– Wnuki owoce widują raz w miesiącu, a ona swoim kotom kupuje najdroższą karmę – wścieka się synowa,…

twojacena.pl 1 dzień temu

Wnuki owoce widują raz w miesiącu, a ona swoim kotom kupuje najdroższą karmę! denerwuje się synowa, zarzucając mi bezduszność…

Synowa chciała mnie zawstydzić tym, iż jej dzieci rzadko mają w domu owoce, a ja swoim kotom funduję dobrą karmę. Tyle iż jej dzieci mają ojca i matkę, którzy powinni dbać o ich zdrowe żywienie. Moje koty mają na świecie tylko mnie. Kiedy dyskretnie zasugerowałam synowi i jego żonie, iż może czas zwolnić trochę z powiększaniem rodziny, usłyszałam, żebym nie wtykała nosa w nie swoje sprawy. No to nie wtykam. Karmię koty i słucham narzekań wyjątkowo opiekuńczej synowej.

Ślub mojego syna odbył się, gdy synowa była już w ciąży. Oboje zarzekali się, iż ślub jest z miłości, a ciąża czysty przypadek. Tak się po prostu złożyło. Nie dawałam temu wiary, ale nie komentowałam, bo syn był już dorosły i sam wybierał swoją drogę.

Synowa przed urlopem macierzyńskim pracowała jako kasjerka w sklepie. Niemal całą ciążę spędziła na zwolnieniach lekarskich twierdziła, iż trudno jej znosić ciągły kontakt z klientami, którzy wiecznie się awanturują. Sama miała charakter raczej trudny, więc nie wątpiłam w konfliktowe sytuacje.

Ogólnie było mi wszystko jedno, jaki charakter ma żona syna, bo mieszkaliśmy osobno. Ja w swojej kawalerce na Pradze, a syn z żoną w trzypokojowym mieszkaniu na Bielanach, które kupili na kredyt. Wcześniej mieliśmy trzypokojowe mieszkanie na Ochocie, które sprzedałam, żeby kupić mniejszą kawalerkę dla siebie, a syn zainwestował swoją część w nowe, tym razem własne, większe mieszkanie.

Po co wam taka duża trójka? To przecież ogromne koszty! próbowałam przekonać syna, gdy jeszcze nie wiedziałam, iż planują już ślub i rodzinę. Potem zrozumiałam powody.

Za kredyt syn płacił sam żona prawie cały czas była na zwolnieniach, więc dochodów z jej strony nie było, choć wydawała pieniądze bardzo chętnie. W rezultacie zawsze byli pod kreską.

Starałam się nie mieszać do ich życia; nie chciałam być tą, która zostaje potem obwiniana o wszystko. Syn wybrał sobie żonę i tam chciał żyć. Domu nie dzieliliśmy, talerzy nie myliśmy razem niech mają własne życie.

Mieszkanie syn kupił blisko mnie, więc czasem po pracy wpadał na kolację. Synowa nie przepadała za gotowaniem mówiła, iż źle jej się robi od zapachów. Może i prawda, nie kłóciłam się.

Gdy urodził się pierwszy wnuk, myślałam, iż pomogę synowej, bo przecież pierwsze dziecko to zawsze wiele niewiadomych, ale zostałam gwałtownie sprowadzona na ziemię. Usłyszałam, iż da sobie radę sama, a w razie potrzeby doradzi jej własna mama lub internet. No więc nie narzucałam się. Od tego czasu przychodziłam tylko w odwiedziny, pobawić się z wnukiem lub przynieść jakiś drobiazg, ale pomoc już nie oferowałam.

Synowi było ciężko kredyt, żona, dziecko. Ale nie narzekał. Wiedział, iż sam podjął te decyzje. Mogłam tylko współczuć i zaprosić na zupę. Pocieszałam, iż niedługo synowa wróci do pracy, dziecko podrośnie i sytuacja się poprawi.

Tyle iż synowa nie planowała wracać do pracy. Gdy pierwszy wnuk miał niespełna dwa lata, znów była w ciąży. Wspomniałam, może trochę żartem, iż bardzo się angażują w rozwiązywanie problemu demografii, ale usłyszałam tylko od synowej:
Niech się teściowa nie wtrąca w nie swoje sprawy! My nie prosimy pani o pomoc!

Syn coś bąkał o świadczeniu 500+ i kapitale rodzinnym iż to ma być wielka pomoc. No skoro tak uznali, to ich rzecz. Po tej rozmowie nasze kontakty się ochłodziły. Syn czasem przyprowadzał do mnie starszego wnuka, a ja do nich się nie wtrącałam.

Żyłam swoim życiem, syn i synowa swoim. W rozmowach z synem coraz częściej przewijały się skargi na brak pieniędzy i spięcia z żoną. Ciężko podpowiedzieć tu coś sensownego rozwód? Zmiana pracy? Jakby to było takie łatwe.

Gdy urodził się drugi wnuk, choćby na wyjście ze szpitala mnie nie zaproszono. Było mi przykro, ale nie zamierzałam się narzucać. Widocznie synowa już podjęła decyzję, a syn nie miał odwagi nic jej powiedzieć.

Drugiego wnuka zobaczyłam pierwszy raz, gdy miał siedem miesięcy synowa wyjątkowo zgodziła się, abym przyszła na urodziny starszaka. Przyniosłam prezenty dla obu chłopców i coś do jedzenia, wiedząc, iż w domu się nie przelewa. Posiedziałam dwie godziny i wróciłam do siebie. Synowa chodziła z grobową miną, jakby robiła mi wielką łaskę.

Nie jestem już osobą w wieku, w którym biega się za każdą urażoną panną i przekonuje ją do siebie. Nie nachodziłam ich więcej; syn przyprowadzał starszego wnuka czasem do mnie, młodszy na razie był pod opieką mamy.

Sytuacja finansowa u syna i synowej wcale się nie poprawiała. Pieniądze z programu Rodzina 500+ czy Kapitał na Start wykorzystali na spłatę kredytu, ale to nie rozwiązało problemów. Syn coraz częściej wspominał, iż kłócą się o wydatki, żona nie umie oszczędzać, a przecież on nie jest prezesem wielkiej spółki. Znów milczałam.

Niedawno spotkałam synową przypadkiem w Biedronce. I zauważyłam, iż znów jest w ciąży. Zajrzała mi z wyrzutem do koszyka.
Wnuki owoce widzą z rzadka, a ona swoim mruczkom kupuje najdroższą karmę! syknęła i pociągnęła starszego wnuka za sobą.

Ale czyja to wina, iż mogę sobie pozwolić na porządną karmę dla zwierzaków, podczas gdy ich dzieci nie jedzą regularnie owoców? Wie, iż u nich finansowo kiepsko, kredyt, praca syna niepewna, a dzieci wciąż przybywa. Może czas pomyśleć o dodatkowym zarobku na te owoce dla dzieci? Dlaczego to mój problem?

Teraz domyślam się, iż synowa całkiem zabroni mi kontaktów z wnukami przecież jestem niewłaściwą babcią, która nie rzuca wszystkich oszczędności na dom syna. Trzeba żyć według własnego rozumu, ale wygląda na to, iż synowa go nie używa. Co gorsza, syn chyba też nie.

Życie nauczyło mnie, iż każdy jest kowalem własnego losu. Pomóc można drugiemu, ale nie wolno żyć cudzym życiem zwłaszcza jeżeli ktoś sam nie chce się czegoś nauczyć. Szanujmy własne granice i nie zapominajmy, iż odpowiedzialność za nasze wybory zawsze spoczywa na nas samych.

Idź do oryginalnego materiału