To było bodaj trzy lata temu, kiedy odeszłam od męża. Nic nas już wtedy nie łączyło, poza naszym synkiem małym Wojtusiem. Pamiętam, iż zaraz po rozwodzie nie było mi żal ani trochę, kiedy Adam niemal natychmiast znalazł nową, młodszą kobietę. choćby mnie nie zdziwiło, iż po ledwo paru miesiącach połączyli się ślubem.
Z biegiem dni przestało mnie to już zupełnie obchodzić. Jednak wczoraj dostałam od niej, tej jego nowej żony, list, który zostawił po sobie dziwny niepokój. Napisała mi, iż powinnam przestać męczyć Adama o pieniądze, zostawić go w świętym spokoju, bo już niczego od niego nie wyciągnę.
Mój synek właśnie przekroczył piąty rok życia. Przez pierwsze lata byłam na urlopie wychowawczym i to Adam pokrywał wszystkie nasze wydatki. Teraz mam pół etatu w miejscowej bibliotece.
Ustaliliśmy zaraz po rozstaniu, iż sprzedamy nasze dawne trzypokojowe mieszkanie w Krakowie i za uzyskane złotówki kupimy dwie mniejsze kawalerki jedną dla Adama, drugą dla mnie z Wojtusiem.
Adam płaci regularnie alimenty i suma jest całkiem przyzwoita. Jednak nie chcę na zawsze opierać się na jego wsparciu, więc staram się jak mogę chodzę na rozmowy, próbuję złapać etat choćby w sklepie albo przedszkolu. Te pieniądze, które wysyła mi co miesiąc mój były, przeznaczam w całości dla synka to czesne za przedszkole, zajęcia plastyczne, klocki, ubranka, jedzenie. Odrobinę przeznaczam na rachunki prąd, wodę, ogrzewanie.
Wojtuś ostatnio zapragnął chodzić na judo niestety, dodatkowe zajęcia kosztują, więc każda złotówka się liczy.
Tego lata Adam podrzucił nam więcej pieniędzy pod warunkiem, iż Wojtka zabiorę na wakacje. Pojechaliśmy na południe do Zakopanego, pod Giewont. Szczęścia mojego dziecka nie dało się opisać. Tyle euforii nie widziałam u niego choćby na urodzinach.
Cieszę się, iż Adam, mimo rozwodu, nie zniknął z życia syna. Gdy tylko miałam ważniejsze sprawy, zostawiałam Wojtusia pod jego opieką. Adam chętnie brał go na lody do Galerii Krakowskiej, albo spacerowali po Plantach, czasem też chodzili do kina. Jednak nigdy nie zaprosił synka do swojego nowego domu.
Domyślałam się, dlaczego jego nowa żona, tamta Zuzanna, nie chciała mieć przy sobie dziecka z innego związku. Nie przejmowałam się tym, póki nie pojawiła się jej pierwsza wiadomość.
Ostatnio odważyła się choćby zadzwonić. Stwierdziła, iż jestem bez serca, bo rzekomo Adam wydaje na nas większość swojej pensji. Nie pozostałam dłużna od razu zadzwoniłam do Adama i powiedziałam mu o wszystkim. Wiem, iż bardzo się wtedy zdenerwował. Podobno kazał swojej żonie nie mieszać się do jego spraw i trzymać się z dala od jego pieniędzy.
Mam jednak ciągle lęk, iż ona w końcu przekona Adama do ograniczenia alimentów i wtedy będę musiała odmawiać synowi wielu rzeczy, na które teraz jeszcze możemy sobie pozwolić.
Wierzę jednak, iż Adam pozostał tym samym dobrym, szczerym człowiekiem, którego kiedyś pokochałam. Mam nadzieję, iż jeszcze nie zapomniał, co znaczy być ojcem.












