Wyszli razem ze szpitala położniczego. Nikt na nich nie czekał, nie robił im zdjęć, nikt nie wręczał kwiatów. Zresztą, czyż nie wyglądałoby to dziwnie – kwiaty dla mężczyzny…

newskey24.com 19 godzin temu

Wyszli razem ze szpitala. Nikogo nie było, nikt ich nie witał, nie robił zdjęć, ani nie przyniósł kwiatów. Chociaż, w sumie, chyba dziwnie by to wyglądało kwiaty dla faceta…

Nie, mama żyje, wszystko z nią okej. Tyle iż dziecko w ogóle jej nie było potrzebne. Kompletnie. Powiedziała o tym Adamowi od razu, bez owijania w bawełnę. A on próbował ją namawiać, prosił na wszelkie sposoby, czasami choćby groził delikatnie.

W końcu miał prawie czterdziestkę na karku, a dzieci wciąż zero. Może to jego jedyna szansa na to, żeby nie zostać samemu na stare lata. Dogadali się: żona urodziła, natychmiast się rozwiedli i bez zająknięcia podpisała się pod alimentami.

Adam na początku chciał odrzucić takie rozwiązanie duma nie pozwalała ale była żona powiedziała:
Życie jest długie, Adam. Różnie może być. Już nie jesteś młodzieniaszkiem, a ja jestem zdecydowanie młodsza. Nie chcę tego dziecka, ale to moje, więc niech chociaż będziecie mieli jakąś poduszkę bezpieczeństwa, na przyszłość…

I zaczęły się nieprzespane noce, ale Adam się nie podłamywał. Przecież samotnych matek jest dookoła pełno! On czym się od nich różni? I dzieci z in vitro przecież też już nikogo nie dziwią… Adam na żadne przeszkody nie patrzył co niby, facet sobie z dzieckiem nie da rady? I tak z małego Stasia wyrósł cudowny, zdrowy i naprawdę szczęśliwy chłopczyk.

Ale gdy mały Staś podrósł, zaczęły się pytania o mamę. No i powiedz tu dziecku, iż mama wcale go nie chciała? Adam kombinował jak mógł, aż w końcu powiedział:
Znalazłem cię w piwnicy.
W której?
W tej pod sąsiednim blokiem.

Od tej pory piwnica działała na Stasia jak magnes. W czasie spacerów, gdy Adam spuścił synka z oka, ten zaglądał przez okienka piwniczne i szeptał cicho: „Mamo”. Zawsze odpowiadała mu tylko cisza…

Aż któregoś dnia coś usłyszał! Serce mu na moment stanęło, a potem zaczęło tak gwałtownie bić, iż Staś nic już nie słyszał, tylko łomot własnych myśli.

Drzwi do klatki były lekko uchylone, więc Staś wbiegł do piwnicy. W środku ciemno, ale oczy gwałtownie się przyzwyczaiły. Szedł coraz głębiej, próbując wołać, ale w gardle ściskało tak mocno, iż mógł tylko cicho popłakiwać:
Mamo… Mamusiu, jesteś tu? To ja, Staś… Przyszedłem po ciebie!

Nie odpowiadało nic. Staś stanął, znów zaszlochał cicho, próbował nasłuchiwać. W kącie coś zaszeleściło wytarł zapłakane oczy zabrudzoną łapką i ruszył za dźwiękiem.

Może mama jest bardzo chora, dlatego po niego nie wyszła. Ale nic się nie stanie znajdzie ją i na pewno będzie przeszczęśliwa! Staś szedł, łzy ciekły, a on się uśmiechał, bo przecież wszyscy jego znajomi mieli mamę, w końcu on też będzie miał.

W kącie, na kupce szmat, czekała na niego kotka. Patrzyła nieufnie, ale chroniła pod sobą maleńkiego kociaczka.

Mamo?

Rozczarowanie niemal rozrywało Stasia na pół aż zapomniał, jak się chodzi, i po prostu usiadł na podłodze. Podniósł głowę i znów spojrzał na kotkę…

Jak masz pięć lat, to świat rozumiesz całkiem inaczej niż dorośli. Twoja logika to zupełnie inna bajka czasem o wiele szczersza i prawdziwsza.

Staś patrzył na kotkę i myślał… Przypomniał sobie Zosię z przedszkola, która wszystkim opowiadała, iż jej tata to centaur. A Franek przysięgał, iż jego ojciec jest kosmitą. To czemu niby on by nie mógł mieć mamy kotki?

Kotka chyba też zrozumiała, iż ten chłopiec nie zrobi jej krzywdy, iż przecież wcale nie chce zabrać kociaczka. Ostrożnie podeszła i trąciła go głową po dłoni.

To ty jesteś moją mamą?

Staś spytał z taką nadzieją, iż aż sam uwierzył w to marzenie. Nikomu by nie pozwolił w to wątpić biłby się do upadłego. Przytulił kotkę, a ona go otoczyła łapką

Adam zorientował się, iż syna nie ma, dopiero po dłuższej chwili. Zawołał od razu, kiedy to odkrył. Zaczął krążyć po placu zabaw, zaglądać w krzaki.

Stasiooo! Stasiu, wyłaź! Staśku, gdzie jesteś?

Minuty dłużyły się niemiłosiernie i Adamowi przybyło zmartwień i trosk, zanim Staś w końcu wyszedł z piwnicy. Szedł powoli, tuląc kotkę i kociaka, a do taty powiedział:

Znalazłem mamę. To chyba też moja siostrzyczka… Byli tam, gdzie mnie znalazłeś.

Adam zamarł co miał powiedzieć? Jak tu wyłożyć dziecku całą prawdę? Westchnął tylko i zgodził się z synem.

A skąd wiesz, iż to ona?

Wiedziałem po prostu… Tak na mnie patrzyła! Tato, chodźmy do domu. Mama chyba jest zmęczona.

Staś był szczęśliwy w końcu znalazł mamę! A iż siostra okazała się bratem jeszcze lepiej. Można razem rozrabiać, a mama na dobranoc będzie mruczeć im bajki.

W przedszkolu choćby nikt się temu nie dziwił. No i co z tego, iż mama kotka? U Kuby tata to samolot choćby zdjęcia przynosił.

Adam długo się zadręczał, jak to synowi wyjaśnić, iż to nie jest możliwe… Ale patrząc na szczęśliwego Stasia, machnął ręką. Jakoś się to wszystko samo poukłada…

Od tego czasu w domu zrobił się istny cyrk. Staś z kotami wskakiwał na meble przewrócili razem pół mieszkania. Kotka była młoda i chętnie się bawiła z chłopcami.

Doprowadzicie mnie do szału! krzyczał Adam, starając się posprzątać cały bałagan.

Cała trójka Staś, kotka i kociak patrzyli na niego, potem po sobie, wzruszyli ramionami i… biegiem dalej rozrabiać. A wszystko dlatego, że… mama im pozwoliła!

Idź do oryginalnego materiału