W gościnnym domu wiecznie ktoś przebywał. Imprezy niemal codziennie – wszyscy piją, wszędzie butelki…

newsempire24.com 6 godzin temu

Wiesz co, opowiem Ci historię, która na pewno poruszy Twoje serce. To wydarzyło się w jednym z bloków na warszawskiej Pradze. U Ewy w domu znowu byli goście adekwatnie oni byli prawie codziennie. Wszyscy pili, pili, flaszki wszędzie, a jedzenia jak na lekarstwo. choćby kawałka chleba nie można było znaleźć Na stole tylko niedopałki i pusta puszka po szprotkach. Maciek jeszcze raz zerknął na stół, ale oczywiście nic nie znalazł.

Dobra, mamo, idę rzucił i zaczął powoli wsadzać stopy w stare, popękane trzewiki.

Wciąż miał nadzieję, iż mama go zatrzyma, powie coś ciepłego, jak kiedyś, choćby:
A gdzie ty tak głodny, synku? Zostań, jest zimno, ugotuję zaraz kaszę, wygonię gości, umyję podłogę ale ona raczej nie mówiła czułych słów. Jej wyrazy były kłujące, takie, iż Maćkowi robiło się ciasno w środku i miał ochotę zniknąć.

Tym razem postanowił, iż odejdzie na zawsze. Miał sześć lat i uważał się za całkiem dorosłego. Na początek chciał zarobić parę złotych, by kupić sobie bułkę może choćby dwie, bo jego brzuch grał koncert.

Nie wiedział za bardzo, jak tu zdobyć pieniądze, ale idąc koło kiosków przy przystanku, zobaczył wystającą spod śniegu pustą butelkę. Włożył ją do reklamówki, potem znalazł rzucony przez kogoś worek i pół dnia zbierał butelki po osiedlu.

Uzbierał już ich całkiem sporo, dzwoniły w worku. W myślach widział już, jak kupuje puszystą pachnącą bułkę z makiem, albo z rodzynkami, a może choćby z polewą choć chyba nie starczy mu butelek na polewę, więc postanowił jeszcze trochę poszukać.

Podszedł bliżej peronu Warszawa Wileńska, gdzie faceci w oczekiwaniu na pociąg popijali piwo. Mały postawił ciężki worek przy kiosku, a sam pobiegł za świeżo zostawioną butelką. I wtedy podszedł jakiś brudny, zły typ. Zgarnął jego butelki i spojrzał groźnie Maciek musiał odejść z pustymi rękami.

Sen o bułce rozpłynął się, jakby nigdy nie istniał.

Zbieranie butelek to też ciężka robota pomyślał Maciek i ruszył dalej po mokrym, klejącym się śniegu. Nogi przemokły i zmarzły. Było już zupełnie ciemno. Nie pamiętał, jak wpadł do klatki schodowej w jednym z bloków; przewrócił się na półpiętrze, podsunął pod ciepły kaloryfer, przekręcił się na bok i zapadł w gorący sen.

Obudził go zapach nieziemsko pysznego jedzenia i ciepło, tak przyjemne, iż myślał, iż dalej śni. Po chwili do pokoju weszła kobieta z serdecznym uśmiechem.
No i jak, chłopaku? zagadnęła łagodnie. Wygrzałeś się? Wyspałeś? Chodź, zjesz śniadanie. Nocą wracałam, a ty, jak szczeniaczek, w klatce spałeś. Zabrałam cię i przytuliłam w domu.

To teraz będzie mój dom? zapytał z niedowierzaniem chłopiec.

jeżeli nie masz swojego, to będzie twój odpowiedziała kobieta.

Od tego momentu wszystko przypominało bajkę Nieznajoma ciocia dbała o Maćka, karmiła go, kupiła nowe ubranie. Powoli opowiadał jej o swoim życiu z mamą.

Ta dobra kobieta miała imię jak z opowieści Malwina. Maciek do tej pory nie znał takiego imienia, wydawało mu się, iż tylko dobre wróżki mają takie ładne imiona.

Chciałbyś, żebym została twoją mamą? zapytała kiedyś, przytulając go mocno, jak prawdziwa kochająca mama.

Oczywiście iż chciał Ale szczęście nie trwało długo. Po tygodniu pojawiła się jego matka.

Była trzeźwa, ale strasznie krzyczała na Malwinę Jeszcze nie odebrali mi praw rodzicielskich, mam prawo do syna!

Wyprowadzała Maćka, a z nieba padały śnieżki. Wydawało mu się, iż ta klatka, w której została dobra ciocia, przypomina biały zamek.

Potem było już tylko gorzej. Mama znowu piła, a on uciekał z domu, spał na dworcu, zbierał butelki na chleb. Z nikim się nie zadawał i o nic nie prosił.

W końcu matkę pozbawiono praw, a Maćka oddano do domu dziecka.

Najgorsze było to, iż nie pamiętał, gdzie jest dom-biały zamek, w którym mieszkała Malwina.

Minęły trzy lata.

Żył w domu dziecka na Bielanach. przez cały czas był zamknięty w sobie, nie rozmawiał z nikim. Najbardziej lubił być sam i rysować. Zawsze rysował jedną scenę: biały blok i śnieg lecący z nieba.

Pewnego dnia przyjechała do nich dziennikarka. Wychowawczyni oprowadzała ją po pokojach, przedstawiała dzieci. Zatrzymały się przy Maćku.

Maciek jest bardzo porządny, bystry chłopak, ale ma problemy z adaptacją w grupie. Pracujemy nad tym, żeby znaleźć dla niego rodzinę tłumaczyła pani dziennikarce.

Hej, jestem Malwina przedstawiła się dziennikarka.

Mały aż się rozpromienił i zaczął opowiadać z entuzjazmem o innej cioci Malwinie. Widać było, jak jego serce rozmarzało przy każdym słowie, oczy błyszczały, policzki się zarumieniły. Wychowawczyni była zdumiona jego przemianą.

Imię Malwina stało się magicznym kluczem do jego świata.

Dziennikarka nie wytrzymała, wzruszyła się do łez, słuchając historii Maćka. Obiecała mu, iż napisze o tym w lokalnej gazecie może tamta dobra kobieta przeczyta i dowie się, iż chłopiec na nią czeka.

Słowa dotrzymała i stał się cud.

Ta kobieta nie prenumerowała gazety, ale w dniu urodzin od współpracowników dostała kwiaty, a te zawinięto w gazetę, bo był luty. W domu, rozwijając bukiet, zwróciła uwagę na tytuł małego artykułu: “Dobra kobieto Malwino, szukamy Cię! Maciek czeka na spotkanie!”

Przeczytała tekst i zrozumiała, iż to właśnie na nią czeka ten chłopiec, którego kiedyś znalazła na klatce i chciała adoptować.

Maciek od razu ją rozpoznał. Rzucił się jej w ramiona, płakali wszyscy Maciek, Malwina, wychowawczynie. Nie sposób było powstrzymać łzy.

Tak bardzo na ciebie czekałem wyszeptał chłopiec.

Z trudem przekonali go, by pozwolił cioci Malwinie wrócić do siebie. Nie mogła go wziąć od razu czekała cała procedura adopcyjna, ale odwiedzała go codziennie.

A potem już była szczęśliwa historia. Dziś Maciek ma 26 lat. Skończył Politechnikę Warszawską, zaręczył się z fajną dziewczyną z Krakowa. Jest uśmiechnięty, otwarty i kocha swoją mamę Malwinę zawdzięcza jej wszystko.

Już dorosły, usłyszał od niej, iż jej mąż odszedł przez to, iż nie mogli mieć dzieci. Była samotna, niepotrzebna, nieszczęśliwa. Wtedy właśnie znalazła jego na klatce i ogrzała miłością.

Po tym, jak zabrała go biologiczna matka, Malwina myślała, iż to nie jej los. Była przeogromnie szczęśliwa, gdy odnalazła go w domu dziecka.

Maciek próbował dowiedzieć się, co z jego prawdziwą matką okazało się, iż mieszkanie wynajmowali, mama ruszyła w świat ze świeżo zwolnionym z więzienia facetem. Nie szukał jej już nigdy. Po coJuż dawno zrozumiał, iż prawdziwy dom nie jest miejscem, ale sercem drugiego człowieka. Gdy siedzieli razem przy stole, Malwina z ciepłym uśmiechem nalewała herbatę do ich ulubionych kubków z niebieskim makiem. Śnieg cicho opadał za oknem, tak samo jak tamtego wieczoru, kiedy pierwszy raz spotkał ją na klatce.

Malwina przytuliła Maćka, choć był już dorosły. A on czuł, iż to właśnie przy niej znikają wszystkie zimy z dzieciństwa. Czasem wspominał stare dni, ale teraz wiedział, iż każda bajka, choćby najbardziej smutna, może odnaleźć swój szczęśliwy finał.

Więc kiedy ktoś pytał go o dzieciństwo, uśmiechał się i odpowiadał: Najpiękniejsze w moim życiu wydarzyło się w zwykłym bloku na Pradze. Uwierzyłem wtedy, iż choćby z najgłębszego mroku może wyjść światło jeżeli tylko znajdzie się dobra ręka.

I tak właśnie żył dalej z wdzięcznością w sercu, ciepełkiem w dłoni, i z przekonaniem, iż czasem wystarczy jeden dobry człowiek, by odmienić całą czyjąś historię.

Idź do oryginalnego materiału