Przez całe życie: Straciliśmy dwadzieścia cennych lat, ale nasz czas w końcu nadszedł!
Nazywam się Daria Sokołowska i mieszkam w Kaliszu, gdzie malownicze uliczki chowają się wśród brzozowych zagajników. Nigdy nie byłam w stanie stać się jego ulubienicą – los nie dawał nam szansy, by się do siebie zbliżyć jako para. A on, mój ukochany Sławek, raz po raz rzucał się w wir miłości, oddając się kobietom, które łamały mu serce. Dwadzieścia lat krążyliśmy wokół siebie, ale dopiero teraz, na zmierzchu naszej młodości, życie zlitowało się nad nami.
Wszystko zaczęło się w dziesiątej klasie, gdy Sławek pojawił się w naszej szkole. Nowy, nieśmiały, z otwartym sercem, od razu przyciągnął moją uwagę. Po siedmiu miesiącach zakochał się w Elizie, naszej koleżance z klasy — rezolutnej, przebiegłej, z figlarnym uśmiechem. Udawała, iż odwzajemnia jego uczucia, manipulując nim jak marionetką. choćby przedstawiła go swoim rodzicom, którzy byli zachwyceni “idealnym chłopcem”. Jednak za jego plecami Eliza spotykała się z najpopularniejszym chłopakiem w szkole, Damianem. Sławek zamykał oczy na prawdę, aż nie złapał ich razem na przyjęciu u niej w domu. Mimo to nie odszedł — pozostał w cieniu, będąc jej przykrywką. Rodzice Elizy uważali Damiana za awanturnika i zabraniali jej się z nim spotykać, podczas gdy Sławek był ich „idealnym zięciem”. Dzielił ją z innym i znosił to. Ja, jego przyjaciółka, wysłuchiwałam jego usprawiedliwień, łez, bólu. To trwało latami.
Potem była Natalia — miła, zabawna, ale niegotowa na poważne życie. Sławek marzył o rodzinie, o dzieciach, i kiedy powiedziała „tak” na jego oświadczyny, uwierzył, iż to na zawsze. Jednak w dniu ślubu uciekła — nie założyła sukni, nie przekroczyła progu Urzędu Stanu Cywilnego, po prostu zniknęła. Sławek wpadł w otchłań rozpaczy. Byłam przy nim — już jako koleżanka z pracy, jego prawa ręka. Patrzyłam, jak tłumi ból w pracy, jak przysięgał, iż już się nie zakocha. Ale potem pojawiła się Ola — dusza towarzystwa, zabawna, lekka. Wszyscy ją uwielbiali, a ona zdawała się kochać wszystkich. Sławek zakochał się w niej bez pamięci. A potem dowiedział się: spodziewa się dziecka z innym. Na porodzie zjawił się prawdziwy ojciec, ale nie uznał dziecka. Sławek nadał mu swoje nazwisko, wychowywał jak własne. Ola zdradzała go raz po raz, a on to znosił — dla dziecka, dla miłości, która w nim płonęła. Aż w końcu go zszokowała: zaprosiła go na chrzest jako ojca chrzestnego swojego dziecka z nowym mężczyzną. Sławek zgodził się — pozostał opiekować się jej synem, usprawiedliwiając jej zmienność.
Następna była Marysia — wymagająca jak kapryśna księżniczka. Zmuszała go, by zabierał ją do restauracji, podawał śniadania do łóżka, organizował luksusowe wakacje. Przez trzy lata dwoił się i troił dla niej, aż w samolocie wybuchła awantura z powodu godzinnego opóźnienia lotu. Wprost w powietrzu rzuciła go, krzycząc, iż nie jest godny jej. Potem była Julia — zazdrośnica do granic. Sławek — wierny, oddany — nigdy nie dawał jej powodu. Ale ona znienawidziła mnie, jego przyjaciółkę. Pracowaliśmy razem, byliśmy jak rodzeństwo. Julia zażądała, by zrezygnował z pracy — przeze mnie. Twierdziła, iż w domu zbyt często o mnie mówi. Tak, spędzaliśmy razem całe dni, ale między nami nie było nic poza przyjaźnią. Kochałam go w tajemnicy, a on tego nie zauważał. Miałam chłopaka, Michała, który wiedział, iż moje serce należy do kogoś innego. Pogodził się z tym, żył ze mną, jakby w oczekiwaniu na cud. A Sławek wchodził w nowe związki, wierząc w ich szczerość. I tak rozeszliśmy się na dziesięć lat.
Dziesięć lat później natknęliśmy się na siebie w kawiarni na rynku w Kaliszu. Czas się zatrzymał. Rozmawialiśmy godzinami, śmialiśmy się, wspominaliśmy. Ja się nie wyszłam za mąż, on również nie. Przez te lata przeżył jeszcze trzy puste związki, a ja rozstałam się z Michałem — znalazł tę, która oddała mu całe swoje serce. A ja czekałam na Sławka. „Nie znajdę prawdziwej miłości, z którą przeżyję życie. Widocznie nie jestem godny” — powiedział, patrząc w pustą filiżankę. Wtedy nie wytrzymałam — chwyciłam go za rękę i pocałowałam. Odsunął się: „Co robisz? Nie rób tego z litości!” Litość? Żałowałam tylko siebie — za lata milczenia. „Sławek, nie widzisz? Kocham cię od samej szkoły!” — wypaliłam, drżąc. Zamarł. Przyznał, iż też mnie kochał, ale uważał mnie za przyjaciółkę, bał się zapytać, bał się zniszczyć to, co było. Straciliśmy na tę ślepotę dwadzieścia lat.
Teraz jesteśmy razem już 22 lata. Niedawno nasza córka, Eliza, wyznała, iż się zakochała. Jej chłopak — dobry, szczery, widzę, jak go uwielbia. Co jej powiedziałam? „Nie czekaj dwadzieścia lat, jak my. Żyj swoją miłością teraz”. My z Sławkiem straciliśmy tyle czasu, ale nasz moment nadszedł. I dziękuję losowi za każdy dzień u jego boku — za jego dobroć, za jego serce, które tak długo mnie szukało w cudzych objęciach. Życie bywa okrutne, ale czasem daje drugą szansę. My ją chwyciliśmy — i nigdy nie puścimy.