Urodziła bliźnięta po raz piąty z rzędu. I znów dziewczynki, a ksiądz udzielił błogosławieństwa na sali porodowej

newsempire24.com 1 dzień temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć o Ani, która trafiła do szpitala położniczego dużo wcześniej niż planowano, bo pod koniec ciąży miała sporo komplikacji. Lekarze nie chcieli ryzykować, więc postanowili, iż zostanie pod ich czujnym okiem zresztą, szykowała się na podwójne szczęście, bo miała urodzić bliźniaczki.

Zaplanowano jej cesarkę, ale Ania bardzo chciała rodzić naturalnie, więc lekarze zgodzili się spróbować w razie czego mieli czas, żeby ją przygotować na salę operacyjną. Dużą rolę grało też to, iż Ania i jej mąż, Tomek, mieli podpisaną umowę na poród rodzinny; a wiadomo, polscy lekarze raczej nie lubią tłumów na bloku operacyjnym.

No i wiesz co, pierwszy sygnał, iż się zaczyna, pojawił się bardzo późnym wieczorem. Od razu zadzwonili do Tomka, który wpadł jakieś dwadzieścia minut później, i przeszli razem na oddział prenatalny. To nie był pierwszy poród Ani, więc dobrze wiedziała, czego się spodziewać, była opanowana i spokojna. I tak o czwartej nad ranem na świat przyszła pierwsza córeczka.

Mała od razu zaczęła krzyczeć, położna błyskawicznie pogratulowała jej pierwszej córki, ale zamiast tej typowej eksplozji radości, Tomek tylko się lekko uśmiechnął i od razu spojrzał na żonę. Po kolejnych dziesięciu minutach pojawiła się na świecie druga dziewczynka. Ania uśmiechała się szeroko, a Tomek no, on się po prostu popłakał i nie wyglądało to na łzy wzruszenia.

Trochę się zmartwiliśmy, ale Ania tylko machnęła do nas ręką z uśmiechem: Nie przejmujcie się, za godzinę mu przejdzie. To już piąte bliźniaczki i kolejne dziewczyny. Marzył mu się choć jeden chłopak, ale znowu wyszły córeczki, to jest trochę rozczarowany. Ale uwielbia córki, więc zaraz mu się humor poprawi. I rzeczywiście następnego dnia, jak stanęliśmy pod oknami porodówki, zobaczyliśmy Tomka otoczonego przez wesołą gromadkę dziewczynek przyczepiających do poręczy baloniki i krzyczących do mamy, iż ją kochają. I wtedy każdy z nas wiedział, iż u nich w domu naprawdę jest wszystko dobrze. Ale wiesz co trochę mi było tego Tomka żal!

Idź do oryginalnego materiału