„Urodziłam ci syna, ale niczego od ciebie nie chcę” – zadzwoniła kochanka. Kiedy żona dowiaduje się, iż jej mąż ma dziecko z inną, cały świat wywraca się do góry nogami. Lera z trudem przyjmuje wiadomość, iż ukochany Kola został ojcem poza ich małżeństwem. Wydaje się, iż wszystko w ich poukładanym, polskim domu traci sens. Zdrada, przypadkowe spotkania, pojawienie się nowego syna – oto dramat rodziny, w której mężczyzna musi wybrać między obowiązkiem ojca a lojalnością wobec żony i dzieci, które wychował jak swoje. Jak poradzić sobie z szokującą prawdą i czy rodzina przetrwa tę próbę?

twojacena.pl 6 godzin temu

Urodziłam ci syna, ale nic od ciebie nie chcemy usłyszał przez telefon mój mąż.

Tomek spojrzał na Laurę oczami zbitego psa.
Tak, dobrze słyszałaś powiedział cicho. Lauruś, pół roku temu miałem kogoś innego.
To było tylko kilka spotkań, nic poważnego, odskocznia, zabawa.
I ona urodziła mi syna. Ostatnio
Laurze zakręciło się w głowie. To dopiero wiadomość!
Jej wierny, oddany mąż ma dziecko na boku!
Sens wypowiedzianych słów docierał do niej powoli, jak przez watę.

Siedział naprzeciwko. Ramiona miał spuszczone, dłonie zaciśnięte między kolanami.
Wyglądał na mniejszego niż zwykle, jakby ktoś wypompował z niego powietrze.

Syn, mówisz powtórzyła Laura. Masz syna, będąc żonatym facetem. Urodzony nie przeze mnie, tylko przez tamtą.

Laurka, ja nie wiedziałem. Przysięgam.

Nie wiedziałeś, jak się robi dzieci? Masz czterdzieści lat, Tomek.

Nie wiedziałem, iż że zdecyduje się urodzić.
Rozstaliśmy się dawno, wróciła do swojego męża.
Myślałem, iż mają wszystko poukładane.

A wczoraj dzwoni i mówi: Urodził ci się syn. 3200 gramów. Zdrowy.
Odłożyła słuchawkę.
Laura wstała. Nogi się pod nią uginały, jakby przebiegła właśnie maraton.

Za oknem szalała polska jesień.
Laura zamyśliła się na widok krajobrazu, pełnego żółtych liści pięknie

I co teraz? spytała Laura bez odwracania się.

Nie wiem.

Świetna odpowiedź głowy rodziny. Nie wiem.
Odwróciła się gwałtownie.

Pojedziesz tam? Zobaczyć?

Wystraszony Tomek podniósł wzrok na żonę.

Laura, napisała adres szpitala, wypis po jutrze.
Przekaz brzmiał:
Jak chcesz przyjedź, jak nie chcesz nie musisz. Niczego od ciebie nie potrzebuję.

Dumna…

Nic nie chce ode mnie

Nic nie chce powtórzyła echem Laura. Święta naiwność.

W korytarzu trzasnęły drzwi starsi synowie wrócili z treningu.
Laura natychmiast założyła na twarz uśmiech.

Robiła to niemal zawodowo lata w biznesie nauczyły ją trzymać fason nawet, gdy interes leci na łeb na szyję.

Do kuchni zajrzał starszy syn wysoki, barczysty dwudziestolatek.

O, rodzice, czemu tacy ponurzy?
Mamo, jest coś do jedzenia? Po treningu jesteśmy głodni jak wilki.

W lodówce są pierogi, odgrzejcie sobie rzuciła Laura.

Tata, obiecałeś spojrzeć, co mi z gaźnikiem w polonezie młodszy przybił ojcu piątkę.

Laura patrzyła na tę scenę, a serce aż bolało.
Nazywają go tato. Rodzony ojciec od lat ogranicza się do alimentów i świątecznych kartek.

Tomek ich wychował. Uczył jeździć na rowerze, opatrywał zdarte kolana, chodził na wywiadówki, rozwiązywał szkolne problemy.
Był dla nich prawdziwym ojcem.

Tomek udał uśmiech:
Sprawdzę później, Szymek. Dajcie nam chwilę z mamą.

Chłopaki zniknęli, brzękając talerzami.

Oni cię kochają powiedziała Laura cicho. A ty

Laurka, przestań. Też ich kocham. To moi chłopcy. Nie zamierzam nigdzie iść.
Od razu ci powiedziałem to był moment słabości. Błąd.
Z nią nic poważnego nie było.
Po prostu pociąg!

Pociąg, przez który teraz trzeba będzie zmieniać pieluchy

Do kuchni wbiegła sześcioletnia Marysia. W tym momencie zbroja Laury pękła. Córeczka wskoczyła tacie na kolana.

Tatusiu! Dlaczego jesteś smutny? Mama cię skrzyczała?
Tomek przytulił ją mocno, wtulił nos w jasne włosy.
Żył dla niej.

Laura wiedziała: dla Marysi Tomek gotów byłby iść z gołymi rękami na niedźwiedzia. Ta miłość była szalona, czysta, absolutna.

Nie, księżniczko. Po prostu rozmawiamy z mamą o sprawach dorosłych. Idź włącz bajkę, zaraz przyjdę.

Kiedy córka wyszła, w kuchni znów zaległa cisza.
Rozumiesz, iż wszystko się zmienia? spytała Laura.
Usiadła z powrotem przy stole.

Nie odejdę, Laurka. Kocham ciebie, dzieci Nie poradzę sobie bez was

To tylko słowa, Tomek. Ale fakty są takie: masz dziecko tam, poza domem. Jemu też będzie potrzebny ojciec.
Ta kobieta teraz mówi: nic nie potrzebuję.
To hormony, euforia, albo chytry plan.
Minie miesiąc, pół roku, dziecko zachoruje, urośnie, zacznie potrzebować pieniędzy.
Zadzwoni i powie: Tomek, nie mamy zimowej kurtki,
albo: Tomek, idziemy do lekarza.
I pojedziesz. Bo jesteś dobry. Masz sumienie.

Tomek milczał.

A pieniądze, Tomek? Laura ściszyła głos. Skąd je weźmiesz?
Wzdrygnął się, jakby dostał w najczulsze miejsce.

Jego firma splajtowała dwa lata temu, długi spłacali z pieniędzy Laury.
Teraz coś zarabia, jakoś się kręci, ale to grosze w porównaniu do tego, co zapewniała ona.
Dom, auta, wakacje, nauka dzieci wszystko na niej.

On choćby nie miał własnej karty wszystko miał zablokowane przez komornika, korzystał z gotówki albo z karty Laury.

Poradzę sobie burknął.

Jak? Pójdziesz na nocne taxi? Albo będziesz brał z mojej szuflady, żeby pomagać tamtej rodzinie?
Rozumiesz absurd? To ja utrzymuję rodzinę, a ty z moich pieniędzy będziesz utrzymywał kochankę z jej dzieckiem?

Ona nie jest kochanką! ryknął Tomek. To skończyło się pół roku temu!

Dziecko trzyma mocniej niż ślub w urzędzie.
Pojedziesz na wypis?

Pytanie zawisło w powietrzu. Tomek przetarł twarz dłońmi.

Nie wiem, Laurka. Szczerze. Ludzko powinienem. Przecież to nie jego wina.

Po ludzku prychnęła Laura a po ludzku wobec mnie? Marysi? Chłopaków?
Pojedziesz, zobaczysz noworodka, weźmiesz go na ręce. Znam cię popłyniesz. Masz sentymentalną duszę.
Zaczniesz jeździć. Najpierw raz na tydzień, potem częściej. Zaczniesz kłamać, iż siedzisz w pracy. A my będziemy tu czekać.

Laura podeszła do kranu, włączyła wodę, popatrzyła i wyłączyła.

Ona jest osiem lat młodsza od ciebie, Tomek. Ma trzydzieści dwa. Urodziła ci syna. Prawdziwego, twojego.
Moi synowie nie są twoi z krwi, choć wychowałeś ich jak swoich. Ale tam twój syn, twoja krew.
Myślisz, iż nie będzie mieć to znaczenia?

Bzdury gadasz. Chłopcy to moje dzieci.

Eee, daj spokój. Każdy facet chce mieć swojego następcę.
Przecież mamy Marysię!
Ale ona jest dziewczynką…

Tomek zerwał się z miejsca.
Dość! Po co mnie poganiasz? Powiedziałem zostaję z wami. Ale nie mogę być totalną kanalią.
Tam jest dziecko. Moje, tak. Zawinione przeze mnie.
Chcesz wygoń mnie. Zaraz zbiorę się i pojadę do mamy, do jakiejś stancji czy gdziekolwiek. Nie szantażuj mnie!

Laura znieruchomiała, poczuła lęk.
Jeśli go teraz wygoni, wyjdzie. Dumny. Może głupi, ale dumny. Zaszyje się byle gdzie, może wtedy zostanie z tamtą.
Tam będzie potrzebny, tam się okaże bohaterem, ojcem, choćby biednym, ale swoim. I wtedy straci go na zawsze.

A przecież nie chce stracić. Pomimo bólu i żalu, ciągle go kocha. Dzieci go kochają.
Zburzyć łatwo, wywalić za drzwi minuta. Ale jak potem żyć w pustym domu, gdzie każdy kąt przypomina o nim?

Usiądź powiedziała cicho. Nikt cię nie wyrzuca.
Tomek jeszcze chwilę oddychał ciężko, potem usiadł.

Laura, przepraszam. Jestem głupkiem

Głupkiem zgodziła się. Ale naszym głupkiem

Wieczór minął w oparach smutku.
Laura pomagała Marysi w lekcjach, sprawdzała maile z pracy, ale myślami była gdzie indziej.
Wyobrażała sobie tamtą kobietę. Jaka jest? Pewnie ładna, młoda.
Może właśnie patrzy na noworodka i czuje się zwyciężczynią.
Nic nie chce! Jasne To najskuteczniejszy chwyt.
Nie żądać, nie płakać, tylko pokazać: masz syna, jesteśmy samodzielni, dumni, damy sobie radę.
To uderza w męską dumę bez pudła. Facet od razu chce być bohaterem.

Tomek wiercił się i wzdychał, spał niespokojnie, a Laura leżała z otwartymi oczami i gapiła się w ciemność.
Ma czterdzieści pięć lat, jest zadbana, atrakcyjna, sukces zawodowy ale młodość tam, za progiem.

***

Rano Laura czuła się jeszcze gorzej.

Chłopaki gwałtownie zjedli śniadanie i wyszli, a Marysia kumornie poprosiła:

Tatuś, zapleć mi warkoczyk! Mama nie umie!
Tomek wziął grzebień. Jego duże dłonie, nawykłe do kierownicy i młotka, delikatnie rozczesywały cienkie blond włosy.
Zaplatał ostrożnie, skupiony, z końcówką języka wyciągniętą jak u dziecka.

Laura piła kawę i patrzyła.
Oto jej mąż. Bliski, domowy, ciepły. A tam daleko drugie dziecko, które również ma do niego prawo.
Jak to ogarnąć?

Tomku zaczęła, gdy Marysia pobiegła się ubierać musimy podjąć decyzję. Teraz.
Odłożył szczotkę.

Całą noc myślałem.

I?

Nie pojadę na wypis.

Laura poczuła ścisk, ale starała się nie pokazać emocji.

Dlaczego?

Bo jeżeli pojadę, dam nadzieję jej, sobie, temu dziecku.
Nie umiem być tatą na dwa domy. Nie chcę, Laurka! Nie chcę cię okłamywać, nie chcę kraść czasu Marysi ani chłopakom.
Wybór podjąłem jedenaście lat temu. Ty jesteś moją żoną, tu jest moja rodzina.

A ten chłopiec? Laura sama była zdziwiona pytaniem.

Pomogę pieniężnie. Oficjalnie, przez alimenty lub przelewem, jak trzeba.
Ale jeździć nie. Lepiej, żeby rósł, nie znając mnie, niż miał czekać, aż tata przyjedzie na weekend.
A ten ojciec będzie patrzył na zegarek i rwał się do domu, do prawdziwej rodziny.
Tak uczciwiej.

Laura milczała, obracała obrączkę na palcu.

Jesteś pewien? Nie będziesz żałował?

Będę żałował przyznał Tomek. Na pewno nie raz pomyślę, jak sobie radzi. Ale jeżeli zacznę tam jeździć, stracę was.
Czuję to: ty nie wytrzymasz tej podwójnej gry. Jesteś silna, Laura, ale nie niezniszczalna.
Zaczniesz mnie nienawidzić a nie chcę być przez ciebie znienawidzony.
Boże, jak ja to głupio tłumaczę

Przysiadł za jej plecami i położył ręce na ramionach.
Laurka, nie chcę innego życia. Mam ciebie, rodzinę.
A tamto to cena za moją głupotę.
Za tę cenę mogę płacić pieniędzmi. Tylko nimi.
Czasem, opieką nie podzielę się.

Laura przykryła jego dłoń swoją.

Pieniędzmi, mówisz? skrzywiła się z ironią.

Zarobię. Zadręczę się, ale zarobię. Nigdy więcej nie poproszę cię o grosz na swoje błędy.
To moja sprawa, Laura.

Laura poczuła spokój.
Może Tomek postąpił wobec niej okrutnie, ale właśnie takich słów potrzebowała.
Nigdy nie zamierzała dzielić się mężem. Miała w nosie tamtą kobietę i jej uczucia.
Urodziłaś żonatemu? Twój problem.

***

Na wypis Tomek nie pojechał.

Kochanka wydzwaniała potem bez ustanku krzyczała, obrażała, żądała wyjaśnień.
Tomek powiedział wprost: może liczyć tylko na wsparcie finansowe, kontaktów więcej nie będzie.
Kochanka się rozłączyła i przez kolejne pół roku nie odezwała się ani razu. Jej telefon milczał.
Laurze to odpowiada w stu procentach.

Idź do oryginalnego materiału