– Wnuki owoce widują raz w miesiącu, a ona swoim kotom kupuje najdroższe karmy! – denerwuje się synowa, zarzucając mi bezduszność… Moja synowa próbuje mnie zawstydzić, bo jej dzieci owoce jedzą tylko od święta, a ja swoim kotom kupuję lepszą karmę. Ale przecież dzieci mają dwoje rodziców, którzy powinni dbać o ich odżywianie, a moje koty mam tylko ja. Gdy kiedyś zasugerowałam synowi i jego żonie, żeby wstrzymali się z kolejnymi dziećmi, usłyszałam, żebym się nie wtrącała. Teraz więc karmię swoje koty i wysłuchuję pretensji wszechwiedzącej synowej.

newsempire24.com 16 godzin temu

Wnuki widują owoce raz na miesiąc, a ona swoim kotom kupuje drogie żarcie warczy na mnie synowa, oskarżając mnie o bezduszność…

Synowa wpadła na pomysł, żeby mnie zawstydzić, bo jej dzieci widzą owoce tylko od święta, a ja moim kotom funduję porządne jedzenie. Tylko, iż dzieci mają ojca i matkę, którzy powinni się troszczyć o ich dietę, a moje koty mają tylko mnie. Gdy kiedyś nieśmiało zasugerowałam, iż syn i jego żona powinni trochę przyhamować z liczbą potomstwa, kazano mi się nie wtrącać w nie swoje sprawy. No to się nie wtrącam. Karmę kupuję, a wyrzuty sumienia podsłuchuję już z obowiązku.

Ślub syna odbył się wtedy, kiedy synowa była już “w stanie błogosławionym”. Oczywiście oboje twierdzili, iż pobrali się z gorącej miłości, a ciąża to zupełny przypadek takie życie. Parę razy prychnęłam pod nosem, ale więcej się nie odzywałam. W końcu syn jest już dorosłym facetem, niech odpowiada za swoje wybory.

Synowa przed urlopem macierzyńskim pracowała jako kasjerka w sklepie. Większość ciąży spędziła na zwolnieniach lekarskich, twierdząc, iż nie daje rady permanentnie rozmawiać z klientami, którzy nagminnie proszą się o aferę. Charakterek ma nie z tej ziemi więc w te awantury wierzę bez problemu.

No, ale mi było to w gruncie rzeczy obojętne mieszkaliśmy osobno: ja w swojej kawalerce, oni w swoim mieszkaniu na kredyt. Syn kupił mieszkanie tuż przed ślubem. Sprzedałam naszą wspólną trzypokojową, kupiłam sobie jedynkę, a syn zainwestował swoją część w większe na kredyt.

Po co ci na razie trzy pokoje, przecież przepłacasz! próbowałam go przekonać, gdy jeszcze nie wiedziałam o nadchodzącym ślubie. Wszystko się wyjaśniło po paru miesiącach.

Kredyt spłacał sam syn, bo żona ledwo przynosiła wypłatę ciągłe chorobowe i perspektywa szybkiego urlopu macierzyńskiego sprawiały, iż do domowego budżetu raczej nie dokładała, za to wydawać lubiła, więc u młodych zawsze było krucho z kasą.

Nie wtrącałam się, żeby potem nie usłyszeć, iż to moja wina. Syn wybrał sobie taką kobietę, niech mu będzie. Kuchni i łazienki dzielić nie musimy, więc niech sobie żyją jak chcą.

Swoją drogą, mieszkanie syn kupił blisko mnie, więc czasem wpadał po pracy na obiad. Synowa nie męczyła się z gotowaniem, bo wszystko ponoć ją mdliło. Może tak być, nie będę się kłócić.

Gdy urodził się pierwszy wnuk, miałam szczere chęci, żeby jej pomóc w końcu to pierwszy dzieciak ale zostałam grzecznie pogoniona. Usłyszałam, iż ona wszystko ogarnie sama, a po rady to ma internet i własną matkę. No trudno, nie będę się narzucać. Od tego czasu odwiedzałam wnuka z prezentami, pograć, pobawić się, coś podać na ząb, ale więcej pomocy nie proponowałam.

Syna kredyt, żona i dziecko wykańczały, ale nie narzekał. Wiedział, iż sam wybrał i żonę, i mieszkanie. Próbowałam go pocieszać, iż dzieci gwałtownie rosną, żona wróci do roboty, to się poprawi.

Synowa o powrocie do pracy nie chciała słyszeć. Jak pierwszy synek miał niecałe dwa lata, znów była “przy nadziei”. Sugerowałam, iż może już starczy, bo demografia narodowa się obroni, to synowa mnie zrugała.

Proszę się nie wtrącać w nie swoje sprawy! Mamy wszystko pod kontrolą, o nic nie prosimy rzekła. Syn mamrotał coś o programie 500+, iż to wielka pomoc. Jak chcą, niech działają. Z synową relacje miałam od początku średniawe, a po tej pogadance zupełnie wygasły. Wnuka zaczął mi czasem przyprowadzać syn, a ja sama tam się nie pokazywałam.

Żyłam swoim życiem, a oni swoim. Syn co jakiś czas jęczał, iż z kasą dramat, a między wierszami wyłaziło, iż w domu coraz częściej są fochy i awantury. Ale milczałam. Co tu doradzić? Rozwód? Szczera rozmowa? Zmień pracę? To nie takie hop-siup.

Potem urodził się drugi wnuk. Na choćby nie zostałam zaproszona na powitanie ze szpitala. Trochę mnie to zabolało, ale nie zamierzałam się narzucać. Uznałam, iż synowa już podjęła decyzję, a syn nie ma odwagi się jej sprzeciwić.

Drugiego wnuka pierwszy raz zobaczyłam, jak miał już siedem miesięcy. Pozwolono mi łaskawie przyjść na urodziny starszego. Przyniosłam prezenty dla obu, coś do jedzenia wiedziałam, iż bieda z kasą. Posiedziałam parę godzin, synowa chodziła jakby kij połknęła, jakby robiła mi łaskę, iż mogę oddychać w tym samym pokoju.

Już nie w tym wieku jestem, żeby biegać za każdą obrażalską dziewuchą i ją do czegokolwiek przekonywać. Więc do nich się nie wpraszam, oni mnie nie zapraszają. Rozmawiam ze starszym wnukiem, którego syn przyprowadza. Młodszego mama jeszcze do mnie nie dopuszcza.

A problem z pieniędzmi u syna nie znika. 500+ i inne dodatki nie stały się magicznym rozwiązaniem. Syn coraz częściej puszczał w rozmowie teksty, iż z żoną kłócą się przez pieniądze, iż ona oszczędzać nie umie, a on przecież nie jest prezesem Orlenu. przez cały czas nic nie komentowałam.

Ostatnio przypadkiem wpadłam na synową w Biedronce. Zauważyłam od razu, iż znów jest w ciąży. Zajrzała do mojego koszyka.

No jasne! Wnuki na oczy owoce widzą, jak jest święto lasu, a ona kotom premium karmę kupuje! wyjęczała prawie sycząc, po czym pociągnęła starszego za rękę i zniknęła wśród promocyjnych półek.

A czyja to wina, iż mnie stać na porządne jedzenie dla kotów, a ich dzieci widzą jabłko jak śnieg w lipcu? Przecież wie, iż ciągle mają pod górkę z pieniędzmi, kredyt do spłacenia, syn pracy nie zmienia na lepszą, a ona dalej co rok noworodek. Może by się zatrudniła na kawałek etatu i sama zarobiła na kiwi i banany dla dzieci? Dlaczego ja mam mieć przez to wyrzuty sumienia?

Mam przeczucie, iż teraz już na pewno zakaże mi widywać się z wnukami, bo nie jestem “odpowiednią babcią”, która biegnie każdą złotówkę oddać rodzinie syna. Trzeba żyć po swojemu, ale synowa chyba nie umie. Co najgorsze mój syn chyba też nie bardzo…

Idź do oryginalnego materiału