WYBIERAJ: ALBO TWÓJ PIES, ALBO JA! MAM DOSYĆ TEGO SMRODU! OZNAMIA MĄŻ. ONA WYBIERA MĘŻA, WYWOZI PSA DO LASU… A WIECZOREM ON MÓWI, ŻE ODCHODZI DO INNEJ
Karolina kochała swojego męża, Pawła, na zabój. Byli razem już pięć lat, wciąż nie mieli dzieci, ale za to od dawna był z nimi Fido stary owczarek niemiecki, którego Karolina przygarnęła jeszcze jako szczeniaka, kiedy Pawła choćby nie znała.
Fido był członkiem rodziny. Inteligentny, wierny, wszystko rozumiał bez słów. Jednak lata robiły swoje: pies kulał, sierść wypadała garściami, nieładnie pachniał, coraz trudniej chodził.
Paweł bardzo długo znosił obecność psa. Ale kiedy Fido, nie wytrzymując już do spaceru, nasikał w korytarzu na nowy panel, Paweł stracił cierpliwość.
Dość tego! wrzasnął, wciskając nos starego psa w kałużę. Ja tu mieszkam, a tu śmierdzi, włosy w jedzeniu, a teraz jeszcze mocz na podłodze! Karolina, wybieraj: ja albo ten wrak!
Paweł, gdzie ja go oddam? Ma już dwanaście lat płakała Karolina, tuląc zawstydzonego psa.
Do schroniska! Do lasu! Uśpić! żądał mąż. o ile do wieczora go tu nie będzie, ja wychodzę. Chcę mieszkać w porządnym domu, a nie sprzątać po twoim zawszonym synku!
Karolina była osobą delikatną. Paniczała się samotności. Bała się stracić Pawła, który utrzymywał dom, z którym planowali wakacje i wspólną przyszłość…
Wybrała męża.
Zabrała Fido poza miasto.
Pies z trudem wskoczył do auta, popiskując z bólu w stawach, ale polizał ją po ręce. Był przekonany, iż jadą na spacer. Karolina płakała całą drogę.
Wysadziła go w lesie, dwadzieścia kilometrów od Gdańska. Przywiązała smycz do drzewa, żeby nie pobiegł za samochodem.
Przepraszam cię, Fido Wybacz szeptała, nie mając odwagi spojrzeć mu w wierne, przygaszone wiekiem oczy.
Fido nie wyrywał się. Po prostu usiadł i wpatrywał się w nią. Wiedział już wszystko.
Karolina zostawiła mu miskę z karmą, potom wsiadła do samochodu i odjechała. W lusterku zobaczyła, jak pies, na przekór bolącym łapom, szarpnął się, żeby pobiec za nią, napnął smycz i zawył. Cicho i żałośnie.
Ten skowyt dudnił jej w uszach całą drogę powrotną.
Wróciła do pustego domu, zapłakana, z oczami czerwonymi od łez.
Paweł był już w domu. Pakował walizkę.
Ty co robisz? zapytała nieprzytomnie. Zrobiłam, co chciałeś. Fido już nie ma. Zostawiłam go
Paweł spojrzał zimnym wzrokiem.
Dobra robota. gwałtownie poszło. Ale Odchodzę tak czy inaczej.
Jak to odchodzisz? Gdzie?
Do Ewy. Znasz ją, z księgowości. Spotykamy się już od pół roku. Jest w ciąży.
Karolina osiadła na krześle. Zasłonił jej się cały świat.
Ale przecież postawiłeś mi warunek Pies albo ty Po co?
Chciałem sprawdzić, cynicznie odpowiedział Paweł. Czy masz jakiś kręgosłup. Liczyłem, iż się postawisz. Ale ty Zdradziłaś prawdziwego przyjaciela dla faceta. Wiesz? Aż się boję pomyśleć, co zrobisz, jakbym był chory. Pewnie wyrzuciłabyś mnie na śmietnik.
Zapiął walizkę.
Żegnaj, Karolino. I pamiętaj Fido był jedynym samcem w tym domu. Ty jesteś tylko zdrajczynią.
Gdy drzwi się za nim zamknęły, Karolina wybuchła płaczem.
Dopiero wtedy pojęła, co zrobiła. Dla człowieka, który jej choćby nie kochał, zniszczyła życie temu, który ją uwielbiał.
Chwyciła kluczyki i w deszczową noc pognała do lasu.
Podjechała pod drzewo.
Smycz była przegryziona. Miska przewrócona. Fida nie było.
Fido! Fido! Kochany! krzyczała, biegła po błotnistym lesie, kalecząc twarz gałęziami.
Szukała psa przez trzy dni. Rozwieszała ogłoszenia, szukała informacji na forach, pisała do wolontariuszy. Nie spała, nie jadła.
Czwartego dnia zadzwoniono do niej.
Szuka pani owczarka? Znalazł się taki przy trasie. Potrąciła go ciężarówka.
Karolina pojechała rozpoznać psa.
To był on.
Fido najprawdopodobniej przegryzł smycz i ruszył, żeby ją odnaleźć. Na swoich bolących łapach, przez ból i strach, szedł do domu. Do tej, która go zawiodła. I zginął na poboczu, nie doczekawszy się jej.
Karolina pochowała Fido.
Minęły dwa lata.
Karolina żyje sama. Już nie wyszła za mąż nie jest w stanie ufać ludziom, ani sobie. Paweł jest szczęśliwy z nową żoną i dzieckiem. Zapomniał o Karolinie jak o złym śnie. Dla niego to była tylko próba, zgrabny pretekst, by odejść i przerzucić winę na żonę.
Karolina pracuje jako wolontariuszka w schronisku dla starych psów. Sprząta po nich, leczy rany, karmi, pociesza samotne istoty. Próbując odpokutować winy.
Co noc śni jej się ten sam sen: stoi pod drzewem, a Fido patrzy na nią. Woła go, ale on nie podchodzi. Po prostu patrzy. Bez gniewu. Z nieskończoną, psią tęsknotą.
I w tym spojrzeniu jest jej wyrok.
Morał: Zdrada nigdy nie zostaje zapomniana. Nie poświęcaj wiernych przyjaciół dla kogoś, kto stawia ci warunki. Prawdziwa miłość nie zmusza do wyboru. jeżeli ktoś cię do tego zmusił, już cię zdradził. A ty, nie wiedząc, popełniasz największy błąd swojego życia.






