Wyszli razem ze szpitala położniczego. Nikt na nich nie czekał, nikt nie robił zdjęć, nikt nie wręczał kwiatów. Zresztą, wręczenie kwiatów mężczyźnie wyglądałoby przecież dość dziwnie…

twojacena.pl 21 godzin temu

Wyszliśmy ze szpitala tylko we dwójkę. Nikt na nas nie czekał, nie było tłumu z kamerami, kwiatów także nikt nie przyniósł. Zresztą, kwiaty dla mężczyzny? Dziwnie by to wyglądało…

Nie, moja mama żyje i ma się dobrze. O ile oczywiście nie liczyć tego, iż jej własne dziecko nie było jej do niczego potrzebne. Kompletnie. Powiedziała to tacie wprost, nie ukrywając niczego. Ale on się uparł, błagał, choćby trochę groził na swój sposób.

Bo już był blisko czterdziestki, a dzieci przez cały czas brakowało. Może to jedyna szansa, by przedłużyć ród. Jakoś się dogadali… Mama urodziła mnie, od razu rozwiedli się i chętnie zgodziła się płacić alimenty.

Na początku tata, Janusz, chciał odmówić dumę miał zawsze głęboko w sercu. Ale była żona powiedziała mu:

Życie jest długie. Wszystko może się zdarzyć. Ty już swoje lata masz, ja jestem sporo młodsza. Nie chcę dziecka, ale jest moje, niech wam będzie jakaś poduszka bezpieczeństwa. Na przyszłość…

I tak zaczęły się niespokojne dni, ale Janusz się nie załamywał. Patrzył wokół samotnych matek pełno! Czym on od nich gorszy? W końcu dzieci z in vitro też są szczęśliwe Kto powiedział, iż dziecko w rękach ojca będzie tylko cierpieć? Mój tata nie widział w tym żadnego problemu, więc ja, Michał Januszewski, rosłem, przybierałem na wadze i byłem bardzo szczęśliwym dzieckiem.

Kiedy trochę podrosłem, zaczęły się pytania o mamę. No i jak powiedzieć dziecku, iż jego mama wcale go nie chciała? Tata jakoś sobie poradził:

Znalazłem cię w piwnicy.

W której?

W tej wielkiej, co jest w sąsiednim bloku.

Od tamtej pory ta piwnica zaczęła mnie przyciągać jak magnes. Na spacerach, gdy tylko tata się zagapił, zaglądałem w okna piwnic, szeptem wołałem mamę. Odpowiadała mi tylko cisza…

Ale pewnego dnia coś usłyszałem! Serce mi zamarło, a potem zaczęło tak głośno bić, iż nic innego nie dochodziło mnie już do uszu.

Drzwi do klatki były uchylone, więc wbiegłem do piwnicy. Najpierw nic nie było widać, ale z czasem oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Przesuwałem się coraz głębiej, próbując zawołać mamę. Tylko zamiast krzyku pojawił się spazm, i z gardła wydobywał się bulgoczący szept:

Mamo Mamusiu, jesteś tu? To ja, Michał Przyszedłem po ciebie

Ale nikt się nie odezwał. Usiadłem, znowu zapłakałem i nasłuchiwałem. Z kąta dobiegał cichy szelest, więc otarłem łzy brudną pięścią i ruszyłem za dźwiękiem.

Może mamie było bardzo źle, może była chora Przecież gdyby mogła, już dawno by się pojawiła i na pewno mnie odnalazła. Ale nic, teraz ja ją znajdę, a ona się tak bardzo ucieszy!

Szło mi się na ten szelest z łzami w oczach, ale z uśmiechem na ustach. Wszyscy moi koledzy mieli mamy, a teraz i ja w końcu ją spotkam! Ale w kącie, na stercie szmat, zamiast mamy, siedziała tylko kotka. Patrzyła na mnie czujnie i kurczowo tuliła pod sobą maleńkiego kociaka.

Mama?

Rozczarowanie niemal rozdarło mnie na pół, nogi zmiękły, ciężko usiadłem na podłodze. Po chwili jednak podniosłem głowę i jeszcze raz spojrzałem na kotkę…

Kiedy ma się pięć lat, myśli się zupełnie inaczej. Logika w tym wieku ma inne znaczenie czasem jest choćby szczersza i prostsza niż u dorosłych.

Patrzyłem na kotkę i rozmyślałem… Przypomniała mi się Ula z przedszkola. Przecież ona, przechwalając się lśniącymi włosami, zawsze mówiła, iż jej tata to centaur. A Marek udowadniał wszystkim, iż jego ojciec to kosmita. Czemu więc moja mama nie mogłaby być… kotką?

Kotka zrozumiała, iż nie zrobię jej krzywdy ani jej dziecku. Powoli podeszła bliżej i szturchnęła mnie łepkiem w dłoń.

To naprawdę ty moja mama?

Spytałem z taką nadzieją, iż aż sam uwierzyłem w swoją bajkę. W tej chwili gotów byłem bić się z każdym, kto by mi zaprzeczył. Objąłem kotkę i ona mnie objęła swoim kocim sposobem…

Janusz zauważył moją nieobecność z opóźnieniem, a kiedy się zorientował natychmiast wołał:

Michał! Michałku, wracaj tu! Michaś, gdzie jesteś?!

Minuty dłużyły się w nieskończoność, włosów mu przez to siwiał prawdopodobnie od razu kilka, aż wreszcie wyszedłem z piwnicy. Powoli szedłem, mocno tuląc kotkę i kociaka. Kiedy tata podleciał do mnie zdenerwowany, powiedziałem:

Znalazłem mamę. I chyba mam jeszcze siostrę Były tam, gdzie ty mnie znalazłeś.

Janusz znieruchomiał, nie wiedział co powiedzieć. Jak miał wyjawić całą prawdę? Jak to wytłumaczyć? Musiał się ze mną zgodzić.

A po czym poznałeś, iż to ona?

Wzruszyłem ramionami.

Po prostu wiedziałem Tak na mnie patrzyła! Tato, chodźmy do domu. Wydaje mi się, iż mama jest już zmęczona.

Byłem przeszczęśliwy. Mama się znalazła! I nie szkodzi, iż siostra okazała się braciszkiem to choćby lepiej, bo można z nim bawić się w poważne chłopięce zabawy, a wieczorem mama zamruczy nam bajkę.

W przedszkolu wszyscy mnie wsparli. No i co z tego, iż mamą jest kotka! Przecież u Kuby tata to samolot, choćby zdjęcie pokazywał.

Janusz długo rozmyślał, jak ze mną rozmawiać, jak powiedzieć, iż to się w życiu tak nie zdarza. Ale patrząc na moje szczęśliwe oczy, machnął ręką. Jakoś to będzie…

Od tej pory w domu zaczęła się prawdziwa zabawa. Razem z kotką i kociakiem wariowałem, rozrabialiśmy wszyscy cała mieszkanie było wywrócone do góry nogami. W końcu kotka też była młoda i lubiła szaleństwa.

Przestańcie już wariować! burczał tata, próbując wszystko posprzątać.

Zatrzymałem się ze sznurkiem w ręce, kotka i kociak spojrzeli na tatę, a potem na siebie… Wzruszyliśmy ramionami i ruszyliśmy dalej rozrabiać tatusia. Bo przecież mama nam na wszystko pozwoliła!

Idź do oryginalnego materiału