To nie jest twoja córka, czyś ty całkiem ślepy? Szokujące oskarżenia teściowej, wojna o blond córeczkę, test na ojcostwo i rodzinne pogodzenie – prawdziwa opowieść z polskim akcentem

twojacena.pl 1 dzień temu

To nie jest twoja córka, jesteś kompletnie ślepy, czy jak?

Z Markiem byliśmy razem nieco ponad rok, gdy zaszłam w ciążę. Poznałam teściową, panią Krystynę, i nigdy nie przypuszczałam, iż jej stosunek do mnie i naszej córki, która pojawiła się zaraz po naszym ślubie, okaże się tak chłodny i pełen podejrzeń. Powód? Mała Anielka, urodzona z jasnymi blond włosami i chabrowymi oczami, podczas gdy Marek i jego brat Rafał od lat mieli śniadą cerę i ciemne loki, wyglądając wręcz jak z obrazka o taborze.

Leżałam na oddziale położniczym w Warszawie, gdy zadzwoniła pani Krystyna, złożyła suche gratulacje i za chwilę zjawiła się w szpitalu, by zobaczyć wnuczkę. Pamiętam, jak spojrzała na Anielkę, jej twarz stężała i, nie tracąc czasu, w korytarzu syknęła ściszonym głosem:
Nie podmienili wam dziecka?

Położne i matki na korytarzu zaniemówiły. Zawstydziłam się, a wymęczone słowa ledwo przeszły mi przez gardło: Nie podmienili, cały czas z nią byłam.

Reszty wtedy nie wypowiedziała, ale wracając do mieszkania na Pradze, czuliśmy, iż coś wisi w powietrzu. Gdy tylko usiedliśmy z Markiem przy łóżeczku, jego matka znów nie wytrzymała:
To nie jest twoja córka, czy ty kompletnie oczy straciłeś?

Marek zamarł, patrząc na nią jak na obcą, a ona drążyła:
Przecież ta mała nie jest do ciebie podobna! Ona nie ma nic z was, pomyśl tylko! Na pewno to jakiś obcy facet…

Wtedy Marek pierwszy raz w życiu opuścił dla mnie głowę: wyprosił matkę z mieszkania. Ja byłam rozgoryczona. Wymarzony dzień, długa ciąża, a Anielka urodziła się zdrowa. Od razu, gdy mi ją położyli przy piersi, lekarz na sali żartował:
No, ma pani młodą artystkę! Ależ ona głośna ktoś taki to chyba nowe lungs Marleny Dietrich.

Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, tuląc tę malutką, różową gwiazdeczkę. Przez dni przed wypisem śniłam o rodzinnych wigiliach, czułych odwiedzinach… Ale gdy tylko matka Marka wyszła ze szpitala, rzeczywistość rozwiała te wizje.

Marek starał się mnie pocieszać po jej wizycie, ale atmosfera była bezpowrotnie popsuta. Stało się coraz gorzej: Krystyna wydzwaniała, wracała do tematu, nie oszczędzała mi kąśliwych uwag przy każdej, choćby krótkiej wizycie. Zawsze miała coś kąśliwego do powiedzenia, jakby o zranionej dumie nie zapominała ani na sekundę.

Nigdy nie wzięła Anielki na ręce, wyganiała mnie z pokoju, żeby rozmawiać z Markiem sam na sam i żądała testów na ojcostwo. Nie wahała się plątać w domysłach, czułam na sobie jej triumfujący wzrok zza ściany. Marek tłumaczył jej, iż mi ufa, iż to jego córka. Krystyna śmiała się tylko pogardliwie:
No to pokaż to na papierze!

Kiedyś, po kolejnej takiej rozmowie, nie wytrzymałam. Wpadłam do kuchni, wtrąciłam się ostro:
Jak już pani tak zależy, to zróbmy ten święty test. choćby można powiesić wynik w ramce, niech wisi nad łóżkiem i przypomina, kto jest ojcem!

Krystyna spojrzała na mnie jak na wariatkę, a ja śmiałam się z własnej goryczy, choć serce ściskał mi żal.

Test zrobiliśmy. Wynik był, oczywiście, jednoznaczny, choć Marek choćby nie chciał na niego patrzeć. Krystyna oddała mi jedno zdanie na piśmie i rzuciła chłodno:
Pewnie ktoś zrobił przekręt. Mój Rafał ma córkę całą w siebie ciemną, oczami jak węgielki a tu nic.

Krystynę nic nie przekonało. Wojna trwała miesiącami, a potem latami, żrąc atmosferę każdej rodzinnej rozmowy. Po pięciu latach od urodzenia Anielki znowu byłam w ciąży, kilka tygodni po tym, jak żona Rafała urodziła kolejną dziewczynkę.

Odwiedziliśmy ich razem całą rodziną. Gdy podniosłam rożek becika, zobaczyłam… własną córeczkę sprzed pięciu lat! Ta sama twarz, ten sam kolor włosów, te oczy!

Cała rodzina patrzyła na mnie pytająco, a ja, śmiejąc się przez łzy, rzuciłam:
No, to która z nas chodziła do kochanka?

Wywołało to salwę śmiechu, choć tylko twarz Krystyny pobladła i zarumieniła się do granic możliwości. Nie odpowiedziała. To był przełom od tamtej pory milczała. Z czasem zaczęłam ją choćby przyłapywać, jak bawi się z córką lalkami, jak zagaduje Anielkę czułymi słówkami.

Dziś Anielka jest oczkiem w głowie babci, jej jagódką i naszą córeczką. Krystyna rozpieszcza ją prezentami, wciąż chcąc chyba nadrobić te wszystkie okrutne lata. Już nie czuję żalu, choć blizna na sercu została. Wierzę, iż niebawem zniknie całkiem.

Idź do oryginalnego materiału