Wykorzystujesz naszą babcię! Zajmuje się twoim dzieckiem, a mojego choćby na weekendy nie chce przyją…

twojacena.pl 11 godzin temu

Czasami w życiu pojawiają się chwile, kiedy rozwiązania przychodzą niespodziewanie, jak mgła nad Wisłą o świcie. Tak właśnie było ze mną, Anną.

Mój syn, Staś, ma już cztery lata jest, jak dla mnie, najważniejszy i jedyny w swoim rodzaju. Często biega jak wiatr po polu, trudno go dogonić, ale znam też inne dzieci, żadne przecież nie jest idealne. adekwatnie każde ma w sobie coś z psotnika. A teraz noszę pod sercem kolejne dziecko.

Pamiętam, jak wybrałam się na kolejną wizytę do ginekologa w Warszawie. Lekarz spojrzał mi w oczy i powiedział, iż muszę natychmiast iść do szpitala na oddział patologii ciąży. Coś było nie tak i nie było odwrotu.

Pojawiło się pytanie niczym echo w górach: kto zajmie się Stasiem? Mój mąż akurat był służbowo w Gdańsku i miał wrócić dopiero za dziesięć dni. Moi rodzice oboje już długo po emeryturze, ale dorabiających w prywatnej firmie byli w pracy. Żaden z moich krewnych nie miał wolnej chwili. Wtedy moja babcia Józefa, lat siedemdziesiąt powiedziała, iż się zaopiekuje Stasiem aż do mojego powrotu do domu. Czy da radę? Staś biega gwałtownie jak kot po podwórku, a ona już niejedną furę ziemniaków w życiu obrała Ale trudno, nie było wyboru.

Wspólnie z rodzicami ustaliliśmy, iż po pracy oni przychodzą, by pomóc babci, a w ciągu dnia Staś zostaje tylko z nią. Taki plan powstał.

Lecz w sercu wciąż gryzło mnie niepokojące uczucie. Syn to przecież moje wszystko Powtarzałam sobie, iż nie mam wyjścia. Dzwoniłam do babci z pytaniami: Jak tam Staś, wszystko dobrze? i o dziwo, złapali wspólny język. Tydzień minął jak senny tramwaj przecinający krakowskie Planty. Gdy mąż już wrócił, przejął opiekę nad Stasiem.

Szybko miałam mieć wypis ze szpitala, gdy nagle odebrałam telefon od mojej siostry Wioletty. Przez słuchawkę wylała na mnie złość. Jej córeczka, Jagódka, ma zaledwie dwa lata i, mimo iż Wioletta próbowała przekonać naszą babcię do opieki w weekend, babcia była nieugięta. Jagódka pozostało za mała, powiedziała. Siostra niemal błagała, by babcia się zgodziła ale usłyszała stanowcze nie.

Wykorzystałaś babcię! wyrzuciła mi przez telefon.

Odpowiedziałam jej: Byłam w trudnej sytuacji, musiałam wybrać pomiędzy szpitalem a opieką nad Stasiem. Bez babci sobie bym nie poradziła. Prosiłam ciebie o pomoc, ale nie chciałaś się zgodzić. A teraz chcesz, żeby Jagódka została z babcią, żebyś ty mogła się trochę zrelaksować. Wiesz, jaka to różnica opiekować się dwulatką a czterolatkiem? I jak można zostawić tak małą dziewczynkę starszej pani? Zabierz ją do rodziców.

Mama i tata nie chcą się nią zajmować, a ja muszę być z nią cały czas!

Myślę, iż siostra się myli. To przecież nie to samo dwulatek i czterolatek. Gdyby nie mus, nie oddałabym Stasia pod opiekę krewnym. Ale według Wioletty to ja wykorzystałam babcię. W tym śnie-niesienie, który płynął przez mój umysł niczym parująca rzeka wśród pól słoneczników, odpowiedzi były jak bąbelki powietrza zawsze ponad powierzchnią, ale nigdy na wyciągnięcie ręki.

Idź do oryginalnego materiału