Pamiętam, iż pomimo sprzeciwu mojej żony, zaprosiłem do domu matkę, aby mogła ujrzeć nowonarodzoną wnuczkę.
Moja matka, Zofia Kowalska, była człowiekiem, przy którym rozmowa zamieniała się w prawdziwy koszmar. Nie szanowała cudzych granic, a jej uwaga wobec mojej żony Heleny nie opierała się na żadnym konkretnym powodzie po prostu nie lubiła jej, bo wybrałem ją na swoją małżonkę i nie mogła pogodzić się z tym, iż oddalam się od niej.
Trzy tygodnie temu Helenę urodziło małe dziewczynka o imieniu Grażyna. Matka domagała się, by być w sali porodowej, ale Helenę zależało, by jedynie ja był przy niej. Zofia więc, gdy Heleny trudy się nasilały, stanęła w holu szpitala w Warszawie i z całej siły krzyczała po korytarzu, iż zasługuje na to, by uczestniczyć w narodzinach wnuczki.
Za każdym razem, gdy Zofia wchodziła do naszego domu, oplatała się wokół wszystkiego i oskarżała Helenę o bycie złą gospodynią domu. Twierdziła również, iż Grażyna nie będzie dobrą matką.
Te uwagi doprowadziły Helenę do wytrącenia. Dała mi ultimatum: Twoja matka nie postawi już nogi w naszym domu. Rozumiałem ją w pełni nikt nie chce czuć się poniżany pod własnym dachem.
Gdy w końcu przywiezliśmy dziewczynkę pod dom, przyszli dziadkowie, by ją poznać. Helenę zgodziło się, iż matka może przyjść, ale pod warunkiem, iż milczeć będzie. Zofia przyrzekła, iż nie złamie tej prośby, ale zaraz po przejściu progu rzuciła serię uwag:
Tutaj brudno jak w szopie. jeżeli tak żyjecie, to niech tak będzie. Ale przynajmniej z szacunku do mnie posprzątajcie trochę.
Helenę ogarnął gniew i poinformowała Zofię, iż nie ma już prawa odwiedzać, a dziecko zobaczy, jedynie kiedy my na to pozwolimy.
Minęły prawie dwa tygodnie, dziadkowie już poznali Grażynę, a mój ojciec Jan też miał okazję się z nią spotkać. Ale Zofia wciąż nie przychodziła, a Helenka nie chciała jej widzieć. Nie ruszaliśmy się z domu, bo na dworze zimno i nieprzyjemnie.
Przedwczoraj Helenka miała wizytę u lekarza, a ja zostałem w domu z córką. Wykorzystałem tę chwilę, by zaprosić matkę i pokazać jej dziecko. Zofia przyjęła zaproszenie, a ja rzekłem, iż będziemy mieli tylko dwie godziny, bo Helenka zaraz wróci. Matka nie chciała wyjść, choć przekonywałem ją bezustannie.
Helenka wróciła, zobaczyła Zofię przytulającą się do Grażyny i wpadła w kompletny załamanie nerwowe krzyczała na mnie i na matkę, żądając, by natychmiast opuścili dom.
W sercu podpowiedziałem żonie, aby zamilkła i uspokoiła się, bo to mój dom i moje dziecko, i jeżeli chcę, by matka je zobaczyła, nie może mi tego zabronić, nie mówiąc już o wyrzuceniu jej z domu.
Helenka wyrzuciła matkę i mnie z mieszkania. Nie chce z nami rozmawiać. Zamieszkałem u rodziców. Mam nadzieję, iż niedługo Helenka uspokoi się i wrócimy do normalności.






