Mimo sprzeciwu żony zapraszam do domu moją matkę, by mogła zobaczyć nowonarodzoną wnuczkę.
Moja matka, Stanisława, jest prawdziwym koszmarem, jeżeli chodzi o komunikację. Nie szanuje granic innych ludzi. Na przykład nie lubi mojej żony Kasi, nie z jakiegoś konkretnego powodu, ale po prostu dlatego, iż poślubiłem ją i nie widziała, jak się od niej oddalam.
Kasia urodziła przed trzema tygodniami małą dziewczynkę, Jadwigę.
Matka nalega, by być w sali porodowej, ale Kasi chce, żebym był jedynym, który tam jest. Dlatego Stanisława siedzi w holu szpitalu w Warszawie i krzyczy po całym piętrze, iż ma prawo być przy narodzinach swojej wnuczki.
Gdy matka wchodzi do naszego domu, przyczepia się do wszystkiego i oskarża Kasię, iż jest słabą gospodynią. Twierdzi też, iż Jadwiga będzie kiepską matką.
Po tych słowach Kasia traci cierpliwość i stawia mi ultimatum: matka nie postawi już nogi w naszym domu. Rozumiem ją nikt nie lubi być poniżany we własnym kącie.
Kiedy w końcu przywozimy Jadwigę do domu, dziadkowie chcą ją poznać.
Kasia pozwala matce przyjść raz, pod warunkiem, iż zachowa milczenie. Stanisława obiecuje, iż nie złamie tej prośby, ale zaraz po przejściu progu zaczyna wykrzykiwać:
Tu jest tak brudno. jeżeli chcecie tak żyć, to żyjcie tak. A z szacunku do mnie moglibyście przynajmniej posprzątać.
Kasia traci panowanie nad sobą i mówi, iż matka nie ma już prawa odwiedzin, a dziewczynkę może zobaczyć tylko, gdy my sobie na to pozwolimy.
Minęły prawie dwa tygodnie, dziadkowie i mój ojciec Jan poznali Jadwigę, ale matka wciąż nie przychodzi, a Kasia nie chce jej widzieć. Nie wychodzimy z dzieckiem z domu, bo na dworze jest zimno i nieprzyjemnie.
Przedwczoraj Kasia miała wizytę u lekarza, a ja zostałem w domu z córką. Wykorzystuję okazję i zapraszam matkę, by zobaczyła dziecko. Przychodzi, a ja mówię, iż mamy tylko dwie godziny, zanim Kasia wróci. Nie chce odejść! Bez względu na to, jak bardzo ją namawiam, nie ustępuje.
Kasia oczywiście wraca i znajduje matkę przytulającą się do Jadwigi. To wywołuje u niej totalny załamanie nerwowe krzyczy na mnie i na matkę, żądając, by opuściła dom.
W myślach mówię Kasi, żeby zamknęła buzię i się uspokoiła, bo to mój dom i moje dziecko, a jeżeli chcę, by matka ją zobaczyła, nie może mi tego zabronić, ani wyrzucić jej z domu.
Kasia wyrzuca mamę i mnie z domu. Nie chce z nikim rozmawiać. Teraz mieszkam u rodziców. Mam nadzieję, iż Kasia niedługo się uspokoi.






