Wnuczka. Odkąd przyszła na świat, Olka była dla swojej matki, Żanety, nikim więcej niż niepotrzebnym meblem. Jej ojciec odszedł, a matka coraz częściej wyładowywała się na córce, grożąc, iż zostawi ją choćby na dworcu albo wyrzuci przez okno. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza, aż w końcu Żaneta zapakowała pięcioletnią Olkę do taksówki, by podrzucić dziecko matce ojca – pani Ninie, która mieszkała pod Warszawą. Ta od razu pokochała wnuczkę jak własne dziecko. Dzięki miłości babci, Olka wyrosła na dobrą, mądrą i wrażliwą dziewczynę, choć przez całe życie tęskniła za ojcem, który nigdy jej nie uznał. Lata mijały, Olka skończyła liceum z wyróżnieniem i dostała się do medycznego kolegium, a gdy poznała swoją wielką miłość, Szymona, babcia była najważniejszym gościem na ich skromnym weselu. Po śmierci Niny Ivanovny rodzina ojca pojawiła się, by odebrać jej dom, ale Olka, zgodnie z wolą babci, otrzymała w spadku rodzinny dom i mogła zacząć nowe życie u boku ukochanego. W gąszczu wspomnień i wzruszeń wiedziała jedno: to miłość babci nadała sens jej istnieniu.

newsempire24.com 5 godzin temu

Wnuczka

Od pierwszych dni swojego życia Oleńka była dla swojej matki, Żanety, kimś zupełnie zbędnym. Matka traktowała ją nie jak córkę, ale jak zwykły mebel w mieszkaniu czy była, czy jej nie było, nie robiło jej różnicy.

Bez przerwy kłóciła się z ojcem Oleńki, a gdy w końcu ten odszedł do swojej prawowitej żony, całkiem straciła nad sobą panowanie.

Odszedł, tak? Czyli wcale nie zamierzał rzucać swojej sprzątaczki! Ile nerwów mi zjadł! Kłamał i jeszcze mnie z tym swoim bękartem zostawił? Przez okno ją wyrzucę albo zostawię z bezdomnymi na dworcu! wrzeszczała do słuchawki.

Mała Oleńka zatyka uszy i zaczyna cicho płakać. Chłód własnej matki chłonie jak gąbka.

Zupełnie mnie to nie obchodzi, co zrobisz z tą córką. W sumie choćby nie jestem pewien, czy ona jest moja. Żegnaj odpowiedział jej Roman, ojciec dziewczynki.

Żaneta, jak opętana, wrzuca ubrania córki do torby. Dorzuca dokumenty i, chwytając pięcioletnią Oleńkę za rękę, łapie taksówkę.

“Wszyscy zobaczycie, na co mnie stać!” szaleje myśl w jej głowie. Wyniosłym tonem podaje kierowcy adres.

Postanawia zostawić dziecko matce Romana pani Ninie. Ta mieszka na wsi pod Warszawą.

Taksówkarzowi nie podoba się arogancka młoda kobieta, która na każde pytanie przerażonej dziewczynki odpowiada z pogardą.

Mamo, ja muszę do toalety szepcze Oleńka, kuląc się w sobie.

Rzeczywiście. Słysząc prośbę córki, Żaneta szczeka na nią tak paskudnie, iż kierowca zaciska pięści. On sam ma wnuczkę w podobnym wieku i jego synowa chucha na nią i dmucha. choćby głosu nie podniesie, a co dopiero takie zachowanie!

Wytrzymasz! Pójdziesz u swojej szlachetnej babci!

Żaneta odwraca się od córki i wbija wzrok w okno, nozdrza drgają jej ze złości.

Lepiej spokojnie, matko. Bo mogę was wyrzucić tutaj. A dziewczynkę zawiozę do opieki społecznej.

Co?! Zamknij się! Wielki obrońca małych dziewczynek! Jeszcze zgłoszę na policję, iż miałeś wobec mojej córki złe zamiary. Komu uwierzą bardziej tobie czy zapłakanej matce? To moje dziecko, będę je wychowywać, jak chcę. Zamknij się i prowadź!

Mężczyzna przełyka gniew z taką wariatką, szkoda się wdawać. Ale żal mu dziecka.

Po półtorej godziny dojeżdżają na miejsce.

Zaczekaj chwilę! rzuca Żaneta i już po chwili słyszy, jak taksówkarz z piskiem odjeżdża.

Dojdziesz pieszo, żmijo! krzyczy jeszcze z auta.

Dziewczyna spluwa i soczyście przeklina.

Gnojek! ciągnie córkę przez ogródek i kopie furtkę.

Proszę, oto wasz skarb, róbcie z nią co chcecie. Synuś sam pozwolił. Ja jej nie chcę! warczy chrapliwym głosem i jak burza wypada z domu.

Nina Walentynowicz stoi w osłupieniu, wpatrzona w znikającą synową.

Mamo! Mamuniu! Nie odchodź! Oleńka płacze rozpaczliwie, rozmazując łzy brudnymi rączkami.

Dziewczynka rzuca się za matką, która już wychodzi na ulicę.

Odczep się ode mnie! Idź do swojej babki. Teraz z nią będziesz mieszkać! krzyczy Żaneta, próbując oderwać palce córki od swojej spódnicy.

Ciekawscy sąsiedzi wyglądają zza płotów. Nina, chwytając się za serce, dogania szlochającą wnuczkę.

Chodź, kochanie, moja kruszynko łzy płyną jej po twarzy. O dziecku choćby nie wiedziała! Roman nie uznał za stosowne jej powiadomić o nieślubnej córce.

Ja cię krzywdzić nie będę, nie bój się. Może upiekę naleśniczki? Mam śmietankę łagodnie przemawia, prowadząc dziecko do domu.

Zerka za furtkę i widzi, jak Żaneta łapie stopa i odjeżdża, zostawiając tylko tumany kurzu.

Więcej o niej nie słyszą. Oleńkę Nina przyjmuje jak dar od Boga, ani przez sekundę nie wątpi, iż dziecko jest jej wnuczką. Jakże podobne do małego Romka! Którego widziała tak rzadko, iż już prawie zapomniała, jak wygląda.

Wychowam cię, Oleńko. Na nogi postawię, dam ci wszystko, co tylko zdołam.

I tak Nina wychowuje wnuczkę w miłości i trosce. Odprowadza ją pierwszego dnia do szkoły. Czas mija błyskawicznie.

Już jedenaście lat minęło, a przed Olinką matura. Wyrosła na piękną, wrażliwą i mądrą dziewczynę. Marzy, by iść na studia medyczne. Na razie planuje jednak pójść do technikum medycznego.

Szkoda, iż tato nie chce mnie uznać wzdycha, przytulając się do babci. Wieczorami siadają razem na ganku i patrzą, jak zachodzi słońce.

Staruszka głaszcze drżącą ręką wnuczkę po włosach. Co może odpowiedzieć? Jej syn Roman kategorycznie odmówił udziału w życiu córki, odnowił relacje z pierwszą żoną i skupił się na wychowaniu syna, dla którego jest w stanie zrobić wszystko. Oleńką pogardza, przyjeżdżając tylko od wielkiego święta, zawsze z uszczypliwościami.

Sam jesteś obdarty! nie wytrzymała kiedyś Nina tylko przyjeżdżasz do mnie w dzień renty, by wyżebrać pieniądze. Ty i twoja żona macie dobrą pracę, a od matki ostatni grosz wyciągacie. Idź, Roman! Nie chcę cię tu więcej widzieć!

Tak, mama? No to zobaczysz! Jak umrzesz, choćby na pogrzeb nie przyjadę! krzyczał i zabrał syna, który cały czas przedrzeźniał Olinkę. Odtąd naprawdę przestali się widywać.

Bóg go osądzi, Olinko pociesza Nina. Chodź, napijemy się przed snem herbaty. Jutro odbierasz dyplom!

Lato mija gwałtownie na pracy w ogródku i przychodzi moment, by odwieźć Olinkę do miasta, do technikum.

Nie damy sobie same rady, poproszę sąsiada Wiktora, by nas podwiózł do internatu mówi Nina, szykując się do wyjazdu. Ostatnio nie czuje się najlepiej, a ma do załatwienia istotną sprawę.

Przed internatem długo się żegnają.

Bądź dzielna i ucz się pilnie, kochanie. Tylko na siebie będziesz mogła liczyć w życiu. Ja już jestem stara, nie wiadomo ile mi jeszcze zostało…

Ola powstrzymuje łzy.

Co ty babciu, jesteś młoda, pełna energii!

Nina uśmiecha się i po pożegnaniu z wnuczką, wraca z Wiktorem do miasteczka, gdzie załatwia sprawy w kancelarii notarialnej. Wraca do wsi spokojna o przyszłość Olinki.

Każde weekendy Ola spędza u babci, martwiąc się o zdrowie Niny i pilnie się ucząc. Marzy, by po skończeniu technikum dostać się na studia lekarskie i móc przedłużyć babci życie swą wiedzą.

Z czasem jeździ do domu rzadziej zakochuje się w koledze z klasy, Szymonie. Chłopak jest pracowity, ma podobne plany na przyszłość.

Nina ogromnie cieszy się szczęściem wnuczki. Po ukończeniu technikum z wyróżnieniem, Ola i Szymon biorą ślub mają po dwadzieścia lat. Na uroczystość, w skromnej restauracji, ze strony panny młodej jest tylko babcia.

Jesteś dla mnie nie tylko najukochańszą babcią. Przez te wszystkie lata byłaś i mamą, i tatą. Dawałaś mi ciepło i miłość, opiekę, troskę, karmiłaś, ubierałaś, przytulałaś. Dałaś mi dom, prawdziwy dom. Tak bardzo cię kocham, babciu! Dziękuję za wszystko! łamie się głos Olinki, gdy pada na kolana przed babcią i przytula się do niej. Nie wyobraża sobie, by kiedyś jej zabrakło.

Goście wzruszają się razem z panną młodą.

Wstań, Oleńko. No, nie wypada… szepcze zażenowana Nina, ale serce jej pęka z dumy.

Babciu, teraz jesteś główną głową naszej rodziny! Szymon sadza Ninę przy sobie i zaprasza całą swoją dużą rodzinę do wspólnej zabawy.

Cały wieczór płyną życzenia szczęścia dla młodych i zdrowia dla Niny, która wychowała tak wspaniałą dziewczynę.

Po ślubie zdrowie Niny gwałtownie się pogarsza, jakby wyczerpała cały swój zapas sił. Ola i Szymon opiekują się nią na zmianę, dojeżdżając przez weekendy z miasta, godząc wizyty z nauką na studiach.

Pewnego razu babcia mocno chwyta wnuczkę za rękę i mówi:

Jak mnie zabraknie, zlecą się sępy mój syn Roman i jego żona. Ty się nie daj. Wszystko, co mam, przepisałam na ciebie u notariusza kilka lat temu. Papier jest, wszystko zgodnie z prawem.

Babciu…

Cicho, nie mów nic! Rodziców nigdy nie miałaś, starałam się dać ci wszystko, co matka może. Gdy odejdę, chcę być spokojna, iż masz dach nad głową. Sprzedacie dom z Szymkiem i kupicie mieszkanie w mieście.

Ola płacze, nie mogąc wykrztusić słowa przez łzy.

Po tej rozmowie, przy troskliwej opiece, Nina żyje jeszcze półtora roku. Odchodzi spokojnie we śnie.

Po czterdziestu dniach pojawia się Roman z rodziną.

Wynosić się stąd! rzuca. Jak matka żyła, mogłaś tu być. Teraz jej nie ma wypad!

Ola nie wie, co powiedzieć, patrzy na wrogie twarze ojca, jego żony i brata, który rozgląda się po domu, wyobrażając sobie, ile wyciągnie za sprzedaż na swoje auto.

Szymon wpada ze sklepu z siatką zakupów.

Kto to? Amantów już prowadzisz? krzyczy Roman.

Szymon stawia spokojnie siatkę na stole.

Jestem jej mężem. A pan? Nie przypominam sobie spotkań z panem.

Roman czerwienieje ze złości.

Wynocha! Obydwoje! warczy.

Po pierwsze, proszę zmienić ton. Po drugie, Olinka jest prawną właścicielką domu. Mam tu akt darowizny, pokazać?

J-jaką darowiznę?! prawie się jąka Roman.

Roman! Ona coś podstępem załatwiła! Do sądu z tym! podburza go żona.

Nie odpuszczę! Udowodnię, iż nie jesteś moją córką ani wnuczką mojej matki! krzyczy Roman, wymachując pięściami.

Spakuj się, zbieramy się, zrobię wszystko, by cię stąd wyrzucić cedzi przez zęby brat Olinki.

Wychodzą, zostawiając za sobą pustkę. Ola osuwa się na podłogę i zakrywa twarz dłońmi, szlochając. Za co to wszystko? Nigdy nie dostała od ojca choćby cukierka, a teraz chce jej odebrać dom po babci…

Przecież dobrze im się powodzi. Czemu robią mi to, Szymek? To wszystko, co zostało mi po babci… przez łzy mówi Ola.

Szymon podnosi ją z podłogi, mocno przytula.

Już jutro wystawię ogłoszenie o sprzedaży. Inaczej nie dadzą ci spokoju. Pamiętasz, sama babcia prosiła, żebyśmy sprzedali dom i kupili mieszkanie w mieście.

Tylko nie myślałam, iż tak gwałtownie będziemy musieli to zrobić… Tu spędziłam całe dzieciństwo…

Dom sprzedali gwałtownie zamożnym Warszawiakom marzyli o wiejskiej posiadłości, nie targowali się.

Siedlisko okazałe, z jabłoniami, daleko od szosy, z okien widok na sosnowy las, a w sadzie drewniana altanka obrośnięta winoroślą. Solidny murowany dom bardzo spodobał się nowym właścicielom.

Ola i Szymon kupili skromne, ale przytulne mieszkanie bliżej centrum miasta. niedługo spodziewają się dziecka i cieszą się nowym rozdziałem życia. Ich maluszek będzie dzieckiem chcianym i kochanym.

Przed snem Ola w myślach zwraca się do babci: “Dziękuję ci, kochana, dałaś mi prawdziwe życie”…

Idź do oryginalnego materiału