Był późnozimowy, marcowy dzień. Bezchmurne niebo, rozświetlone promieniami coraz wyżej położonego na niebie słońca, wszem i wobec sugerowało zbliżającą się wiosnę. Na takie piękne okoliczności przyrody przypadły nasze pierwsze zajęcia z bohaterem opisanej w poprzedniej części historii – panem X.
Stojąc przed salą i rozmawiając na różne tematy, nagle spostrzegliśmy, iż od strony swojego gabinetu w kierunku sali, przed którą oczekiwaliśmy, zmierza miarowym, dostojnym krokiem niewysoki, ale ze wszech miar elegancki mężczyzna. Jak się po chwili okazało, był to wspomniany wcześniej pan X.
Pomimo eleganckiej i zadbanej aparycji już od pierwszych chwil spotkania z nami nie wzbudził we mnie najlepszych odczuć. Z każdą kolejną minutą było natomiast jeszcze gorzej. Otóż ledwo zdążyliśmy usiąść i wyjąć zeszyty, a pan X przejechał szybkim wzrokiem po naszej niezbyt licznej grupie, stwierdzając przy tym, iż jest bardzo niezadowolony, iż przypadło mu poprowadzenie tych zajęć. Jako główny powód swojej niechęci podał jednak – co według mnie było skandaliczne – fakt, iż w naszej grupie znaczną większość stanowili studenci. Pan X, jak sam się wyraził, „jestem przyzwyczajony na co dzień do prowadzenia zajęć przede wszystkim ze studentkami”.
Już niedługo miałem okazję przekonać się w praktyce, o co mu chodziło. Otóż zarówno podczas tamtych pierwszych, jak i późniejszych zajęć ćwiczeniowych na początek dostawaliśmy do rozwiązania zadanie. Następnie pan X, zamiast wytłumaczyć, jak je rozwiązać, kazał nam pracować indywidualnie, po czym dosiadał się do stolika jednej z koleżanek, aby pomóc jej w rozwiązaniu zadania. Jednak „pomoc” ta za każdym razem przebiegała w tonie lekkiego flirtu.
Taką postawę pana X i jego zróżnicowane traktowanie studentów ze względu na płeć z jeszcze większym rozmachem miałem okazję obserwować, gdy rozpocząłem kolejny kierunek studiów. Tym razem trafiłem do mocno sfeminizowanej grupy. Mimo iż nie rozumiałem dużej części zagadnień, ani razu nie zaproponowano mi podczas zajęć indywidualnej pomocy ze strony pana X.
Ponadto, zwracając się do naszej grupy, używał form żeńskich, pytając na przykład: „Czy wszystko zrozumiałyście?”, i pomijał obecność na zajęciach mojej skromnej osoby.
Opisana powyżej sytuacja każe, moim zdaniem, zadać pytanie: co by było, gdybyśmy mieli do czynienia z odwrotnym zachowaniem, to znaczy gdyby jakiś wykładowca faworyzował studentów? Co wtedy? Czy wówczas studentki także miałyby opory lub zwyczajnie nie chciałoby im się walczyć o swoje prawa do równego traktowania?
Żyjąc w mocno sfeminizowanym świecie, śmiemy twierdzić, iż byłoby wręcz przeciwnie. Na przykład hipotetyczna wykładowczyni, flirtująca podczas zajęć ze studentami, a ignorująca studentki, już dawno byłaby bezrobotna.
Ciąg dalszy nastąpi…
→ Natan Kaleta
27.10.2026
• grafika: Freepik / barma
Natan Kaleta (pseudonim) – ur. w 2002 r., absolwent studiów wyższych, magister. Zaciekły krytyk neoliberalizmu, establishmentu III RP i prowincjonalnej władzy. Zainteresowania: polityka, wiedza o społeczeństwie, piłka nożna.








