogę.
Nie nie, poradzę sobie. Ona głodna, muszę zrobić mieszankę Już się tym zajmę.
Mamo! Zgłoś na policję, bo się martwię!
Spokojnie Mała jest naprawdę… kochana.
Może powinnaś zatrudnić się u kuzyna Piotra jako opiekunka To nie są przelewki!
Oj, daj spokój. Rozwiążę to dziś. Pomaga mi Wiola.
Barbara jednak nie dzwoni dziewczynka głodna, mokra, tyle spraw! Jak to wszystko ogarnie, zadzwoni do Wioli i w końcu będzie musiała oddać małą. Pewnie do szpitala, na oddział niemowlęcy.
Ale jutro idzie na dwudziestoczterogodzinny dyżur, a poza tym, to przecież przestępstwo trzymać u siebie obce dziecko.
Westchnęła i zajęła się dziewczynką. Zmęczona, ale ostatnie dni były wyjątkowo intensywne!
Obie adekwatnie zasnęły jednocześnie dziewczynka na poduszce po ostatniej butelce, Barbara obok, szczęśliwa.
Nagle rozlega się dzwonek do drzwi.
Gdzie ona? Gdzie ją pani oddała? Dlaczego nie powiedziała pani od razu?!
W progu stała przestraszona dziewczyna, z rozczochranymi włosami, w t-shircie i szortach, mimo chłodnego poranka. Wzrok biegał nerwowo.
Dlaczego nie od razu powiedziała pani, iż to nie tu?
Może dlatego, iż to ja, a pani gwałtownie wybiegła.
Ale przecież pani wie, prawda? Gdzie ona? Pani wie?
W oczach desperacja: “Proszę, niech pani wie! Błagam!”
Barbara cofnęła się.
Niech pani wejdzie.
Dziewczyna weszła, w oczekiwaniu, iż usłyszy adres, żeby biec dalej.
Jest tutaj, odpowiedziała Barbara.
Gdzie konkretnie? Proszę mi powiedzieć.
Tu, na łóżku. Śpi.
Barbara zaprosiła dziewczynę do sypialni, wskazała na dziewczynkę. Tamta aż usiadła na dywanik i rozpłakała się. Barbara podniosła ją, dała wodę, potem ciepłą herbatę i czekoladę.
Jedz, bo jeszcze pani zemdleje, zadbała, jak na pielęgniarkę przystało.
Między szlochami dziewczyna wyznała, iż nie zgłosiła sprawy.
Już myślałam, iż mi odbiorą prawa rodzicielskie Dziękuję, dziękuję Ja się pomyliłam
Po ciepłym posiłku wreszcie opowiedziała całą historię. Nazywa się Gienia, a dziewczynka Polinka.
Historia stara jak świat Studentka ostatniego roku medycznego (tego samego, gdzie przed laty kończyła Barbara), z małej wsi pod Lublinem.
Zakochała się latem w warszawskim studentcie Igorze. Była w jego mieszkaniu tylko raz. Igor na początku nie zaprzeczał ojcostwu, obiecywał ślub, pomoc matki Po Nowym Roku nagle zniknął, telefon wyłączony, znajomi powiedzieli, iż przeniósł się na studia do Wrocławia.
W rodzinnym domu ojciec, macocha. Tylko ciotka z Lublina czasem wspomagała finansowo, ale ledwo wiązała koniec z końcem. Gienia została z brzuchem sama w akademiku. Gdy urodziła w Warszawie, dwa tygodnie pomieszkała u koleżanki, żeby przygotować się do egzaminów końcowych.
Ale nagle wszystko się posypało: koleżanka poprosiła ją o opuszczenie mieszkania, pieniądze się skończyły, dziecko nie mogła od nikogo zostawić, a w Internecie Igor opublikował zdjęcia z inną dziewczyną. Gienia przypomniała sobie słowa Igora, iż “jego mama pomoże”.
Niemal w transie, biegła do bloku, gdzie był raz z Igorem. Przyniosła dziecko, wręczyła pierwszej kobiecie, którą jak sądziła kojarzyła z jego matką po zdjęciach. Całą noc nie spała, uczyła się, płakała. Rano napisała do Igora w komentarzach na Facebooku, iż odbierze dziecko po sesji. On nie miał pojęcia o żadnym dziecku u matki.
Przerażona pobiegła z powrotem choćby bez kurtki. Dopiero wtedy zrozumiała, iż się pomyliła. Igor mieszkał w identycznym bloku, tylko piętro i klatka inna.
Widziałam na zdjęciach jego mamę, była taka jak pani ta sama fryzura… Boże, co ja narobiłam!
Wiesz, mówi się, iż największa głupota to stworzyć arcydzieło i nie przyznać się do autorstwa. Patrzyłam na twoją córkę i myślałam, która matka mogłaby porzucić takie cudo. Dobrze, iż wróciłaś. Co teraz? Idez do Igora i jego matki?
Nie, już tego nie zniosę. Całą noc wyłam. Wrócę do akademika, potem do cioci, chyba mnie nie wygoni
Zostań dziś u mnie. Mam miejsce, a syn namawia mnie na lokatora.
Do pani? Nie stać mnie na wynajem
Zostaniesz choćby przez ten miesiąc. Kiedy masz egzamin?
Pojutrze Ale
Gienia siada w fotelu, Barbara wyjmuje pościel, szykuje dla niej łóżko.
Jutro idę do pracy. Ty tu zostań z Polinką, ucz się. W lodówce coś znajdziesz Polinka i tak dużo śpi. Ja jej kupiłam już mleko i pieluchy. A ty możesz karmić piersią
Barbara patrzy Gienia już śpi. A obok jej córeczka.
Wiola, cześć nie, to nie Michała Dzwonił. I nie sąsiada Mam ją u siebie. Śpi. Tak, wróciła. I zostaje. I dobrze, iż nie dzwoniłam na policję.
Mleko nie przepadło. Sesja zdana na czwórki i piątki. Do mamy Barbary zaczęła teraz częściej wpadać Gienia piąte piętro, ale cóż. choćby mama Barabry słuchała rad Gieni z zaufaniem.
Po sesji Gienia znalazła pracę, Barbara załatwiła jej dyżury przez znajome pogotowie. Często radziła się Barbary, medycyna naprawdę ją pasjonowała.
A sąsiad Igor przekonał się, iż jego babci bardzo przyda się kuracja Gienia podawała jej zastrzyki.
Jesienią Gienia z Polinką przeprowadziła się dwa piętra wyżej aby leczyć Igora babcię i swoje rozczarowane serce, pisząc nowy scenariusz swojego życia już zupełnie od nowa.









