Ostatnio pisaliśmy o zestawieniu blogera, które pokazuje, ile mogą wynosić miesięczne wydatki na dwójkę dzieci. Kwoty, które tam padły, dla wielu osób okazały się zaskoczeniem. I to nie dlatego, iż ktoś nie wiedział, iż dzieci kosztują, ale dlatego, iż rzadko liczymy to w ten sposób.
Na co dzień po prostu te wydatki się rozmywają. Kupujemy coś tu, coś tam, opłacamy zajęcia, dorzucamy wizytę u lekarza i adekwatnie nie zastanawiamy się, ile to wszystko razem daje.
Oczywiście, nie ma też sensu tego wszystkiego ujednolicać, bo to wiele zależy od stylu życia, miejsca zamieszkania czy wieku dziecka. Ale jedno jest pewne, kiedy już zaczniemy to wszystko liczyć, kwoty potrafią naprawdę zaskoczyć.
Pytamy rodziców o jakich kwotach jest mowa, kiedy mamy na myśli "budżet na dziecko".
1000, 1500, 2000 zł… to dopiero początek
Około 1000-1500 zł miesięcznie na jedno dziecko to najczęściej pojawiające się kwoty w naszym zestawieniu. I to wcale nie przy rozrzutnym stylu życia, tylko przy zupełnie standardowych wydatkach.
Rodzice mówią o ubraniach, lekach, drobnych przyjemnościach, wyjściach, zajęciach, (niektórzy wliczają tu już także opłaty za żłobek czy przedszkole). To wszystko składa się na kwotę, która z pozoru nie wydaje się ogromna, dopóki nie zobaczymy jej w skali miesiąca, a potem roku.
Jedna z mam przyznaje nam, iż u niej średnio wychodzi około 1200-1500 zł, ale są miesiące, kiedy ta kwota rośnie choćby do 2000 zł. Wystarczy zakup ubrań na nowy sezon albo prywatna wizyta u lekarza i już – budżet natychmiast się rozciąga.
Co ciekawe, wiele osób w ogóle nie wlicza jedzenia. Traktują je jako część wspólnych wydatków domowych. To oznacza, iż realne koszty wychowania dziecka są często wyższe, niż wynika z takich wyliczeń na szybko.
"A kto by to liczył?" Otóż są tacy, którzy choćby muszą
Wielu rodziców poddaje w wątpliwość sens robienia tego rodzaju wyliczeń. No bo faktycznie siadać co miesiąc z kalkulatorem, żeby rozpisywać każdy wydatek, to bez sensu. Niczego to zmieni.
Są jednak sytuacje, w których takie wyliczenia trzeba robić bardzo dokładnie.
Rodzice samotnie wychowujący dzieci, starając się o alimenty, muszą to robić obligatoryjnie. Tam wszystko musi być policzone, udokumentowane i uzasadnione. Wtedy często pojawiają się kwoty, które dla wielu osób są trudne do uwierzenia.
W przypadku dziecka w wieku żłobkowym miesięczne koszty potrafią sięgnąć choćby 4000-4500 zł. To suma bardzo konkretnych wydatków – opieki, jedzenia, leków, ubrań, środków higienicznych.
Jeden z rodziców, który przygotowywał takie wyliczenie dla dwójki dzieci, podaje, iż dla 2-latka wychodziło około 2800 zł miesięcznie, a dla 5-latka około 2300 zł. I to jako średnia z całego roku, czyli z uwzględnieniem miesięcy spokojniejszych i tych bardziej kosztownych.
"Najdroższe dzieci" to wcale nie nastolatki
Wbrew pozorom to nie nastolatki generują największe koszty. Wielu rodziców podkreśla, iż najbardziej budżetowy jest właśnie etap najmłodszych dzieci.
Żłobek czy przedszkole potrafią pochłonąć choćby 1000-1200 zł miesięcznie. Do tego dochodzą pieluchy, mleko, kosmetyki, częste wizyty lekarskie, leki, ubrania, które trzeba wymieniać co kilka miesięcy.
W praktyce wygląda to tak:
2-3-latek to często 1500-2200 zł miesięcznie,
przedszkolak choćby 2000-2500 zł,
nastolatek średnio 2500-3000 zł, choć zdarzają się miesiące, kiedy koszty rosną do 4000-4500 zł.
I to wciąż są wartości uśrednione. W rzeczywistości te liczby potrafią się mocno wahać.
Zajęcia dodatkowe? Tu robi się naprawdę drogo
Same zajęcia dodatkowe potrafią znacząco podbić miesięczne wydatki.
Jedna z mam w rozmowie z nami przyznaje, iż za zajęcia pozaszkolne dla dwóch córek płaci około 1000 zł miesięcznie. Inna wylicza, iż w jednym miesiącu zapłaciła niemal 1500 zł za trzy różne zajęcia: język portugalski, jazdę konną i szkołę tańca.
Do tego dochodzą jeszcze dojazdy, sprzęt, stroje, wyjazdy. I nagle okazuje się, iż to, co miało być dodatkiem, staje się jedną z najbardziej obciążających pozycji w budżecie.
Dzieci wymagających leczenia lub stałej terapii
W takich sytuacjach miesięczne wydatki potrafią sięgać 4000-5000 zł, a czasem choćby więcej. To koszt leków, rehabilitacji, wizyt u specjalistów, suplementów, specjalistycznych zajęć.
"Studnia bez dnia"
Wiadomo, jeżeli chodzi o wydatki na dziecko, są miesiące spokojniejsze, kiedy w grę wchodzą tylko stałe opłaty, ale i takie, kiedy budżet nagle zaczyna się wyraźnie rozjeżdżać. To normalne. Poza tym dziecko rośnie, zmieniają się jego potrzeby, pojawiają się nowe wydatki. Wychodzimy z pieluch, wchodzimy w zajęcie dodatkowe, a potem markowe ciuchy. Studnia bez dnia.









