Z niecierpliwością czekaliśmy na dzień, w którym będziemy mogli odwiedzić nasze dziecko. Jednak nie byliśmy mile widziani

polregion.pl 4 godzin temu

W zeszłym miesiącu wreszcie doczekałam się wnuczki. Czułam się, jakbym chodziła z głową w chmurach ze szczęścia i nie mogłam się doczekać, aż odwiedzę to maleństwo. Niestety, nie jesteśmy tam mile widziani. Moja synowa nie ukrywała swojego niezadowolenia. Przyniosłam prezenty, upominki, ofiarowałam choćby pieniądze, a ona na nasz widok tylko się denerwowała. Moja szwagierka też nie była zadowolona.

Jest mi przykro i czuję się urażona, bo przecież jestem taką samą babcią jak każda inna. Synowa potraktowała mnie i moją córkę bardzo nieuprzejmie, chociaż Kasia chciała tylko udzielić jej dobrej rady. Kasia ma trójkę dzieci, więc już zna się na rzeczy. Co gorsza, połowę prezentów mi oddano z powrotem. Wytłumaczyła, iż niemowlę nie potrzebuje maskotek. No tak, teraz może nie, ale przecież dziecko urośnie i wtedy wszystko się przyda. Po co więc tak postąpiła?

Podczas wizyty nie zaproponowano nam choćby kawy. Mój syn siedział cicho i spuszczał wzrok on tu nie ma nic do powiedzenia. Wróciłyśmy z Kasią do domu i popłakałam się, bo nie takiego przyjęcia się spodziewałam.

Od tamtej pory widzę moją wnuczkę tylko na zdjęciach, choćby nie próbuję już ich odwiedzać. Zapraszam wszystkie dzieci do siebie, ale synowa nie chce przychodzić. Prosiłam syna, żeby poszedł z małą na spacer do parku, ale się nie udało. Synowa kontroluje go na każdym kroku i nie pozwala mu wychodzić.

Synowa zdecydowała się karmić małą mlekiem modyfikowanym, żeby nie musieć znikać z pokoju. Wydaje się, iż boi się naszego osądu i dlatego nie chce nas widywać. A mi jest wszystko jedno, dla mnie ważne, żebym mogła zobaczyć wnuczkę. Nigdy bym jej nie skrytykowała, każda mama wychowuje dzieci po swojemu.

Wcześniej z synową dogadywałyśmy się bardzo dobrze, tak samo jak z jej rodzicami. Ale po narodzinach wnuczki synowa jakby się zmieniła. Nigdy jej nie skrzywdziłam, więc nie rozumiem tej nagłej zmiany jej zachowania wobec mnie. Znajome są zdziwione, pytają, jak to możliwe, iż mam wnuczkę, której choćby nie widuję.

Moja mama przepisała mi mieszkanie w Warszawie. Chciałam je sprzedać i podzielić się pieniędzmi złotówkami pomiędzy syna i córkę. Ale ostatnie wydarzenia sprawiły, iż mąż uważa, iż lepiej wynająć mieszkanie obcym, niż wspierać niewdzięczne dzieci. Może ma rację, bo na stare lata nikt o nas nie zadba. Niestety…

Idź do oryginalnego materiału