Wytęsknione szczęście: Po dwunastu latach oczekiwań Victoria zostaje mamą, spotyka chłopca z domu dziecka i decyduje się na adopcję, a niedługo później los obdarza ją własną córką, tworząc pełnię rodziny pełnej miłości

twojacena.pl 14 godzin temu

Dzisiejszy dzień był najpiękniejszy w życiu Weroniki. Promieniała! I nie bez powodu minęło już dwanaście lat, podczas których nie mogła zostać mamą. A dziś… taki cud! Będzie miała dziecko. Co mogłoby być wspanialszego dla kobiety? Każda, która zaznała szczęścia macierzyństwa, to potwierdzi.

Weronika chodziła jak w chmurach. Co chwilę dotykała brzucha i z uśmiechem rozmawiała cicho ze swoim maleństwem, które miało dopiero dwa i pół miesiąca.

Z Gustawem poznała się jeszcze na studiach w Krakowie. Razem chodzili na wykłady i wspólnie skończyli uniwersytet. Ślub wzięli trzy miesiące po obronie dyplomu. Wszystko układało się cudownie, byli bardzo szczęśliwi. Jednak po sześciu miesiącach małżeństwa Weronika zaczęła się martwić. Gustaw robił, co mógł, by ją uspokoić: tłumaczył, iż nic złego się nie dzieje, wszystko pozostało przed nimi i na pewno doczekają się dzieci.

Mijały kolejne dwa lata, a Weronika powoli traciła nadzieję. Zdecydowała się na badania, ale lekarze nie znaleźli poważnych problemów. Gustaw rozumiał jej smutek, zabierał ją na spacery, otaczał czułością, mimo to Weronika z dnia na dzień była coraz bardziej przygnębiona. Tak minęło aż dwanaście lat. Pełni rodzinnego szczęścia nie zdążyła zaznać.

I pewnego lipcowego, słonecznego dnia, Weronika wybrała się na spacer, kiedy mąż był w pracy. Snuła się powoli po parku w Krakowie, zamyślona, nie zwracając uwagi na świat wokół. Z głową pochyloną była całkowicie zatopiona w swoich rozważaniach.

Aż nagle… usłyszała tuż obok:
Może pani jest moją mamą?

Weronika zatrzymała się jak rażona piorunem. Podniosła wzrok i zobaczyła chłopczyka, może trzyletniego. Stał po drugiej stronie płotu, ściskając rączkami metalowe szczeble, patrząc na nią wielkimi oczami.

Na chwilę zamarła, próbując zrozumieć sytuację. Gdy się opanowała, ostrożnie podeszła bliżej. To był dom dziecka w oddali biegały inne dzieci.

Patrzyła na tego malucha, nie mogąc znaleźć słów. W głowie miała zamęt. Czuła, iż ten moment może zmienić wszystko. Patrząc długo na chłopczyka, zapytała:
Nie pamiętasz swojej mamy? Jaka była?
Nie, nigdy jej nie widziałem. Stoję tu i czekam, bo może mnie rozpozna, jak będzie przechodzić.
Masz rację odpowiedziała, czując w sercu nadzieję, iż właśnie ona może być dla niego mamą.
Jak masz na imię?
Filip odpowiedział.

Weronika działała bez wahania. Postanowiła zrobić wszystko, żeby go adoptować. Może to los przyprowadził ją pod ten płot.

Kilka lat temu miałam synka, ale straciłam go powiedziała łagodnie. Też miał na imię Filipek. Cały czas go szukam. Może to ty?
Chłopczyk nagle się rozpromienił i zawołał radośnie:
Tak, tak! To pani jest moją mamą! Znam panią! Pani to właśnie moja mama!
Wyciągnął rączki przez ogrodzenie i Weronika, słodko się uśmiechając, objęła go mocno.

To chodźmy od razu do dyrektorki i powiemy, iż się odnaleźliśmy! Zabiorę cię do domu.
Hurra! krzyknął chłopczyk.

Weronika pełna emocji weszła do budynku razem z Filipem.
Nareszcie nasz Filipek będzie miał mamę! powiedziała jedna z opiekunek, szczerze się ciesząc.

Zaczęły się formalności, dokumenty, komisje i długie oczekiwanie dla Weroniki wszystko minęło jak przez mgłę. Ale Filip doskonale rozumiał i wierzył, iż znalazła go mama. W tym czasie Weronika przygotowała Gustawa do przyjęcia nowego członka rodziny. Razem urządzili dziecięcy pokój, kupili meble i wszystko, co było potrzebne. Gustaw nie mógł odmówić adopcji, widząc po raz pierwszy od lat taką euforia w oczach żony.

I nadszedł upragniony dzień! Filip był już ich synem. Wracali do domu za rękę, uśmiechnięci od ucha do ucha. Cichość, która przez dwanaście lat wypełniała mieszkanie, zniknęła zamiast niej pojawił się stukot małych stópek i wesołe Tato, zobacz!. Weronika odżyła. Całą nagromadzoną przez lata miłość oddała temu chłopcu. Gustaw stał się najlepszym tatą.

Czas płynął; chłopiec rósł, przynosząc rodzicom mnóstwo radości. I pewnego pięknego poranka Weronika poczuła się źle. Gustaw się zmartwił i razem poszli do lekarza. Tam usłyszeli niewiarygodną wiadomość: Weronika zostanie mamą! Nie sposób wyrazić słowami tej radości.

Wszyscy nie mogli się doczekać kolejnego dziecka. W końcu nadszedł ten dzień urodziła się zdrowa dziewczynka, Jagna. Teraz rodzina była pełna.

Weronika wiedziała jedno: cud narodzin Jagny wydarzył się dlatego, iż kiedyś zatrzymała się przy tym małym chłopcu pod płotem. Każdy szlachetny czyn wraca z podziękowaniem. Szczęście nie ma rozkładu jazdy pojawia się u tych, którzy otwierają serce na bezwarunkową miłość.

Idź do oryginalnego materiału