Antonia zostaje przyjęta na oddział położniczy na długo przed planowanym terminem porodu. Jej ciąża od samego początku jest trudna, zwłaszcza w ostatnich tygodniach, dlatego lekarze wolą nie ryzykować. Antonia przygotowuje się bowiem nie na jedno, a na dwoje dzieci naraz. Zaproponowano jej cesarskie cięcie w ustalonym wcześniej terminie, ale ona pragnie urodzić naturalnie i jest zdeterminowana, by spróbować operację zawsze można przeprowadzić, jeżeli zajdzie taka potrzeba.
Dodatkowo, Antonia oraz jej mąż podpisali umowę na poród rodzinny, a położnicy nie przepadają za obecnością osób postronnych na sali operacyjnej. Poród zaczyna się późno wieczorem; mąż Antonii zostaje natychmiast powiadomiony, a po dwudziestu minutach jest już przy niej i razem trafiają do sali przedporodowej. To nie pierwszy poród Antonii, doskonale więc wie, czego się od niej oczekuje, zachowuje się spokojnie i rozsądnie. O czwartej nad ranem przychodzi na świat pierwsze dziecko.
Noworodek natychmiast głośno płacze, a położna gratuluje Antonii narodzin pierwszej córeczki. Zamiast jednak zwykłej radości, ojciec wymusza uśmiech i natychmiast zwraca całą swoją uwagę na żonę. Po dziesięciu minutach rodzi się druga dziewczynka. Mama promienieje szczęściem, ale świeżo upieczony tata wybucha płaczem, który nie wynika z wzruszenia. Oczywiście zaczynają nas niepokoić jego łzy, ale Antonia uspokaja gestem i mówi:
Nie przejmujcie się, za godzinę mu przejdzie. To znowu bliźniaki i znowu dziewczynki. On po cichu liczył na choć jednego chłopca, ale widocznie nie było mu to pisane, więc jest trochę rozczarowany. Chociaż prawda jest taka, iż uwielbia swoje córki, więc wszystko będzie dobrze. I rzeczywiście: następnego dnia pod oknem szpitala stoi wesoła gromadka dziewczynek, prowadzona przez swojego tatę, który trzyma w rękach balony i głośno woła do żony, jak bardzo ją kochają. Wtedy cała załoga oddziału przekonała się, iż naprawdę u tej rodziny wszystko jest w porządku. Ale trochę nam żal tego taty…





