19 sierpnia, wieczór, mój dziennik
Wrócił Wiktor później niż zwykle w drodze natknął się na jakieś kłopoty, a ja, Teresa, już nie mogłam się doczekać jego powrotu. Kacper, nasz mały chłopiec, kręcił się po całym domu, pytając: Gdzie tata? Gdzie tata?. Kiedy wreszcie dwa żółte reflektory wyłoniły się nad podwórkiem rodziny Nowaków, serce mi zabiło mocniej.
Tata! Tata! wykrzyknął Kacper, wskakując z pieca na jednej nodze i próbując dopasować się w sztruksowy płaszczyk.
Spokojnie, chłopcze, zimno jak w kominie, a noc już ciemna idź się ogrzać przy piecu. Zaraz przyjdzie tata odparła moja starsza siostra, Halina. Kacper jednak pociągnął wargami i zaczął się wahać, jakby chciał zapłakać.
Nie płacz, mój kochany zawołała, wpatrując się w niego surowym wzrokiem.
Wiktor wciąż nie wchodził do domu. Co on tam robi, jakby się upił mruknęła Halina, a ja podeszłam i odciągnęłam się, by pomóc mu zdjąć płaszcz. Wtedy drzwi otworzyły się z hukiem, a w progu popłynęły kłęby pary, wciągając nas wszystkich. Do wnętrza wpadł nie tylko Wiktor, ale i nieznajoma młoda dziewczyna, ledwo dwudziestoletnia, owinięta szalem i ciemnym płaszczem z czarnym kołnierzem. Jej oczy były szare jak mgła nad Wisłą, a pasma włosów układały się w jasne loki na czole.
Proszę, wejdźcie, Zofia, pomóż gościowi zdjąć płaszcz powiedziałam niepewnie, i pomogłam nieznajomej zdjąć ciężki płaszcz.
Dziewczyna okazała się mocno w ciąży, przewracając się z trudem niczym kaczka w błocie. Usiadła przy stole, składając zmarznięte dłonie na kolanach, a Kacper przyglądał się jej z zamkniętej pieca.
Gdzie jest mój syn? Co przyniosłeś, Wiktorze? zawołał Wiktor, wyciągając Kacpra i podnosząc go aż do sufitu. Teraz przygotujmy jedzenie, bo nie będziemy siedzieć głodni.
Wieczorem, gdy Kacper zasnął, słyszałam, jak Wiktor mruczy cicho, a Halina szepcze coś pod nosem, nie zgadzając się z kimś w kącie. Gośćka cicho wzdychała.
Rankiem cała okolica wiedziała, iż Wiktor Ostrowski przywiózł swoją młodą, ciężarną siostrę. Mężczyzna zostawił ją samą, rodziców już nie ma, co z nią zrobić? To jakaś zabawka szeptały sąsiadki przy dołku.
Nie wspominałaś wcześniej, iż Wiktor ma kogoś w rodzinie. Twierdziłaś, iż jest sierotą pytały. A cóż, jeżeli nie ma rodziców, to nie jest sierota? odpowiedziałam, próbując zrozumieć, skąd wzięła się ta dziewczyna.
Z czasem Zofia, ciotka Kacpra, miała urodzić dziecko. Wiktor zabrał ją do szpitala w powiecie, a niedługo przybyła mała siostra Kacpra Mania. Zofia już nie wróciła. Zmarła krótko powiedziała Halina, a Kacper krzyknął, by nie popełniono kolejnego błędu.
Mania była mała, różowa, niczym laleczka. Kacper widział ją przy sąsiadce Święcie, trzymając w ramionach pluszowego misia Antosia. Teraz mam własną lalkę, żywą pomyślał.
Wiktor nie miał nic do powiedzenia, tylko spuszczał głowę. Dajcie mi co chcecie, nie potrzebuję jej tutaj rzekł. Halina wpadła w szał, krzycząc: Nie chowajcie jej w domu dziecka ani w rzece!
Kacper, trzymając Manię w ramionach, zaprzeczał matce: Mamo, zostaw mnie z nią, sam się nią zaopiekuję. Halina machnęła ręką, a Kacper chwycił jej spódnicę, przeklinając jednocześnie po cichu.
Wiktor milczał, pod głową. Co chcecie, niech będzie rzekł. Zosia odwróciła się i wyszła na podwórze.
Usiadłem przy Mani, która spała w domowej kołdrze, i szepnąłem jej: Jesteś moim słończkiem, maleńka. Kacper znowu poczuł się zagrożony, iż matka może wyrzucić dziecko, ale ona tylko krzywiła się, patrząc na niego z nieufnością.
Mijały lata. Wiktor pracował jako kierowca, Halina doiła krowy, a Kacper z Manią dorastali razem. Kiedy Kacper biegł ze szkoły, rozkładał ręce szeroko i łapał swoją małą siostrzyczkę, którą wszyscy w wiosce nazywali Mania.
Po ukończeniu służby wojskowej Kacper wspominał, jak Mania płakała i krzyczała w domu. Wychował ją i kochał, jak własnego potomka mówili starsze panie, dodając, iż Halina jest surowa, a Wiktor milczący.
Po powrocie z wojska Kacper znalazł pracę jako kierowca, przywiózł do domu nową dziewczynę, którą kochała i niedługo się ożenił. Mania wyszła na studia lekarskie, wróciła do wsi jako lekarka, poślubiła i urodziła dzieci.
Gdy przychodziły ostatnie dni Wiktora, Halina odłożyła się w fotel, a Mania przyjęła matkę pod swój dach, mimo oporów. Pewnej nocy, kiedy spałam, usłyszałam ciche wołanie: Mamo? podniosłam się i zobaczyłam Manię przy moim boku.
Co cię boli, kochana? zapytałam.
Przepraszam, mamo Nie chciałam cię oddać do domu dziecka powiedziała ze łzami w oczach.
To nie twoja wina otuliłam ją. Twoja ojcowa kochanka zmarła, a ja nie chciałam cię zranić wyznała z trudem.
Kto cię poradził? pytałam. Bóg odpowiedziała.
Rozmawialiśmy aż do świtu, wspominając naszą rodzinę: wujka Jana, ciocię Kasię, brata Marka. Wszystkie te postaci tworzyły wielki, rozbudowany drzewo, które dzięki tej rozmowie stało się jeszcze silniejsze.
Teraz, kiedy patrzę wstecz, wiem, iż życie potrafi przybrać nieoczekiwane kształty. Nie oceniajmy innych po pozorach, bo jeden dzień może zmienić wszystko. Dziękuję losowi za tę opowieść i za to, iż wciąż mogę pisać w tym dzienniku.
21 sierpnia, noc.






