W naszej rodzinie cztery pokolenia mężczyzn pracowały na kolei! A ty, co przyniosłaś? Zosię, wyszeptała cicho Jagoda, głaszcząc brzuch. Nazwiemy ją Zosia.
Znowu dziewczynka? To jakiś żart losu! westchnęła Teresa, rzucając wynik USG na stół. Cztery pokolenia mężczyzn na kolei, a ty Z czym przychodzisz?
Zosię szepnęła Jagoda jeszcze ciszej. Nazwiemy ją Zosia.
Zofia przeciągnęła teściowa. Przynajmniej imię normalne. Ale co z niej za pożytek? Komu ona będzie potrzebna, twoja Zosia?
Michał milczał, wpatrzony w telefon. Gdy żona zapytała go o zdanie, tylko wzruszył ramionami:
Jest jak jest. Może następnym razem będzie chłopak.
Serce Jagody skurczyło się w środku. Następnym razem? A ta maleńka teraz to co, próba generalna?
Zosia przyszła na świat w styczniu tycia, z wielkimi oczami i czupryną czarnych włosów. Michał pojawił się tylko na wyjściu ze szpitala, wręczył bukiet goździków i torbę miniaturowych śpioszków.
Śliczna, rzucił niepewnie, zaglądając do wózka. Podobna do ciebie.
Ale nos ma po tobie uśmiechnęła się Jagoda. I ten zacięty podbródek.
Daj spokój, wszystkie niemowlaki są do siebie podobne machnął ręką Michał.
Teresa powitała ich w domu z miną jakby wypiła ocet.
Sąsiadka Wiesia pytała, czy wnuk czy wnuczka. choćby odpowiedzieć wstyd mamrotała. W moim wieku bawić się w lalki
Jagoda zamknęła się w pokoiku dziecięcym i cicho zapłakała, tuląc Zosię do piersi.
Michał pracował coraz więcej. Brał dodatkowe zmiany w parowozowni, dorabiał u sąsiadów. Tłumaczył, iż życie z dzieckiem kosztuje, rachunki rosną. Do domu wracał późnym wieczorem, zmęczony, milczący.
Czeka na ciebie mówiła Jagoda, gdy mąż przechodził obok dziecinnego pokoju choćby nie zaglądając. Zosia za każdym razem wstrzymuje oddech, gdy słyszy twoje kroki.
Jestem wykończony, Jaga. Jutro muszę być w pracy o świcie.
Ale choćby się z nią nie przywitałeś
Jest mała, nie zrozumie.
Ale Zosia rozumiała. Jagoda widziała, jak córeczka przekręca główkę do drzwi, gdy słychać kroki taty. I jak ten głos cichnie długo po tym, jak drzwi się zamkną.
W ósmy miesiącu Zosia zachorowała. Najpierw temperatura skoczyła do trzydziestu ośmiu, potem trzydziestu dziewięciu stopni. Jagoda wezwała karetkę, ale lekarz mówił, iż wystarczą środki przeciwgorączkowe. Nad ranem gorączka sięgnęła czterdziestu.
Michał, wstawaj! potrząsała go z płaczem. Zosi jest bardzo źle!
Która godzina? Michał z trudem otworzył oczy.
Siódma. Nie spałam całą noc. Musimy jechać do szpitala!
Tak wcześnie? Może poczekamy do wieczora? Mam dzisiaj istotną zmianę
Jagoda spojrzała na niego jak na zupełnie obcego.
Twoja córka płonie, a ty myślisz o pracy?
Dzieci chorują, przecież nie umiera!
Jagoda sama zamówiła taksówkę.
W szpitalu lekarze natychmiast zabrali Zosię na oddział zakaźny. Podejrzenie poważnego zapalenia konieczna była punkcja lędźwiowa.
Gdzie ojciec dziecka? zapytał ordynator. Potrzebna zgoda obojga rodziców.
Pracuje Zaraz przyjedzie.
Jagoda dzwoniła do Michała cały dzień. Telefon głuchy. Dopiero po siódmej odebrał.
Jaga, jestem na kolei, zamieszanie
Michał, Zosia ma podejrzenie zapalenia opon! Potrzebna twoja zgoda! Czekają lekarze!
Co? Jaka punkcja? Nic nie rozumiem
Przyjeżdżaj natychmiast!
Nie mogę, zmiana do jedenastej. Później miałem umówione piwo z chłopakami
Jagoda rozłączyła się bez słowa.
Podpisała zgodę sama, jako matka. Punkcję robiono pod narkozą. Mała Zosia leżała bez ruchu na ogromnej szpitalnej leżance.
Wyniki będą jutro powiedział lekarz. jeżeli się potwierdzi, leczenie potrwa choćby półtora miesiąca.
Jagoda została z Zosią na noc. Leżała pod kroplówką, biała jak ściana. Tylko klatka delikatnie unosiła się i opadała.
Michał pojawił się następnego dnia w porze obiadu. Niewyspany, rozczochrany, w pomiętej koszuli.
No i jak sytuacja? spytał niepewnie, nie wchodząc choćby do sali.
Źle krótko rzuciła Jagoda. Wyniki dopiero będą.
Co jej zrobili? Ta punkcja?
Punkcja lędźwiowa. Płyn pobierali do badania.
Michał pobladł.
Bolało ją?
Była pod narkozą. Nic nie czuła.
Podszedł do łóżeczka, zastygł w miejscu. Zosia spała, drobna rączka wystawała spod kocyka, do nadgarstka przyklejony wenflon.
Jaka ona mała wymamrotał Michał. Nie wiedziałem, że
Jagoda już nie odpowiadała.
Wyniki były dobre nie było zapalenia opon, tylko wirusowa infekcja z powikłaniami. Leczenie można prowadzić w domu pod kontrolą lekarza.
Miało szczęście powiedział ordynator. Pół doby zwłoki i byłoby znacznie gorzej.
W drodze powrotnej Michał milczał. Dopiero przed blokiem zapytał szeptem:
Ja naprawdę jestem taki zły? Jako ojciec?
Jagoda przełożyła śpiącą Zosię wygodniej i spojrzała mu w oczy.
Jak ty myślisz?
Myślałem, iż mam jeszcze czas. Że jest mała, nic nie rozumie. Ale widząc ją tam z tymi rurkami Zrozumiałem, iż mogę stracić. I iż mam co stracić.
Michał, ona potrzebuje ojca. Nie tylko kogoś, kto przynosi do domu pieniądze. Ojca, który zna jej imię. Wie, jakie lubi zabawki.
Jakie? szepnął.
Gumowy jeżyk i grzechotka z dzwoneczkami. Gdy przychodzisz, zawsze pełza do drzwi. Czeka, aż ją podniesiesz.
Michał spuścił głowę.
Nie wiedziałem
Teraz już wiesz.
Zosia obudziła się i zapłakała cienkim, żałosnym głosem. Michał odruchowo chciał ją wziąć, ale zawahał się.
Mogę? zapytał żony.
To twoja córka.
Delikatnie wziął Zosię w ramiona. Dziewczynka przestała płakać, patrząc wielkimi oczami w twarz taty.
Cześć, maleńka wyszeptał Michał. Przepraszam, iż nie było mnie, jak się bałaś.
Zosia wyciągnęła rączkę do jego policzka. Michał poczuł w gardle coś obcego.
Tata wyraźnie powiedziała Zosia.
To było jej pierwsze słowo.
Michał spojrzał na żonę szeroko otwartymi oczami.
Ona powiedziała
Mówi tak od tygodnia uśmiechnęła się Jagoda. Ale tylko, gdy ciebie nie ma. Czekała na adekwatny moment.
Wieczorem, gdy Zosia zasnęła w ramionach taty, Michał ostrożnie położył ją w łóżeczku. Nie obudziła się, tylko mocniej chwyciła jego palec przez sen.
Nie chce mnie wypuścić zdziwił się cicho Michał.
Boi się, iż znowu znikniesz odpowiedziała Jagoda.
Michał siedział przy łóżeczku przez dłuższą chwilę, nie mogąc wyjąć palca.
Jutro biorę wolne. I pojutrze. Chcę lepiej poznać swoją córkę.
A praca? Nadgodziny?
Poradzimy sobie skromniej. Ważne, żeby nie przegapić, jak rośnie.
Jagoda objęła go czule.
Lepiej późno niż wcale.
Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby coś się stało, a ja choćby nie wiedział, iż ma ulubione zabawki patrzył na Zosię. Albo iż umie już mówić tata.
Tydzień później, gdy Zosia całkowicie wyzdrowiała, poszli w trójkę do parku. Dziewczynka siedziała ojcu na barkach i rechotała, łapiąc jesienne liście.
Zobacz, jakie piękne klony, Zosiu! pokazywał Michał. Tam wiewiórka!
Jagoda szła obok, z myślą iż czasem trzeba prawie wszystko stracić, by zrozumieć, ile to dla nas znaczy.
W domu Teresa znów narzekała.
Wiesia mówiła, iż jej wnuk już gra w piłkę. A twoja tylko z lalkami.
Moja córka jest najlepsza na świecie spokojnie odparł Michał, sadzając Zosię i podając jej gumowego jeżyka. Lalki też są ważne.
Ale ród się skończy
Wcale nie. Po prostu będzie inny.
Teściowa chciała coś odpowiedzieć, ale Zosia podpełzła i wyciągnęła rączki.
Babcia! powiedziała radośnie i szeroko się uśmiechnęła.
Teresa wzięła wnuczkę niepewnie na ręce.
Ona mówi?!
Nasza Zosia jest bardzo mądra dumnie potwierdził Michał. Prawda, Zosiu?
Tata! klasnęła Zosia w dłonie.
Jagoda patrzyła na nich, myśląc, iż szczęście często dojrzewa przez łzy i strach, powoli, ale staje się nie do zdarcia.
Wieczorem Michał usypiał córkę nucąc kolysankę. Głos miał niepewny, chropowaty, ale Zosia słuchała szeroko otwartymi oczami.
Nigdy jej nie śpiewałeś zauważyła Jagoda.
Wielu rzeczy nie robiłem. Teraz mam czas nadrobić.
Zosia zasnęła, przytulając jego palec. Michał nie chciał się ruszać, siedział w półmroku, wsłuchując się w spokojny oddech córki. Przez chwilę świat zupełnie zamilkł, zostawiając ich w cichym cieple.
A Zosia śniła i uśmiechała się przez sen już wiedziała, iż tata nigdy nie odejdzie.
Takie sny, szeptane w nocy przez cienie, czasem budzą w człowieku jasność. Czasem potrzeba wielkiej próby, by obudzić prawdziwe uczucia. A czy wy wierzycie, iż człowiek może się zmienić, gdy zrozumie, iż mógłby stracić to, co najcenniejsze?











