– Trzeba żyć dalej. Uciekł i trudno. Gdyby chociaż był porządny, a to taki nieodpowiedzialny! Wychow…

newsempire24.com 3 tygodni temu

Życie musi toczyć się dalej. Uciekł i trudno. Gdyby był dobrym człowiekiem inaczej, a tak okazał się niepoczciwy. Wychowamy dziecko sami, nie martw się!

Małego Pawła wychowywała mama i dziadek. Babcię pamiętał mgliście, miał pięć lat, gdy odeszła. Najbardziej utkwił mu w pamięci zapach jej drożdżowych racuchów

Ojca nie poznał nigdy. Opuścił ich jeszcze zanim Paweł przyszedł na świat. Z mamą, Zofią, do wiejskiego domu przyjechali razem.

Ojciec Zofii poznał przyszłego zięcia, choćby datę ślubu ustalili. Ale nagle ten narzeczony zniknął bez słowa

Nie szukali go. Zofia płakała w poduszkę, była już wtedy w ciąży.

Łzami nic nie wskórasz! powiedziała babcia. Życie toczy się dalej. Uciekł i już go nie ma. Gdyby choć był porządnym człowiekiem Dziecko wychowamy sami, nie zadręczaj się!

Pawełek nigdy nie czuł braków w dzieciństwie, a rozpuszczonym nie był. Dobrze się uczył.

Dziadek wychowywał wnuka twardą ręką. Uczył szacunku wobec starszych, wdzięczności za proste sprawy. Paweł umiał niemal wszystko. Za cokolwiek się zabierał osiągał cel!

Przed trzydziestką był prawdziwą partią. Przystojny, z dobrą posadą, wysoką pensją, trzypokojowym mieszkaniem w Poznaniu Wszystko miał!

Dziewczyny same się trafiały, ale nie spieszył się. Był też zajęty. Każdy weekend spędzał u mamy na wsi (dziadek już odszedł, a mama częściej chorowała).

Po domu jeszcze się krzątała, ale ostatnio coraz ciężej było jej wstać z łóżka.

Paweł próbował ją namówić, by przeniosła się do niego do miasta, ale nie chciała.

A co ja mam robić w Poznaniu? odpowiadała. I tak nie doczekam się od ciebie wnuków. Zostanę tutaj, jest mi ciszej i spokojniej

Poczekaj do lata, odpocznij trochę. Potem pojedziesz do sanatorium, a potem do mnie. Trochę odpoczniesz i wrócisz na wieś. Albo może razem wrócimy.

Masz pracę co będziesz robił na wsi?! zdziwiła się Zofia.

Ludzie na wsi pracują jak wszędzie machnął ręką Paweł i jego głos rozchodził się po domu jak echo w pustym kościele.

Paweł w tamtym czasie spotykał się z dwiema dziewczynami i nie wiedział kogo wybrać.

Pierwsza była spokojną wiejską dziewczyną Mariola. Zaradna, miła.

Druga nazywała się Brygida. Piękna i wyrazista, mogłoby się zdawać, iż nie ogarnia codziennych obowiązków. Wiecznie rozbawiona

Do siebie Paweł żadnej nie zapraszał. Spotykali się w kawiarniach albo parkach. ale wybór stał się nieunikniony. A on nie mógł zdecydować, z kim się rozstać.

Postanowił najpierw przedstawić obie mamie. Akurat wróciła z sanatorium, wypoczęta, wyglądała lepiej niż zwykle.

Jako pierwsza przyszła Mariola. gwałtownie się zgodziła, oczy rozbłysły jej wieczorną rosą. Śmiała się marzenie się spełnia! Skoro poznaje ją z mamą, musi być poważnie!

Fajnie masz, Pawle, jakie przestronne mieszkanie rozglądała się Mariola po pokoju.

Owszem, dużo miejsca. Mamie też tu wygodnie, choć ostatnio jest osłabiona.

Jejku, ona tu z tobą mieszka? Myślałam, iż tylko w odwiedziny przyjechała. Chora jest?

Tak.

Od razu ci mówię nie będę jej pielęgnować

Ale ja nie proszę! zdziwił się Paweł. Dam sobie radę.

No bo wiesz

Słucham?

Nic, nic Uważam tylko, iż lepiej mieszkać osobno. Sam mówiłeś, iż twoja mama domu pilnuje na wsi. Tam jej lepiej. I nam bez niej także.

Moja matka będzie zawsze ze mną. To się nie zmieni.

No ładnie! Myślałam, iż jesteś poważny, a ty maminsynek! Jak zmienisz zdanie, zadzwoń!

I tyle ją widziano choćby herbaty nie napiła się

No to pięknie, pomyślał Paweł. Ta uciekła szybko. Brygida pewnie jeszcze szybciej, zostanę sam

Zdecydował się więc od razu powiedzieć Brygidzie o matce.

Cokolwiek się nie stanie, moja mama zawsze będzie ze mną! zadeklarował.

Nie bardzo rozumiem, po co mi to mówisz parsknęła śmiechem Brygida. Rozumiem, iż będzie mieszkała z nami, ale

Gdybyśmy zamieszkali razem, jak się z tym czujesz? Z moją mamą?

W porządku! Oświadczysz mi się?

Paweł uśmiechnął się tajemniczo.

Może. Chodź, poznasz się z mamą.

Ojej, a jeżeli jej się nie spodobam? Tak od razu? Teraz?

Spodobasz się. Czego się boisz?

Sama nie wiem, ale boję się!

Mama i Brygida od razu przypadły sobie do gustu. Rozumiały się półsłówkami. Chodziły razem na spacery, czekały na Pawła, aż wróci z pracy. A potem całą trójką pojechali do wsi rodzinnej. Choć Brygida była z miasta, spodobało jej się między pola i stare lipy. Zofia została na wsi.

Czuję się już dobrze, powiedziała latem.

Pół roku później było wesele.

Teraz to się wnuków doczekam! cieszyła się Zofia.

I doczekała najpierw wnuczki, potem wnuka!

Brygida i Paweł mieszkali z dziećmi w Poznaniu. Dzieci dorastały i szykowały się na studia. Ostatnio matka także mieszkała z nimi w mieście. Na wakacje wspólnie jeździli na wieś. Zofia ciągle nie mogła rozstać się ze swoją chatą.

Brygido, wybacz, nie w porę może. Chcę już wrócić do wiejskiego domu. Skoczymy tam? zapytała kiedyś synową.

Oczywiście! Poczekajmy na Pawła, zaraz wróci z pracy.

Dobrze. Tylko jedźmy od razu. Powiedz mu. Bardzo mi trzeba

Na wsi było jak zwykle cicho, czas płynął leniwie. Ludzi coraz mniej, chat coraz więcej pustych

No to już, wróciłam na zawsze do domu, odezwała się nagle Zofia. Sprzedajcie moją chatę. Dużo za nią nie dostaniecie, a serce boli, iż tak się rozpadnie

Co ty, mamo, opowiadasz?! zatrwożył się Paweł. Zaraz wracamy do miasta!

Tak, tak, poparła go Brygida. Po co te smutki?

Dobrze, dobrze machnęła ręką Zofia. Nastawcie czajnik, chcę herbaty

Po herbacie Zofia poszła do swojego pokoju, położyła się na moment odpocząć

Paweł z Brygidą siedzieli jeszcze chwilę przy kuchennym stole.

Mamo, już czas! zawołał w końcu syn.

Ale matka nie odpowiedziała.

Wszedł do pokoju i zamarł Matki już nie było

Pochowali Zofię na wiejskim cmentarzu.

Czuła, iż nadszedł ten moment. Przyjechała Ostatni raz rozpłakała się Brygida. Była mi jak matka

Wiem, od dawna to widziałem. A co z domem?

Szkoda sprzedawać

Żal. Cząstka przeszłości Niech na razie stoi

Tak postanowili Niech stoi dom rodzinny. Przywiozą tu dzieci, a potem może i wnuki

Sen się urwał, jakby ktoś zamknął drzwi Wieś umilkła pod warstwą śniegu, a Paweł czuł, iż jeszcze długo będzie wracał tu we wspomnieniach.

Idź do oryginalnego materiału