Trzy lata temu rozwiodłam się z mężem i dziś łączą nas już tylko sprawy związane z naszym pięcioletn…

twojacena.pl 11 godzin temu

Trzy lata temu rozwiodłam się ze swoim mężem. Szczerze mówiąc, nic nas tak naprawdę nie łączyło poza naszym synem. choćby nie byłam zdziwiona, kiedy miesiąc po podpisaniu papierów rozwodowych Adam znalazł sobie nową, młodszą miłość życia. Trzy miesiące temu pobrali się, oczywiście w wielkim stylu jak to w Warszawie bywa.
Powiem szczerze mam to już gdzieś. Ale wczoraj dostałam od tej nowej wybranki wiadomość, która wywołała u mnie lekki opad szczęki. Napisała, iż powinnam dać Adamowi spokój i przestać wyciągać od niego pieniądze, bo od dzisiaj nic nam się nie należy i koniec z żerowaniem.
Mój syn, Michaś, ma pięć lat. Do niedawna byłam na urlopie wychowawczym, więc Adam finansował wszystko od pampersa po chrupki kukurydziane. Teraz dorabiam na pół etatu w bibliotece, marząc o czymś więcej niż kawie z automatu.
Po rozwodzie dogadaliśmy się jak cywilizowani ludzie sprzedaliśmy nasze trzy pokojowe mieszkanie w Krakowie i zamieniliśmy na dwa kawalerki: jedna dla Adama, druga dla mnie i Michała.
Adam płaci całkiem przyzwoite alimenty 1600 złotych co miesiąc, prawie jak prezent od św. Mikołaja, ale z obowiązku. A ja, ambitna, staram się sama ogarniać wydatki, więc biegam od rozmowy do rozmowy, próbując znaleźć etat. Wszystko, co Adam płaci, idzie na Michała: przedszkole, zajęcia plastyczne, zabawki, książeczki z dinozaurami, a jeszcze trochę na rachunki za prąd, bo światło samo się nie zapłaci.
Michaś chce chodzić na judo, wiadomo trzeba dopłacić. Co miesiąc nowa składka, nowy pas, nowa dziura w budżecie.
Tego lata Adam dorzucił kilka stówek ekstra pod warunkiem, iż zabiorę Michała na wakacje. Pojechaliśmy w Tatry euforia syna była większa niż wizyta Świętego Mikołaja w grudniu.
Cieszę się, iż Adam mimo wszystko nie zapomina o dziecku. Gdy miałam nagłe sprawy, Michała często oddawałam pod opiekę ojca. Adam zabierał go do Złotych Tarasów albo na lody na Starówkę, czasem do kina. Ale moja ciekawska bestia nigdy nie była w domu tatusia. A jak się domyślam, chodziło o nową żonę Adama.
Do wczoraj miałam to gdzieś. Ale teraz pani Małgosia (ta nowa) choćby zadzwoniła, żeby powiedzieć, iż nie mam sumienia, bo Adam wydaje na nas prawie całą pensję.
Nie omieszkałam poinformować o wszystkim Adama. Był wściekły. Podobno jasno powiedział Małgorzacie, żeby się nie wtrącała zwłaszcza do jego portfela.
Ale nie ukrywam, boję się, iż nowa żona przekabaci Adama i wymusi ograniczenie pieniędzy. Wtedy musiałabym tłumaczyć Michaśkowi, iż festyn w przedszkolu czy kolejne zajęcia plastyczne są poza zasięgiem.
Mam tylko nadzieję, iż Adamowi zostało jeszcze trochę tego człowieczeństwa i ciepła, przez które kiedyś miałam ochotę zamawiać mu pizzę choćby o północy.

Idź do oryginalnego materiału