Rozszerzenie takiego programu nauczania to – jak podkreślają nasi rodacy – odpowiedź na największe aktualnie zagrożenia dla polskich dzieci: ideologiczne, cywilizacyjne i tożsamościowe. Tymczasem większość polskich dzieci w wieku szkolnym (6-17 lat) zamieszkałych poza Polską nie jest objęta żadną formą oświaty polonijnej. – Prawdą jest, iż o edukację dzieci powinni zabiegać ich rodzice, dziadkowie. Ale równie ważne jest, aby to państwo polskie zapewniło takie warunki, które umożliwią jak największej grupie dzieci włączenie się do systemu polskiej edukacji. Piękne inicjatywy szkół przyparafialnych organizowało państwo polskie tuż po odzyskaniu niepodległości. Gdyby nie ta formacja dzieci chłopskich, robotniczych i ich rodzin oraz budowanie świadomości polskiej, to czy zdołalibyśmy ocalić Polskę przed bolszewizmem w 1920 roku? Dziś zagrożenia, jakie czyhają na naszą Ojczyznę, ale także na dzieci polskie mieszkające poza Polską, są równie groźne. Dlatego oddawanie walkowerem edukacji polskich dzieci jest gigantycznym błędem. Ta bierność spowoduje, iż polską młodzież po prostu stracimy – mówi „Naszemu Dziennikowi” Lidia Sokołowska-Cybart, współzałożycielka Stowarzyszenia „Republika Polonia” oraz założycielka i od wielu lat prezes edukacyjnej organizacji filantropijnej Canadian Polish Parents Council (Kanada).