W naszej rodzinie przez cztery pokolenia mężczyźni pracowali na kolei! A ty, co możesz dać tej rodzinie? Małgosia szepnęła cicho Anna, gładząc brzuch. Nazwiemy ją Małgorzata.
Znów dziewczynka? To jakiś żart! Stefania, teściowa, rzuciła wynik badania USG na stół z irytacją. Od tylu lat, z dziada pradziada nasi chłopi są na kolei. A ty?
Małgosia zamyśliła się Stefania. No, imię przynajmniej godne. Ale co z tego? I tak nie będzie z niej pożytku. Kto ci tę Małgorzatkę przyjmie?
Piotr milczał, zapatrzony w telefon. Gdy żona spytała o zdanie, wzruszył tylko ramionami:
Co ma być, to będzie. Może następnym razem będzie syn.
Anna poczuła, jak ściska się jej serce. Następnym razem? A ta malutka to tylko wprawka?
Małgosia urodziła się w styczniu maleńka, z wielkimi oczami i gęstymi, ciemnymi włoskami. Piotr przyszedł jedynie po wypis do szpitala, przyniósł bukiet goździków i reklamówkę z dziecięcymi ubrankami.
Ładna powiedział niepewnie, zerkając do wózka. Do ciebie podobna.
Ale nosek twój uśmiechnęła się Anna. I charakterek chyba też.
Daj spokój machnął ręką Piotr. Wszystkie dzieci są do siebie podobne w tym wieku.
W domu czekała na nich Stefania z niezadowoloną miną.
Sąsiadka Hela pytała mnie, czy mam wnuka, czy wnuczkę. Wstyd mi było przyznawać W moim wieku mam się bawić w lalki
Anna zamknęła się w pokoju Małgosi i cicho płakała, tuląc córeczkę do piersi.
Piotr coraz więcej pracował. Łapał dodatkowe zmiany, dorabiał gdzie się dało. Narzekał, iż rodzina kosztuje, zwłaszcza z dzieckiem. W domu bywał późno, zmęczony i milczący.
Ona na ciebie czeka szeptała Anna, gdy Piotr przechodził obok pokoju dziecięcego choćby nie zaglądając. Małgosia zawsze się ożywia, gdy słyszy twoje kroki.
Jestem padnięty, Aniu. Jutro muszę wcześniej wyjść do pracy
choćby się z nią nie przywitałeś.
Jest mała, nie zrozumie.
A jednak Małgosia rozumiała. Anna widziała, jak córka obraca główkę w kierunku drzwi, kiedy słychać było kroki Piotra. A potem długo patrzyła w pustą przestrzeń, gdy te kroki oddalały się.
W wieku ośmiu miesięcy Małgosia zachorowała. Najpierw temperatura doszła do trzydziestu ośmiu stopni, potem do trzydziestu dziewięciu. Anna zadzwoniła po lekarza, ale kazano jej zostać w domu i podawać środki zbijające gorączkę. Rano termometr pokazał już czterdzieści.
Piotrze, wstawaj! Anna potrząsała mężem. Małgosia słabnie!
Która godzina? Piotr z ledwością otworzył oczy.
Siódma. Nie spałam całą noc. Musimy jechać do szpitala!
Tak wcześnie? Może poczekamy do wieczora? Mam dziś istotną zmianę
Anna patrzyła na niego jak na obcego.
Twoja córka płonie z gorączki, a ty myślisz o pracy?
Przecież nie umiera! Dzieci często chorują.
Anna sama zamówiła taksówkę.
W szpitalu od razu skierowano Małgosię na oddział zakaźny. Podejrzewano poważny stan konieczna była punkcja lędźwiowa.
Gdzie ojciec dziecka? zapytał ordynator. Potrzebujemy zgody od obojga rodziców.
Pracuje. Już jedzie.
Anna cały dzień próbowała się dodzwonić do Piotra. Telefon miał wyłączony. Dopiero o siódmej wieczorem odebrał.
Aniu, jestem w parowozowni, mam robotę
Piotrze, Małgosia ma podejrzenie zapalenia opon mózgowych! Potrzebujemy twojej zgody na punkcję! Lekarze czekają!
Co? Jaką punkcję? Nie rozumiem
Przyjedź! Natychmiast!
Nie mogę, do jedenastej mam zmianę. Potem jeszcze z chłopakami
Anna bez słowa rozłączyła się.
Zgodę podpisała sama jako matka miała do tego prawo. Punkcję wykonano w pełnej narkozie. Małgosia wyglądała drobniutko na wielkim łóżku zabiegowym.
Wyniki będą jutro powiedział lekarz. jeżeli się potwierdzi, leczenie potrwa co najmniej półtora miesiąca.
Anna została w szpitalu na noc. Małgosia leżała pod kroplówką, blada i cicha. Tylko pierś delikatnie unosiła się i opadała.
Piotr przyszedł następnego dnia w porze obiadu. Nieogolony, zmięty.
No co tam? Jak? zapytał, nie wchodząc do sali.
Źle odparła krótko Anna. Wyników jeszcze nie ma.
Co adekwatnie jej robili? To jak to się nazywało
Punkcja lędźwiowa. Pobierali płyn do badań.
Piotr zbladł.
Bolało ją?
Była pod narkozą. Nic nie czuła.
Podeszli do łóżeczka. Małgosia spała, maleńka rączka wystawała spod kołderki, a do nadgarstka przymocowany był wenflon.
Jest taka krucha wymamrotał Piotr. Nie przypuszczałem
Anna milczała.
Wyniki wyszły dobre nie było zapalenia opon. Zwykła infekcja wirusowa, choć ciężko przebiegająca. Mogły wrócić do domu, pod kontrolą lekarza.
Mieliście szczęście powiedział ordynator. Jeszcze dzień, dwa zwłoki i mogłoby być znacznie gorzej.
W drodze do domu Piotr milczał. Dopiero pod klatką szepnął nieśmiało:
Naprawdę jestem taki zły jako ojciec?
Anna ułożyła śpiącą Małgosię wygodniej i spojrzała na niego.
Co o tym myślisz?
Myślałem, iż jeszcze mam czas. Że ona jest za mała, żeby cokolwiek rozumieć. A tu zamilkł. Kiedy zobaczyłem ją z tymi rurkami Zrozumiałem, iż mogę ją stracić. I iż jest co stracić.
Piotrze, ona potrzebuje ojca. Nie tylko tego, który zarabia. Ojca, który zna jej imię. Wie, jakie ma zabawki.
Jakie? spytał cicho.
Gumowy jeżyk i grzechotka z dzwoneczkami. Zawsze, gdy wracasz, czołga się do drzwi. Czeka, iż ją podniesiesz.
Piotr spuścił głowę.
Nie wiedziałem
Teraz już wiesz.
W domu Małgosia obudziła się i zapłakała cichutko, żałośnie. Piotr sięgnął po nią, ale zawahał się.
Mogę? zapytał Annę.
To twoja córka.
Delikatnie wziął Małgosię na ręce. Dziewczynka wtuliła się w niego i patrzyła wielkimi, poważnymi oczami.
Cześć, maleńka wyszeptał Piotr. Przepraszam, iż nie było mnie, kiedy się bałaś.
Małgosia wyciągnęła rączkę i dotknęła jego policzka. Piotr poczuł, jak ściska mu gardło.
Tata wyraźnie powiedziała Małgosia.
To było jej pierwsze słowo.
Piotr spojrzał na Annę szeroko otwartymi oczami.
Ona ona to powiedziała
Od tygodnia już mówi uśmiechnęła się Anna. Ale tylko wtedy, gdy ciebie nie ma. Widocznie czekała.
Wieczorem, kiedy Małgosia usnęła na tacie, Piotr delikatnie zaniósł ją do łóżeczka. Dziewczynka nie obudziła się, tylko mocniej ścisnęła jego palec.
Nie chce mnie puścić zdziwił się Piotr.
Boi się, iż znowu znikniesz wyszeptała Anna.
Piotr siedział przy łóżku jeszcze długo, bojąc się ją zostawić.
Jutro wezmę wolne powiedział do żony. I pojutrze też. Chcę poznać swoją córkę.
A praca? Dodatkowe zmiany?
Będziemy żyć skromniej. Pieniądze to nie wszystko. Przegapiłem już zbyt wiele istotnych rzeczy.
Anna objęła go ramieniem.
Lepiej późno niż wcale.
Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby się coś stało, a ja choćby nie wiedziałbym, jakie ma ulubione zabawki szepnął, patrząc na śpiącą Małgosię. Albo iż już umie powiedzieć tata.
Tydzień później, gdy Małgosia całkiem doszła do siebie, poszli razem do parku. Dziewczynka siedziała tacie na baranach i śmiała się, sięgając rączkami po liście klonu.
Patrz, Małgosiu, jakie piękne liście! mówił Piotr, pokazując jej żółte drzewa. O, a tam wiewiórka!
Anna szła obok i myślała, iż nieraz trzeba niemal stracić to, co najcenniejsze, żeby docenić życie.
Stefania przywitała ich w domu z niezadowoleniem.
Piotrze, Hela mówiła, iż jej wnuk już w piłkę gra. A twoja tylko w lalki.
Moja córka jest najlepsza na świecie odpowiedział spokojnie Piotr, sadzając Małgosię na podłodze i podając jej jeżyka. Lalki to cudowna rzecz.
Ale ród się skończy
Nie skończy. Będzie trwał, tylko inaczej.
Stefania już szukała słów, ale Małgosia podpełzła do niej i wyciągnęła rączki.
Babcia! powiedziała i szeroko się uśmiechnęła.
Teściowa niepewnie wzięła wnuczkę na ręce.
Ona ona mówi! zdziwiła się.
Nasza Małgosia jest bardzo mądra dumnie stwierdził Piotr. Prawda, córeczko?
Tata! krzyknęła Małgosia i zaklaskała radośnie.
Anna patrzyła na to i myślała, iż szczęście czasem przychodzi przez najtrudniejsze próby. A największa miłość rodzi się powoli przez ból i strach przed stratą.
Wieczorem, kładąc Małgosię spać, Piotr cicho śpiewał jej kołysankę. Jego głos był niezbyt pewny, lekko chrypiący, ale Małgosia słuchała szeroko otwartymi oczami.
Nigdy wcześniej jej nie śpiewałeś zauważyła Anna.
Wcześniej wielu rzeczy nie robiłem odparł Piotr. Ale teraz mam czas to nadrobić.
Małgosia zasnęła, mocno obejmując tatowy palec. Piotr nie próbował się wyplątać siedział cicho w ciemnościach, słuchając oddechu córki i myśląc, ile mógłby stracić, gdyby się nie zatrzymał i nie obejrzał za siebie.
A Małgosia spała i uśmiechała się przez sen, bo już wiedziała, iż tata nigdy jej nie zostawi.
Tę historię przysłała pewna nasza czytelniczka. Czasem los wystawia nas na trudną próbę po to, by przebudzić w człowieku to, co najpiękniejsze. A wy wierzycie, iż człowiek może się zmienić, gdy zrozumie, iż może stracić to, co najcenniejsze?













