W domu zawsze byli goście. Zawsze ktoś pił, butelki stały wszędzie, a jedzenia nie było wcale – choćby kromki chleba nie można było znaleźć, tylko niedopałki i pusta puszka po śledziach na stole. Mały Leon pożegnał się z matką, zakładając swoje podarte buty, i z nadzieją czekał na jej czułe słowo, którego nigdy nie usłyszał. Postanowił odejść na zawsze i zarobić na bułkę, więc pół dnia zbierał butelki na zaśnieżonych ulicach Warszawy, aż spotkał wrogo nastawionego mężczyznę, który mu wszystko odebrał. Przemoczony i głodny, zasnął w klatce schodowej starej kamienicy, gdzie znalazła go dobra kobieta – pani Lilia – i zabrała do siebie, dając mu ciepło, jedzenie i miłość. Przez tydzień czuł się jak w bajce, aż matka go odebrała, grożąc, iż to ona ma prawo do syna. Potem były smutne lata – Leon znów błąkał się po dworcach, aż trafił do domu dziecka. Wszystko zmieniło się trzy lata później, gdy w domu dziecka pojawiła się dziennikarka imieniem Lilia – imię to otworzyło serce chłopca, który opowiedział jej swoją historię. Dzięki artykułowi w lokalnej gazecie „Dobra kobieta Lilia, chłopiec Leon Cię szuka – odezwij się!” odnalazł się z kobietą, która dała mu matczyne uczucie. Po latach Leon ukończył politechnikę, założył rodzinę i na zawsze pozostał wdzięczny swojej mamie Lilii, która go znalazła i otoczyła prawdziwą miłością – sprawiając, iż dom, biały od śniegu, stał się dla niego szczęściem.

twojacena.pl 8 godzin temu

W domu byli goście. Goście pojawiali się u nich prawie codziennie.
Ciągle piją, piją, wszędzie pełno butelek, a jedzenia zupełnie brak. Chociaż kromkę chleba znaleźć… ale na stole tylko pety i pustą puszkę po szprotkach Leon, raz jeszcze przyjrzał się stołowi, ale niczego nie znalazł.
Dobrze, mamo, wychodzę powiedział chłopiec, powoli wsuwając zniszczone, podarte trampki.
Liczył jeszcze na to, iż mama go zatrzyma, iż powie:
Dokąd idziesz, synku, głodny, a na dworze zimno? Zostań w domu. Zaraz ugotuję kaszę, przegonię gości, umyję podłogi.
Zawsze czekał na ciepłe słowo od mamy, ale ona nie lubiła takich słów. Jej wypowiedzi przypominały kolce, od których Leon pragnął się skulić i schować.
Tym razem postanowił, iż odejdzie na zawsze. Leon miał sześć lat i uważał się za całkiem dorosłego. Na początek postanowił zarobić trochę pieniędzy, żeby kupić sobie bułkę, może choćby dwie, bo burczało mu w brzuchu.
Nie wiedział za bardzo, jak zarobić na jedzenie, ale przechodząc obok kiosków, zobaczył wystającą ze śniegu pustą butelkę, włożył ją do reklamówki, potem znalazł porzucony przez kogoś worek i jeszcze pół dnia zbierał butelki po okolicy.
Uzbierało się ich już sporo brzęczały w worku. Leon wyobrażał sobie, jak kupuje miękką, pachnącą bułeczkę z makiem albo rodzynkami, może choćby z lukrem, ale potem uznał, iż na lukier pewnie mu nie starczy i postanowił poszukać jeszcze trochę.
Podszedł bliżej peronu kolejki podmiejskiej, gdzie czekający na pociąg mężczyźni popijali piwo. Leon postawił ciężki worek obok kiosk, a sam pobiegł po świeżo porzuconą butelkę. Kiedy wrócił, jakiś brudny i nieprzyjemny typ zdążył już zabrać wszystkie butelki. Spojrzał na wychudzonego właściciela z taką złością, iż Leon odszedł cicho, chowając twarz.
Marzenie o bułce zniknęło jak miraż.
Zbieranie butelek to też ciężka praca pomyślał Leon i znowu zaczął wędrować po zaśnieżonych ulicach Warszawy.
Śnieg był mokry i ciężki. Chłopcu przemoczyły się nogi, zmarzł. Wreszcie zrobiło się ciemno. Nie pamiętał, jak trafił do jakiejś klatki schodowej, gdzie upadł na półpiętrze, wtulił się w kaloryfer i pogrążył w gorącym śnie.
Po przebudzeniu sądził, iż jeszcze śni, bo było ciepło, spokojnie, czuł się tak przytulnie, a w powietrzu unosił się cudowny zapach gotowanego jedzenia.
Po chwili do pokoju weszła kobieta z bardzo serdecznym uśmiechem.
No i co, chłopczyku zapytała łagodnie ogrzałeś się? Wyspałeś? Chodź na śniadanie. Nocą szłam, a ty spałeś jak szczeniak w klatce schodowej. Zabrałam cię do domu.
To teraz mój dom? zapytał Leon, jeszcze nie wierząc w swoje szczęście.
jeżeli nie masz domu, będzie twój odpowiedziała kobieta.
Dalsze dni były niczym bajka. Ta nieznajoma pani opiekowała się nim, karmiła, kupiła nowe ubrania. Powoli Leon opowiadał jej o mamie i smutnym życiu.
Pani miała piękne, bajkowe imię Jagoda. Dla Leona było ono cudowne, bo nigdy takiego nie słyszał. Uznał, iż tak naprawdę tylko dobra wróżka może mieć tak śliczne imię.
Chciałbyś, żebym została twoją mamą? zapytała pewnego dnia, przytulając chłopca tak, jak to robią naprawdę kochające matki.
Oczywiście, bardzo tego chciał, ale szczęśliwe dni gwałtownie się skończyły. Po tygodniu przyszła po niego jego mama.
Była prawie trzeźwa i krzyczała na panią Jagodę:
Jeszcze nie odebrali mi praw rodzicielskich, mam pełne prawa do syna!
Kiedy zabierała Leona, padał śnieg, a chłopcu wydawało się, iż dom, w którym została dobra pani, przypomina biały pałac.
Potem życie było bardzo trudne. Mama znowu piła, a on coraz częściej uciekł z domu. Sypiał na dworcu, zbierał butelki, kupował chleb. Z nikim się nie zaprzyjaźniał, o nic nie prosił.
Z czasem mamę pozbawiono praw rodzicielskich, a Leon trafił do domu dziecka.
Najbardziej bolało go to, iż nie mógł sobie przypomnieć, gdzie stoi tamten dom, podobny do białego zamku, gdzie mieszkała pani Jagoda.
Minęły trzy lata.
Leon mieszkał w domu dziecka. przez cały czas był zamkniętym i małomównym chłopcem. Najbardziej lubił rysować w samotności. Zawsze powtarzał ten sam motyw biały dom i śnieżne płatki.
Pewnego dnia przyjechała do nich dziennikarka. Wychowawczyni oprowadzała ją po wszystkich salach i przedstawiła dzieci. Dotarły do Leona.
Leon to ciekawy, mądry chłopiec, ale ma trudności w adaptacji. Pracujemy, żeby znalazł rodzinę opowiadała wychowawczyni.
Jestem Jagoda przedstawiła się dziennikarka Leonowi.
Chłopiec jakby się obudził, rozjaśnił, zaczął mówić! Z entuzjazmem opowiadał o dobrej pani Jagodzie, której kiedyś prawie stał się synkiem. Z każdym zdaniem jego dusza odtajała, oczy błyszczały, na policzkach pojawiły się rumieńce. Wychowawczyni patrzyła zaskoczona na przemianę chłopca.
Imię Jagoda stało się kluczem do serca Leona.
Dziennikarka Jagoda wzruszyła się do łez, słuchając historii życia Leona. Obiecała, iż napisze o nim w lokalnej gazecie, może pani Jagoda przeczyta i dowie się, iż Leon tęskni za nią.
Słowa dotrzymała. I wydarzył się cud.
Pani Jagoda nie prenumerowała gazety, ale na urodziny koledzy z pracy podarowali jej kwiaty owinięte w gazetę, bo był środek zimy. W domu rozwijając bukiet, zauważyła tytuł niewielkiego artykułu: Dobra kobieta Jagoda, szuka cię chłopiec Leon. Prosimy, odezwij się!
Przeczytała tekst i od razu wiedziała, iż chodzi o jej dawnego podopiecznego, którego znalazła w klatce schodowej i chciała przygarnąć.
Leon poznał ją od razu. Rzucił się jej na szyję. Oboje płakali Leon, Jagoda, choćby wychowawczynie obecne przy spotkaniu.
Tak bardzo na ciebie czekałem powiedział chłopiec.
Trudno go było namówić, by wypuścił ukochaną panią do domu. Nie mogła go zabrać od razu, czekały ich formalności adopcyjne, ale obiecała, iż codziennie będzie go odwiedzać.
P.S.
Dalszy ciąg życia Leona był szczęśliwy. Dziś ma już 26 lat. Ukończył Politechnikę Warszawską. Planuje ślub z wspaniałą dziewczyną o imieniu Malwina. Jest pogodny, towarzyski, bardzo kocha swoją mamę Jagodę, której zawdzięcza wszystko.
Już jako dorosły dowiedział się od Jagody, iż jej mąż odszedł, bo nie mogli mieć dzieci. Czuła się bardzo samotna i niepotrzebna. Właśnie wtedy znalazła go w klatce schodowej i ogrzała sercem.
Kiedy matka zabrała Leona, Jagoda myślała z żalem: Widocznie nie było mi pisane.
Była szczęśliwa jak nigdy, gdy znów spotkała Leona w domu dziecka.
Leon próbował odnaleźć biologiczną mamę. Ustalił, iż wynajmowały mieszkanie w Łodzi. Matka wyjechała wiele lat temu w nieznanym kierunku z mężczyzną, który wyszedł z więzienia. Dalej nie szukał. Po co
Życie bywa trudne i smutne, a czasami daje drugą szansę trzeba ją dostrzec i przyjąć z wdzięcznością oraz nie zamykać serca na dobro, choćby wtedy, gdy wydaje się, iż to koniec wszystkiego.

Idź do oryginalnego materiału