W naszej rodzinie cztery pokolenia mężczyzn pracowały na kolei! A ty co przyniosłaś? Janka, odpowiedziała cicho Anna, głaszcząc się po brzuchu. Nazwiemy ją Janka.
Znów dziewczynka? To jakiś żart! Teresa Michałowna rzuciła wynik USG na stół. W naszej rodzinie od pokoleń faceci byli kolejarzami! A ty co?
Janka powtórzyła Anna szeptem. Już wybraliśmy imię.
Janka przeciągnęła teściowa. No, chociaż imię normalne. Ale co z niej za pożytek? Komu będzie potrzebna ta twoja Janka?
Tomek milczał, wpatrzony w komórkę. Kiedy żona poprosiła o słowo, tylko wzruszył ramionami:
Jak jest, tak jest. Może następnym razem będzie chłopak.
Anna poczuła, jak coś ją ściska w środku. Następny? A ta malutka to co, próba?
Janka pojawiła się w styczniu maleńka, o wielkich oczach i kłębie ciemnych włosów. Tomek przyszedł tylko na wyjście ze szpitala, przyniósł bukiet goździków i reklamówkę z ubrankami.
Ładna, powiedział, zaglądając ostrożnie do wózka. Cała ty.
Ale twój nos, uśmiechnęła się Anna. I uparte podbródek.
Daj spokój, machnął ręką Tomek. Wszystkie dzieci wyglądają tak samo w tym wieku.
Teresa Michałowna przywitała ich w domu z grymasem.
Sąsiadka Zosia pytała, czy wnuczek czy wnuczka. Wstyd odpowiadać, burknęła. W twoim wieku bawić się w lalki
Anna zamknęła się w pokoju dziecinnym i rozpłakała cicho, tuląc córkę do piersi.
Tomek coraz więcej pracował. Dorabiał na bocznicy, brał dodatkowe zmiany. Mówił, iż rodzina to spory wydatek, zwłaszcza z dzieckiem. Do domu wracał późno, zmęczony i małomówny.
Ona na ciebie czeka, mówiła Anna, gdy mąż przechodził obok pokoju dziecięcego, choćby nie zaglądając. Janka ożywia się na dźwięk twoich kroków.
Jestem wykończony, Aniu. Jutro wcześnie do pracy.
Ale choćby się z nią nie przywitałeś
Jest za mała, nie rozumie.
Ale Janka rozumiała. Anna widziała, jak córka odwraca główkę do drzwi, słysząc kroki ojca. A potem długo patrzy w pustkę, gdy oddala się echo jego stóp.
W ósmy miesiąc Janka poważnie zachorowała. Najpierw gorączka podskoczyła do trzydziestu ośmiu, potem do trzydziestu dziewięciu. Anna wezwała pogotowie, ale lekarz stwierdził, iż na razie wystarczą leki przeciwgorączkowe. Rankiem temperatura dobiła do czterdziestu.
Tomku, wstawaj! szturchała męża Anna. Janka jest bardzo słaba!
Która godzina? Tomek otworzył z trudem oczy.
Siódma. Nie zmrużyłam oka całą noc. Musimy do szpitala!
Tak wcześnie? Może poczekamy do wieczora? Dziś mam istotną zmianę
Anna spojrzała na niego jak na obcego.
Twoja córka płonie z gorączki, a ty myślisz o zmianie?
No przecież nie umiera! Dzieci często chorują.
Anna zadzwoniła po taksówkę sama.
W szpitalu lekarze natychmiast przyjęli Jankę na oddział zakaźny. Podejrzewali poważne zapalenie konieczna była punkcja lędźwiowa.
A gdzie ojciec dziecka? spytał ordynator. Potrzebujemy zgody obojga rodziców.
Jest w pracy. Zaraz przyjedzie.
Anna dzwoniła do Tomka cały dzień. Telefon milczał. O siedemnastej wreszcie odebrał.
Aniu, jestem w parowozowni, mam robotę
Tomku, Janka może mieć zapalenie opon! Potrzebna twoja zgoda na punkcję! Lekarze czekają!
Co? Punkcja? Nic z tego nie rozumiem
Przyjedź! Natychmiast!
Nie mogę, zmiana do jedenastej. Potem miałem iść z chłopakami
Anna bez słowa się rozłączyła.
Zgodziła się sama jako matka miała prawo. Zabieg wykonali w pełnym znieczuleniu. Janka wyglądała na operacyjnej ławce tak krucho.
Wyniki będą jutro powiedział lekarz. jeżeli się potwierdzi czeka nas długie leczenie. Z półtora miesiąca.
Anna została na noc przy córce. Janka leżała pod kroplówką, blada i spokojna. Tylko jej klatka unosiła się i opadała cicho.
Tomek zjawił się następnego dnia w porze obiadu. Niewyspany, wymięty.
No i co jak sytuacja? zapytał, nie śmiejąc wejść do sali.
Źle, odpowiedziała Anna krótko. Wyniki jeszcze nie są gotowe.
Co jej robili? Ta jak to się mówi
Punkcję kręgosłupa. Pobrali płyn do analizy.
Tomek zbladł.
Bolało ją?
Była nieprzytomna. Nie poczuła.
Podszedł do łóżeczka i zamarł. Janka spała, maleńka rączka wystawała spod kołderki, do nadgarstka przyklejony wenflon.
Ona taka mała, wymamrotał Tomek. Nie sądziłem
Anna milczała.
Wynik badania wyszedł dobry nie było zapalenia opon. Zwykła infekcja wirusowa, choć z komplikacjami. Leczenie możliwe w domu, pod stałą opieką lekarza.
Mieliście szczęście, powiedział ordynator. Gdyby jeszcze parę dni zwlekać, mogło być dużo gorzej
W drodze do domu Tomek milczał. Dopiero pod klatką szepnął:
Czy naprawdę jestem takim złym ojcem?
Anna ułożyła śpiącą córkę wygodniej i spojrzała mu w oczy.
A ty jak myślisz?
Myślałem, iż jeszcze mam czas. Że ona taka malutka, nic nie pojmuje. A jednak zamilkł. Kiedy ją zobaczyłem z tymi rurkami Zrozumiałem, iż mogę naprawdę ją stracić. I iż miałbym co stracić.
Tomku, ona potrzebuje ojca. Nie tylko żywiciela. Ojca, który wie, jak ma na imię. Który umie opowiedzieć o jej ulubionych zabawkach.
Jakich? zapytał cicho.
Gumowy jeżyk i grzechotka z dzwoneczkami. Gdy wracasz do domu, zawsze czeka pod drzwiami, żebyś ją podniósł.
Tomek spuścił głowę.
Nie wiedziałem
Teraz już wiesz.
W domu Janka obudziła się i płakała cienkim, żałosnym głosikiem. Tomek odruchowo wyciągnął po nią ręce, po czym spojrzał pytająco na żonę.
Mogę?
To twoja córka.
Wziął Jankę na ręce. Dziewczynka pociągnęła nosem i ucichła, patrząc na niego szeroko otwartymi oczkami.
Cześć, maleńka wyszeptał Tomek. Przepraszam, iż nie było mnie przy tobie, gdy się bałaś.
Janka wyciągnęła rączkę i dotknęła jego policzka. Poczułem, jak gardło mi się ściska.
Tata powiedziała nagle wyraźnie.
To było jej pierwsze słowo.
Tomek spojrzał na Annę szeroko otwartymi oczami.
Ona ona powiedziała
Mówi tak już od tygodnia, uśmiechnęła się Anna. Ale tylko, gdy cię nie ma. Widać czekała na ten moment.
Wieczorem Janka zasnęła na rękach ojca. Ostrożnie zaniósł ją do łóżeczka. Nie obudziła się, tylko mocniej ścisnęła jego palec we śnie.
Nie chce puścić, zdziwił się Tomek.
Boi się, iż znów znikniesz, wyjaśniła Anna.
Siedział przy jej łóżeczku jeszcze pół godziny, nie odważając się wyswobodzić palca.
Jutro biorę wolne powiedział żonie. I pojutrze też. Chcę chcę lepiej poznać moją córkę.
A praca? Nadgodziny?
Znajdziemy inny sposób na życie. choćby jeżeli trzeba będzie oszczędzać. Najważniejsze, żeby nie przegapić, jak ona rośnie.
Anna objęła go cicho.
Lepiej późno niż wcale.
Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś się stało, a ja choćby nie wiedział, jaka jest jej ulubiona zabawka, powiedział Tomek, patrząc na śpiącą Jankę. Albo iż już umie powiedzieć “tata”.
Tydzień później, gdy Janka całkiem wyzdrowiała, poszli razem do parku. Janka siedziała na ramionach ojca i głośno śmiała się, łapiąc rękoma złote liście.
Widzisz, Janko, jaki piękny klon! pokazywał jej Tomek. A tam, popatrz, wiewiórka!
Anna szła obok i myślała, iż czasami trzeba prawie stracić najcenniejsze, by docenić, jak wiele to znaczy.
Teresa Michałowna przywitała ich w domu z niezadowoloną miną.
Tomku, Zosia mi mówiła, iż jej wnuczek już w piłkę gra, a twoja tylko lalki.
Moja córka jest najlepsza na świecie, odpowiedział Tomek spokojnie, sadzając Jankę na podłodze i podając jej gumowego jeżyka. A lalki są świetne.
Ród się skończy
Nie skończy. Będzie trwał tylko inaczej.
Teściowa chciała coś jeszcze powiedzieć, ale Janka podczołgała się do niej i wyciągnęła rączki.
Babciu! zawołała i szeroko się uśmiechnęła.
Zaskoczona Teresa Michałowna wzięła ją w ramiona.
Ona ona mówi! zdziwiła się.
Nasza Janka jest bardzo mądra, powiedział dumnie Tomek. Prawda, córeczko?
Tata! krzyknęła radośnie Janka i zaczęła klaskać.
Anna patrzyła na ten obrazek i myślała, iż szczęście często rodzi się przez próbę. A największa miłość nie pojawia się od razu, ale dojrzewa powoli przez ból i lęk przed stratą.
Wieczorem, kładąc córkę do łóżeczka, Tomek cicho śpiewał jej kołysankę. Miał lekko zachrypnięty głos, ale Janka słuchała z szeroko otwartymi oczami.
Nigdy wcześniej jej nie śpiewałeś, zauważyła Anna.
Wcześniej wielu rzeczy nie robiłem, odparł Tomek. Teraz mam czas nadrobić.
Janka zasnęła, trzymając mocno jego palec. A ja nie odważyłem się jej wyswobodzić siedziałem w półmroku i słuchałem jej oddechu, myśląc, ile można stracić, jeżeli za późno dostrzeże się, co naprawdę ważne.
A Janka spała i uśmiechała się przez sen już wiedziała, iż tata nigdzie nie odejdzie.
Tę historię przesłała jedna z naszych czytelniczek. Czasem los potrzebuje nie tylko wyboru, ale wielkiej próby, by obudzić w człowieku najjaśniejsze uczucia. A wy, czy wierzycie, iż człowiek może się zmienić, kiedy zrozumie, iż może stracić to, co najcenniejsze?















