Trzy lata temu rozwiodłam się z mężem – jedyną więzią, która nas łączyła, był nasz pięcioletni syn. …

twojacena.pl 11 godzin temu

Trzy lata temu rozwiodłam się z mężem. Połączył nas tylko syn nie mieliśmy już ze sobą nic wspólnego. Nie zdziwiłam się, kiedy zaledwie miesiąc po rozwodzie Daniel poznał młodszą dziewczynę. Niedawno, dokładnie trzy miesiące temu, wzięli ślub w Krakowie.
Szczerze mówiąc, już mnie to nie rusza. Ale wczoraj dostałam od tej dziewczyny wiadomość, która obróciła mi dzień w chaos. Napisała, iż powinnam zostawić Daniela w spokoju i nie wyciągać od niego pieniędzy, bo teraz i tak nic już nie dostanę.
Mój syn, Staś, ma pięć lat. Do tej pory byłam na urlopie wychowawczym, dlatego Daniel pokrywał wiele wydatków. Teraz pracuję na pół etatu w lokalnej bibliotece.
Tuż po rozwodzie zgadzaliśmy się, iż sprzedamy nasze mieszkanie na Ruczaju trzypokojowe, jasne, zawsze pełne dziecięcego śmiechu i podzielimy się na dwa mniejsze: jedno dla niego, drugie dla mnie i Stasia.
Daniel regularnie przelewa alimenty, które naprawdę pomagają. Ale nie chcę żyć na jego koszt. Chodzę więc na kolejne rozmowy o pracę, szukam etatu, walczę. Te pieniądze od Daniela pokrywają wyłącznie życie Stasia przedszkole w Nowej Hucie, kółko plastyczne, zabawki, zdrową żywność. Z tych pieniędzy zostaje mi jeszcze trochę na media prąd, wodę, ogrzewanie.
Staś w tym roku wpadł na pomysł: Mamo, chcę chodzić na judo! – kolejny dodatkowy wydatek.
W wakacje Daniel przelał mi dodatkowe 500 zł z zastrzeżeniem: Zabierz go na wakacje. Pojechaliśmy w Beskidy. Kiedy Staś biegał z innymi dziećmi po górskich łąkach i śmiał się do utraty tchu, czułam się szczęśliwa.
Jestem wdzięczna Danielowi, iż mimo wszystkiego nie zapomniał o synu. Gdy musiałam zostać dłużej w pracy albo byłam u lekarza, zostawiałam Stasia pod jego opieką. Daniel zabierał go do kina, na lody pod Sukiennicami, czasem do Galerii. Chociaż nigdy nie zaprosił naszego syna do swojego nowego mieszkania.
Zawsze podejrzewałam, iż to przez tą jego nową żonę. Nie zwracałam na to uwagi póki ona nie zaczęła mnie atakować.
Ostatnio zadzwoniła. Jej ton chłodny, stanowczy: Powinnaś się wstydzić. Daniel wydaje na was za dużo pieniędzy! Nie wytrzymałam. Od razu powiedziałam o wszystkim Danielowi. Był wściekły. Powiedziałem jej, żeby nie wtrącała się w moje sprawy ani tym bardziej w to, co robię z własnymi pieniędzmi mówił.
A jednak nie mogę się pozbyć obawy, iż ona go przekona. Co, jeżeli Daniel obetnie alimenty? Będę musiała odmawiać Stasiowi wielu rzeczy dziecięcych zajęć, nowych książek, wyjazdu w góry.
Cały czas mam nadzieję, iż Daniel wciąż ma w sobie tę ludzką życzliwość, szczerość i serce, które sprawiły, iż kiedyś się w nim zakochałam. Trzymam się tej nadziei, choć czasem trudno nie czuć strachu o jutro.

Idź do oryginalnego materiału