Kiedy spieszyłem się do domu, myśli moje krążyły wokół tego poranka, gdy Kasia powiedziała mi, iż jest w ciąży. Pragnąc ją zaskoczyć, przygotowałem wyjątkową kolację pełną polskich owoców, bogatych w witaminy. Trzy lata starań o dziecko w końcu przyniosły upragniony rezultat i nie mogłem być szczęśliwszy.
Zanim Kasia wróciła, odwiedziłem jubilera na Nowym Świecie i wybrałem dla niej delikatne kolczyki. Widziałem już jej uśmiech w myślach, gdy je dostanie. Jednak gdy tylko weszła do domu, zauważyłem, iż jest blada i przygaszona; gwałtownie położyła się spać. Zaniepokojony chciałem wezwać lekarza, ale zapewniła mnie spokojnie, iż wszystko w porządku, prosiła, bym jej nie przeszkadzał.
Cały wieczór rozmawialiśmy półgłosem, choć uroczysta kolacja została nietknięta. Czas płynął nieubłaganie i w końcu nadszedł wyczekiwany poród. Pielęgniarka oznajmiła nam, iż mamy syna.
Kiedy towarzyszyłem położnej do gabinetu lekarza, usłyszałem wiadomość, której się nie spodziewałem. Lekarz powiedział, iż chłopiec jest w stanie zadowalającym, choć ma poważną wadę nóg, przez co może nigdy nie chodzić. Na dodatek Kasia już podjęła decyzję nie chciała zatrzymać dziecka.
Zszokowany i zrozpaczony przekonywałem ją, żeby zmieniła zdanie. Prosiłem, błagałem, wsparła mnie choćby jej mama, ale Kasia pozostała niewzruszona. W końcu zgodziłem się sam zajmę się naszym synem. Spakowałem rzeczy Kasi, zabezpieczyłem nasze mieszkanie na Pradze i kupiłem dla synka łóżeczko oraz wózek, płacąc za wszystko w złotówkach.
Z determinacją zacząłem szukać informacji o chorobie synka. Chciałem wiedzieć, z czym przyjdzie mi się mierzyć. Gdy dowiedziałem się o pewnej kobiecie z naszego miasteczka pod Warszawą, postanowiłem poprosić ją o radę. Spodziewałem się zobaczyć starszą panią, tymczasem drzwi otworzyła młoda dziewczyna była gotowa pomóc, ale pod warunkiem, iż zamieszkam z nią.
Po sześciu miesiącach Marek raczkował już po jej domu, a ja czułem, iż zakochuję się coraz mocniej. Choć dzieliła nas różnica wieku, nie czułem potrzeby rozwodu z Kasią i otwarcie powiedziałem nowej kobiecie o swoich uczuciach. Odwzajemniła je i zgodziła się zostać moją żoną. Teraz Marek miał troskliwą mamę, a ja oddaną żonę.
Dwa lata później cała nasza trójka znalazła się ponownie w szpitalu przy ul. Karowej, świętując narodziny drugiego dziecka. Los sprawił, iż natknęliśmy się na Kasię. Zauważyła chłopca biegającego nieopodal i rozpoznała w nim swojego syna Marka. Jego widok wywołał na jej twarzy uśmiech i cichy podziw.





