Po ciebie przyszła mama, pakuj się.
Wszyscy mówią, iż każde dziecko w domu dziecka marzy o tych słowach. Ale Kinga wzdrygnęła się, jakby dostała w twarz.
No już, rusz się, co tak siedzisz?
Pani Elżbieta patrzyła na nią, nie rozumiejąc, dlaczego dziewczyna wcale się nie cieszy. W końcu życie w domu dziecka to nie bułka z masłem. Wielu uciekało stąd po prostu na ulicę. A tu Kingę zabierają do własnego domu, a ona wcale nie jest zadowolona.
Nie chcę powiedziała, odwracając się do okna. Jej koleżanka Ola spojrzała na nią ukradkiem, ale nic nie powiedziała. Też nie rozumiała tej reakcji. Sama Ola z euforią wróciłaby do domu, gdyby tylko ktoś na nią tam czekał.
Kinga, no co ty? zapytała pani Elżbieta. Tam mama na ciebie czeka.
Nie chcę jej widzieć. I nie chcę do niej wracać.
Inne dziewczyny też słuchały tej rozmowy z zainteresowaniem, więc pani Elżbieta uznała, iż nie powinny być jej świadkami.
Chodź ze mną.
Zaprowadziła Kingę do pokoju administracyjnego i spojrzała na nią ze współczuciem.
Twoja mama popełniła wiele błędów, to fakt. Ale widocznie próbuje się zmienić. Nie bez powodu pozwolono cię jej zabrać.
Myśli pani, iż to pierwszy raz? Kinga prychnęła i pokręciła głową. Jestem w domu dziecka już drugi raz. Jak zabrali mnie pierwszy raz, mama udawała, iż się ogarnęła. Schowała butelki, posprzątała, kupiła trochę jedzenia, choćby pracę znalazła. Gdy przyszli z kontrolą, wszystko wyglądało całkiem przyzwoicie. A potem mnie oddali, a mama znów odpuściła. Jestem jej potrzebna tylko po to, żeby dostawać zasiłki.
Kinga, ale ja nie mam na to wpływu. A w domu i tak będzie lepiej przekonywała pani Elżbieta.
Lepiej?! A wiesz, co to znaczy głodować? Albo iść do szkoły w podartych tenisówkach, gdy na dworze minus dwadzieścia? Albo chować się w pokoju i modlić, żeby mama i jej pijane towarzystwo do mnie nie weszło? Dlaczego w końcu nie odejmą jej praw rodzicielskich?!
W oczach Kingi pojawiły się łzy. Tak, w domu dziecka nie było idealnie, ale tu wiedziała, iż dostanie jeść i ubranie. I iż jest względnie bezpieczna. W domu nie.
Nic nie mogę na to poradzić westchnęła wychowawczyni.
Szkoda jej było Kingi. Dziewczyna była bystra, inteligentna, co w domu dziecka było rzadkością. Może i jej matka kiedyś była ciekawą osobą, zanim się stoczyła. I choć pani Elżbieta pracowała tu już siedem lat, po raz pierwszy spotkała dziecko, które nie chciało wracać do domu.
A mogę sama mieszkać? zapytała Kinga. Poszłabym do pracy, wynajęła pokój.
Dopiero jak skończysz osiemnaście lat pokręciła głową pani Elżbieta.
Mam prawie szesnaście! Jestem dorosła!
Pani Elżbieta też myślała, iż Kinga jest jak na swój wiek zbyt dorosła. Ale nic nie mogła zrobić.
Niestety, musisz być pod opieką prawdziwego dorosłego. Może jest ktoś, kto mógłby cię wziąć? spytała. I wystąpić o odebranie praw twojej mamie.
Nikogo nie mam Dopóki żyła babcia, było jakoś, ale teraz to już zupełnie nie do zniesienia.
A ojciec?
Też się zapił Nie żyje.
Kinga powiedziała to tak spokojnie, jakby to była norma. A w jej przypadku była.
A on nie miał rodziny?
Kinga zamyśliła się.
Chyba żyje jego matka, ale jej nie znam. Nie utrzymywała z nim kontaktu. I rozumiem ją prychnęła. Też bym nie utrzymywała.
Słuchaj pani Elżbieta pochyliła się do przodu spróbuj pobyć z mamą, a ja poszukam twojej babci. Zgoda?
Kinga skinęła głową. Co innego jej zostawało?
Oczywiście mama urządziła przedstawienie. Rzuciła się na córkę z płaczem, przepraszała, ściskała.
Ale Kinga nie reagowała. Wiedziała, iż gdy tylko wrócą do domu, mama wróci do swoich zwyczajów.
I tak się stało. Pierwszego dnia jeszcze się trzymała, drugiego już wróciła ze sklepu z alkoholem.
Wszystko wróciło do normy. Mama piła, wyleli ją z pracy. Kinga znów żyła w piekle.
Gdy po paru miesiącach do jej pokoju w nocy wpadł pijany facet, a Kinga z trudem go wyrzuciła, stwierdziła, iż ma dość.
Na szczęście pani Elżbieta dała jej swój numer. Kinga zadzwoniła. Powiedziała, iż albo idzie na ulicę, albo wraca do domu dziecka.
Znalazłam twoją babcię powiedziała wychowawczyni. Porozmawiam z nią. jeżeli się zgodzi i warunki pozwolą, może dostać nad tobą opiekę.
Kinga uparła się, żeby jechać razem. Choć nie znała babci, miała nadzieję, iż ta jej nie wyrzuci. Wystarczyłyby jej dwa lata, a potem byłaby wolna.
Drzwi otworzyła kobieta po sześćdziesiątce. Elegancka, postawna.
Czego chcecie? spytała.
Antonina Janowska? upewniła się była wychowawczyni Kingi.
Tak, to ja.
Jestem twoją wnuczką wtrąciła Kinga. Po co owijać w bawełnę?
Co?
Jestem córką twojego syna.
Rozumiem. A czego ode mnie chcesz? Antonina zachowała zimną krew.
Możemy porozmawiać? pani Elżbieta nie dała Kingi znów się odezwać.
Dobrze. Ale krótko. Muszę się zbierać do pracy.
Antonina nalała im herbaty. Czasem spoglądała na Kingę, jak na kosmitę, ale sama nic nie mówiła.
Tymczasem pani Elżbieta opisała sytuację.
Rozumie pani, Kingę prawdopodobnie znów zabiorą do domu dziecka. Ale pani może zostać jej opiekunką.
A po co mi to? spytała Antonina.
No pani Elżbieta się zmieszała. To przecież pani wnuczka.
Nie znam jej. I szczerze mówiąc, nie mam ochoty poznawać. Mój syn napsuł mi w życiu krwi. Wolałabym zapomnieć, iż w ogóle istniał.
Proszę zrozumieć, Kinga żyje w strasznych warunkach, mogłaby pani
Dziewczyna przerwała wychowawczyni.
Antonino Janowska, nie znamy się i, szczerze mówiąc, też nie palę się do tego. Też chciałabym wymazać rodziców z pamięci. Ale prawo nie pozw












