Z niecierpliwością czekaliśmy na dzień, w którym moglibyśmy odwiedzić nasze dziecko. Jednak nie zostaliśmy mile przyjęci

newsempire24.com 9 godzin temu

W zeszłym miesiącu w końcu urodziła się moja wnuczka, Jagoda. Szybowałam po niebie jak chmurka z euforii i nie mogłam się doczekać, aż zobaczę dziecko na własne oczy. Jednak nasza obecność nie jest tam mile widziana. Szwagierka patrzy na nas spod byka, a jej niezadowolenie czuć na kilometr. Przynosiłam podarki, upominki, koperty z pieniędzmii nic, tylko strach w oczach szwagierki. Tak samo reaguje siostra synowej.

Czułam się upokorzona, bo przecież jestem prawdziwą babcią! Synowa była dla mnie i dla mojej córki, Małgosi, niesympatyczna, mimo iż Małgosia chciała tylko podzielić się cenną poradą. Małgosia ma trójkę dzieci, więc wie swoje. Co więcej, połowę prezentów nam zwrócono. Usłyszałam: Noworodek nie potrzebuje pluszowych misiów. Przecież gwałtownie urośnie i wtedy będzie potrzebował wszystkiego! Po cóż taki gest?

Gdy przyszłyśmy w odwiedziny, nie zaproponowano nam choćby kawy zbożowej. Mój syn tylko spuścił wzrok, nie powiedział ani słowatam raczej nie on rządzi. Po powrocie do domu płakałam, bo nie takiej gościnności się spodziewałam.

Od tej chwili widuję wnuczkę tylko na zdjęciach. Nie jestem zapraszana, nie wolno mi przyjść. Wołam dzieci do siebie na Bielany, ale synowa nie chce przyjeżdżać. Prosiłam syna, by wyszedł z wózkiem do Parku Skaryszewskiego, ale nie mógł. Synowa steruje nim na każdym kroku i nie pozwala mu się ruszyć bez niej.

Synowa postanowiła, by wnuczka piła mleko modyfikowane; argumentuje, iż nie chce być zniewolona. Sądzi, iż ocenimy ją od razu, więc nie życzy sobie spotkań. Ale mnie to nie przeszkadza! Chciałabym tylko ujrzeć Jagodę. Nie zamierzam jej krytykowaćkażda matka wychowuje dzieci po swojemu.

Z synową miałam kiedyś ciepłe stosunki, z jej rodzicami też. Odkąd pojawiła się Jagoda, jakby ją ktoś zaczarował! Przecież jej nie zraniłam. Czemu teraz odwróciła się ode mnie? Moje sąsiadki nie dowierzająjak to, jest wnuczka, a ja jej choćby nie widuję?

Mama zapisała mi mieszkanie w Pruszkowie. Zamierzałam je sprzedać i podzielić pieniądze między syna i córkę, jakieś czterysta tysięcy złotych. Ale po ostatnich przeżyciach mąż stanowczo się sprzeciwia. Mówi, żebym lepiej wynajęła to lokum obcym zamiast pomagać tak niewdzięcznym dzieciom. Może ma racjękto się mną zajmie na starość, jeżeli nie dzieci? Niestety…

Idź do oryginalnego materiału