Urodziłam ci syna, ale niczego od ciebie nie chcę zadzwoniła kochanka.
Mąż spojrzał na Kingę oczami zbitego psa.
Tak, dobrze słyszałaś. Kingo, miałem kogoś pół roku temu.
To było tylko kilka spotkań, zwykła przygoda.
I urodziła mi syna. Niedawno
Kręciło jej się w głowie. Takiej wiadomości jeszcze nie słyszała.
Jej wierny, kochający mąż? Dziecko z inną?
Dopiero po paru minutach Kinga dotarło do sensu słów męża.
Przez kilka chwil próbowała pojąć, o co mu chodziło.
Mąż siedział naprzeciwko, ramiona miał opuszczone, dłonie zaciskał między kolanami.
Wyglądał, jakby uszło z niego całe powietrze.
Syn, mówisz powtórzyła cicho Kinga. Żonaty facet ma syna, ale urodziła go nie żona
Czyli nie ja
Kingo, przysięgam, sam nie wiedziałem. Nie miałem pojęcia.
Nie wiedział, jak się robi dzieci? Masz czterdzieści lat, Michał.
Nie wiedziałem, iż ona iż zdecyduje się urodzić.
Rozstaliśmy się dawno, wróciła do męża.
Myślałem, iż już po wszystkim.
A wczoraj… telefon. Masz syna, waży 3 200. Zdrowy. I rozłączyła się.
Kinga wstała. Nogi ledwo ją trzymały, kolana miękkie jak po maratonie.
Za oknem szalała jesień.
Zapatrzyła się przez szybę pięknie tam
I co teraz? rzuciła w przestrzeń, nie patrząc na Michała.
Nie wiem.
Wspaniała odpowiedź głowy rodziny: nie wiem.
Odwróciła się gwałtownie.
Pojedziesz tam? Zobaczysz go?
Spłoszony Michał zawstydzony podniósł wzrok na żonę.
Kinga, ona zostawiła mi adres szpitala, napisała, iż wypis pojutrze.
Tak po prostu:
Chcesz przyjedź, nie chcesz nie. Nie oczekuję niczego.
Dumna…
Nie chce ode mnie nic…
Nic nie chce powtórzyła Kinga gorzko. Święta naiwność.
W korytarzu trzasnęły drzwi wejściowe wrócili starsi synowie.
Kinga automatycznie założyła uśmiech.
Nauczyła się udawać lata w branży nauczyły ją trzymać fason, choćby gdy wszystko się waliło.
Do kuchni zajrzał starszy wysoki, szeroki w barach dwudziestolatek.
O, rodzice, cześć. Czemu tacy markotni?
Mamo, coś do jedzenia jest? Po treningu jesteśmy głodni jak wilki.
W lodówce pierogi, podgrzejcie sobie rzuciła Kinga.
Tato, miałeś spojrzeć na mój gaźnik w tej starej furze drugi syn, młodszy, klepnął ojca po ramieniu.
Kinga patrzyła na tę scenę, a serce jej pękało z żalu.
Mówią do niego: tata. Ich rodzonego ojca nie było w ich życiu od lat, wysyłał tylko alimenty i kartki z wakacji.
To Michał ich wychowywał. Uczył jeździć, opatrzył setki ran, chodził na wywiadówki, walczył o nich w szkole.
On był ich ojcem. Prawdziwym.
Michał wymusił uśmiech:
Zobaczę, Szymon. Później. Teraz muszę z mamą pogadać.
Chłopaki zniknęli, brzękając talerzami.
Oni cię kochają szepnęła Kinga. A ty…
Kinga, przestań. Też ich kocham. Są moimi synami. Nigdzie się nie wybieram.
Mówiłem ci od razu to była głupota. Pomroczność jasna.
Między nami i nią nie było nic poważnego.
Tylko chwila zapomnienia!
Chwila zapomnienia, której efektem są teraz pieluchy
W domu wbiegła ich sześcioletnia córeczka Zuzia. Wtedy pękł pancerz Kingi.
Córka wskoczyła ojcu na kolana.
Tatusiu! Dlaczego jesteś smutny? Mama cię skrzyczała?
Michał przytulił ją mocno, schował twarz w jej jasnych, pachnących włoskach.
Zuzia była jego wszystkim. Kinga wiedziała, iż zabiłby za córeczkę, tak kochał tę dziewczynkę.
Nie, księżniczko. Rozmawiamy o dorosłych sprawach. Idź pooglądać bajki, zaraz do ciebie przyjdę.
Gdy Zuzia wybiegła, zapadła ciężka cisza.
Wiesz, iż wszystko się zmienia? Kinga usiadła z powrotem do stołu.
Nie odejdę, Kinga. Kocham cię, dzieci Nie dam rady bez was
Słowa, Michał, tylko słowa. A fakty? Masz syna. Potrzebuje ojca.
Ta kobieta teraz mówi, iż niczego nie chce.
To hormony, euforia albo cwany plan.
Minie miesiąc, pół roku, dziecko zacznie chorować, rosnąć, pojawią się wydatki.
Zadzwoni: Michał, nie mamy wózka na zimę.
Albo: Michał, trzeba do lekarza.
I pojedziesz. Bo jesteś dobry. Masz wyrzuty sumienia.
Michał milczał.
A pieniądze, Michał? Kinga ściszyła głos. Skąd je weźmiesz?
Drgnął, jakby dostał w twarz trafiła celnie.
Jego firma padła dwa lata temu, długi spłacali z jej zarobków.
Teraz pracował dorywczo, coś tam dorabiał, ale to były grosze w porównaniu z tym, co ona zapewniała rodzinie.
Dom pod Warszawą, auta, wakacje, szkoły wszystko na niej.
On choćby nie miał własnej normalnej karty bankowej, wszystko zajął komornik, korzystał z jej pieniędzy.
Poradzę sobie burknął.
Jak? Na taksówce w nocy? Czy będziesz brał z mojej szuflady, żeby utrzymywać tamtą rodzinę?
Wyobrażasz sobie ten absurd? Ja utrzymuję rodzinę, a ty z moich pieniędzy dajesz kochance?
To nie żadna kochanka! huknął Michał. Wszystko skończyło się pół roku temu!
Dziecko łączy mocniej niż obrączka na palcu.
Pojedziesz na wypis?
To pytanie wisiało w powietrzu. Michał przetarł twarz dłońmi.
Nie wiem, Kinga. Naprawdę… Po ludzku… wypadałoby. Dziecko przecież niczemu nie winne.
Po ludzku ironizowała Kinga. A po ludzku wobec mnie? Wobec Zuzi? Wobec chłopaków?
Pojedziesz, weźmiesz je na ręce… I przepadniesz. Wiem, iż się rozkleisz.
Zaczniesz tam jeździć. Najpierw raz na tydzień, potem dwa, potem na weekendy.
Będziesz kłamać, iż jesteś w pracy. A my tu będziemy czekać.
Kinga podeszła do kranu, puściła wodę, popatrzyła na jej strumień i zakręciła.
Jest od ciebie osiem lat młodsza, Michał. Ma trzydzieści dwa. Urodziła ci syna. Twojego, z twojej krwi.
Moich chłopaków wychowałeś, ale nie są z tobą spokrewnieni. Tamten twój.
Myślisz, iż to nie ma znaczenia?
Co ty wygadujesz? Chłopaki są moimi synami, wychowałem ich!
Nieprawda! Chłopcu zawsze trzeba swojego dziedzica. Krwi z własnej krwi.
Przecież mamy Zuzię!
Zuzia to dziewczynka
Michał wstał.
Dość tego! Przestań mnie przepędzać! Powiedziałem zostaję. Ale nie będę całkowitym zimnym draniem.
Tam żyje dziecko. Moje. To moja wina, wszędzie zawiniłem.
Chcesz wyrzuć mnie. Spakuję się zaraz i odejdę.
Pójdę do mamy, do tej starej kawalerki, gdziekolwiek. Ale nie szantażuj mnie!
Kinga zastygła. Nagle przeszył ją strach.
Gdyby teraz powiedziała: wyjdź, on odszedłby natychmiast.
Dumny. Głupi, ale dumny. Odszedłby nigdzie, bez grosza, bez dachu nad głową. I na sto procent dogadałby się z tamtą.
Przyjęłaby go. Tam byłby bohaterem, tatą choćby biednym, ale własnym. Straciłaby go na zawsze.
A ona nie chciała stracić. Mimo bólu, upokorzenia kochała go. Dzieci również.
Zburzyć łatwo, wywalić go za drzwi w minutę. Ale jak potem żyć w pustym domu, gdzie wszystko przypomina o nim?
Siadaj powiedziała cicho. Nikt cię nie wyrzuca.
Michał stał chwilę, ciężko oddychając, w końcu usiadł.
Kinga, przepraszam… Jestem głupi…
Głupi… zgodziła się. Ale nasz głupi…
Wieczór minął w jakimś zamgleniu.
Kinga robiła lekcje z Zuzią, sprawdzała raporty z pracy, ale myślami była gdzie indziej.
Wyobrażała sobie tamtą kobietę. Jaka jest? Młoda, pewnie bardzo ładna.
Może teraz patrzy na dziecko i widzi w tym swoją wygraną.
Nic nie chce! Oczywiście, to najlepszy ruch.
Nie prosić, nie błagać, tylko pokazać: masz syna, jesteśmy dumni, damy sobie radę.
To wali w męską dumę doskonale. Od razu facet chce być bohaterem.
Michał przewracał się w łóżku, wzdychał, nie spał. Kinga też nie zmrużyła oka patrzyła w ciemność.
Ma czterdzieści pięć lat, jest piękna, zadbana, spełniona… A tam młodość…
***
Rano było jeszcze gorzej Kinga nie mogła się pozbierać.
Chłopcy gwałtownie zjedli i pobiegli za swoimi sprawami, a Zuzia nagle się rozkaprysiła.
Tato, zapleć mi warkocza! zażądała. Mama robi krzywo.
Michał wziął szczotkę. Jego duże dłonie, przyzwyczajone do kierownicy i młotka, ostrożnie rozdzielały cienkie dziecięce włosy.
Zaplatał uważnie, skupiony, wargi pogryzał od wysiłku.
Kinga patrzyła, popijając kawę.
Oto jej mąż, swojski, ciepły… A gdzieś jest inne dziecko, mające takie samo prawo do jego ramion!
Jak można tak żyć?
Michał odezwała się, gdy Zuzia wybiegła do pokoju. Musimy zadecydować. Dziś.
Odłożył szczotkę.
Myślałem całą noc.
I?
Nie pojadę do szpitala.
Coś ścisnęło Kingę w środku, ale nie dała tego po sobie poznać.
Dlaczego?
Bo jeżeli pojadę, dam nadzieję jej, sobie, temu dziecku.
Nie mogę być ojcem na dwa domy. Nie chcę, Kinga! Nie będę oszukiwał ciebie, nie chcę kraść czasu Zuzi, chłopakom.
Wybrałem jedenaście lat temu. Ty jesteś moją żoną, tu jest mój dom.
A ten chłopiec? sama się zdziwiła tym pytaniem.
Będę pomagał finansowo. Przez alimenty, oficjalnie albo na konto.
Ale nie będę jeździł… Lepiej, by dorastał, nie znając mnie, niż miałby mnie czekać i odczuwać zawód.
A ja siedząc tam, patrzyłbym na zegarek, bo chciałbym już być z wami.
Tak jest uczciwiej.
Kinga milczała, kręcąc obrączkę na palcu.
Jesteś pewny? Nie będziesz żałował?
Będę wyznał Michał. Na pewno nie raz pomyślę co u niego. Ale jeżeli zacznę tam jeździć stracę was.
Wiem to, bo nie wytrzymasz tego. Silna jesteś, Kinga, ale nie z żelaza.
Zaczniesz mnie nienawidzić, a nie chcę, byś mnie nienawidziła.
Boże, jak ja to nielogicznie mówię
Mąż podszedł, objął ją ramionami.
Kinga, nie chcę innego życia. Mam ciebie, dzieci.
To, co zrobiłem… To cena za swoją głupotę.
Będę płacić pieniędzmi, wyłącznie nimi.
Czasem, troską, uwagą nie potrafię dzielić się z tamtym dzieckiem
Kinga przykryła jego dłoń swoją.
Pieniędzmi, mówisz? uśmiechnęła się krzywo.
Zarobię. Rozbiję się, ale zarobię. Ani grosza więcej nie zabiorę z twoich pieniędzy na swoje błędy.
To moja sprawa.
Kinga poczuła spokój.
Może nie postąpił wobec niej lojalnie, ale właśnie TE słowa chciała usłyszeć.
Nie zamierzała dzielić męża z nikim, a już na pewno nie współczuła tamtej kobiecie.
Zaszła w ciążę z cudzym mężem jej problem.
***
Na wypis Michał nie pojechał.
Kochanka wydzwaniała później dziesiątki razy krzyczała, przeklinała, nie rozumiała, dlaczego nie przyjechał.
Michał oświadczył, iż może liczyć wyłącznie na wsparcie finansowe, ale spotkań nie będzie.
Od tamtej pory już się nie odezwała. Telefon miała wyłączony.
I z tym Kinga czuła się więcej niż dobrze.





![Aneta Zając pierwszy raz tak szczerze o macierzyństwie: Nie wciągam synów w sprawy dorosłych [PODCAST "BLIŻEJ"]](https://m.mamadu.pl/5740752912354bdc3aba5d1deb3fd381,1920,1080,0,0.webp)


![Orszak przeszedł przez Gowarczów! Nie zabrakło konnych! [wideo, zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2026/01/IV-Orszak-Trzech-Kroli-w-Gowarczowie-11.jpg)


