W życiu czasem przychodzą takie chwile, iż trzeba w mgnieniu oka znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Tak właśnie było w przypadku Małgorzaty.
Mój syn Janek ma już cztery lata. Nie mam wątpliwości, iż jest dla mnie najwspanialszy na świecie. Nie można powiedzieć, żeby był aniołkiem, ale trudno znaleźć dziecko, które by nim było. Każdy maluch czasem rozrabia. Na dodatek oczekuję drugiego dziecka. I właśnie o to tutaj chodzi.
Gdy pojechałam na kolejne badania do ginekologa w Warszawie, lekarz natychmiast skierował mnie do szpitala. Pojawiły się poważne powody do niepokoju. Nie było czasu w wahanie. Trzeba było zdecydować, kto zajmie się Jankiem.
Mój mąż, Piotr, był akurat w delegacji służbowej w Krakowie. Miał wrócić za dziesięć dni. Moi rodzice również byli w pracy, w swoich biurach na drugim końcu miasta. Innych bliskich nie było pod ręką. Wtedy babcia, pani Helena, zgłosiła się na ochotnika. Oświadczyła, iż do mojego powrotu ze szpitala przypilnuje wnuczka. Miałam wielkie obawy przecież babcia ma już siedemdziesiąt lat, a Janek to żywe srebro. Czy sobie poradzi?
Ostatecznie podjęłyśmy decyzję. Rodzice pracują w prywatnych firmach, więc mogli przychodzić po południu i nocować z Jankiem. W ciągu dnia miał się nim zajmować babcia Helena. Ustaliliśmy, iż to najlepsze rozwiązanie.
Nie mogłam jednak uspokoić myśli. W końcu chodziło o Janka. Ale nie było innego wyjścia. Dzwoniłam do babci kilka razy dziennie, zadając te same niekończące się pytania. Okazało się niespodziewanie, iż moi chłopcy znaleźli wspólny język. Tydzień zleciał błyskawicznie; tuż po nim przyjechał Piotr i przejął opiekę nad synem.
Niedługo mieli mnie wypisać ze szpitala. W sobotę zadzwoniła moja siostra, Ewelina, cała wściekła. Jej córeczka, Zosia, ma zaledwie dwa lata Ewelina przekonywała babcię na wszystkie możliwe sposoby, by została na kilka dni z jej dzieckiem. Babcia kategorycznie odmówiła. Stwierdziła, iż Zosia pozostało za mała.
Ewelina niemal błagała babcię na kolanach, by zajęła się Zosią, ale ta nie chciała się zgodzić.
Wykorzystujesz babcię! krzyknęła do mnie przez telefon Ewelina.
Odpowiedziałam spokojnie i stanowczo: Byłam w naprawdę trudnej sytuacji. Nie mogłam pójść z Jankiem do szpitala. Prosiłam cię przecież też o pomoc, ale odmówiłaś. Chciałaś, żeby Zosia poszła do babci, żebyś mogła odpocząć i się pobawić. Widzisz, jaka to różnica? I jak można zostawić taką malutką dziewczynkę pod opieką starszej pani? Oddaj ją rodzicom, niech sami się nią zajmą.
Oni nie chcą jej pilnować. A ja muszę być przy niej cały czas! żaliła się Ewelina.
Uważam, iż moja siostra nie ma racji. Przecież jest ogromna różnica między dwulatką a czterolatkiem. Gdybym mogła, wcale nie zostawiałabym Janka u babci. Ale Ewelina uważa, iż wykorzystałam naszą babcię…



