Dziennik Aliny
Od zawsze bardzo chciałam wyjść szczęśliwie za mąż. Raz już mi się to nie udało przeżyłam nieudane małżeństwo, z którego mam syna, Artura, dwudziestoletniego chłopaka.
To było dawno. Mój były mąż zdradził mnie w sposób wręcz podręcznikowy. Wróciłam z delegacji dzień wcześniej i zastałam go w sypialni, jak w pośpiechu ścielił łóżko, prawie rozebrany. W kuchni moja najbliższa przyjaciółka parzyła kawę w moim szlafroku. Jak z kiepskiej komedii! Rozwód był natychmiastowy. Znienawidzoną przyjaciółkę usunęłam z mojego życia i kontaktów, nie wdając się choćby w szczegóły. Zdrada więc kara. Spakowałam mężowi torby i wystawiłam za drzwi, zabraniając synowi kontaktów z ojcem. Nie miałam choćby trzydziestki.
Od tamtego czasu minęło ponad dziesięć lat. Zrobiłam doktorat, później habilitację. Przed czterdziestką zostałam profesorem nauk filologicznych. Zarządzałam katedrą na uniwersytecie pedagogicznym, gdzie mnie ceniono. Te dziesięć lat samotności nie odebrały mi nadziei na poznanie kogoś wyjątkowego. Nie czułam jeszcze, bym miała zająć się na stałe dzierganiem skarpetek czy haftowaniem.
Kandydatów do ręki miałam wielu, ale żaden nie zdobył mojego serca. Jeden zaraz po pierwszej randce poprosił mnie, żebym za niego wyszła i pożyczył tysiąc złotych („Bo przecież jesteśmy prawie rodziną…”) zniknął bez śladu. Drugi wdowiec szukał matki dla swojego potomstwa. Zaprosił mnie do siebie i poprosił o przygotowanie kolacji dla całej swojej rodziny. Ugotowałam, nakarmiłam trójkę dzieci, a potem wróciłam do domu i wypłakałam się było mi ich tak żal, zwłaszcza ich ojca, który wyglądał jak zgubione dziecko. Ale nie byłam w stanie wziąć takiego ciężaru na swoje barki. „Może to egoizm?” tłumaczyłam się sama przed sobą.
Im byłam starsza, tym mniej miałam opcji. Gdy już prawie się poddałam i chciałam zamknąć ten rozdział, wtedy pojawił się On.
Młodszy ode mnie student z Maroka, Wahid a po polsku Władysław, miał 28 lat. Uczył się kiedyś w mojej grupie, byłam jego promotorką. Po studiach został w Krakowie, otworzył własny mały biznes.
Spotkaliśmy się przypadkiem na stacji benzynowej okazało się, iż jest jej właścicielem. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się wspominając czasy na uczelni. Dał mi swoją wizytówkę. Z czasem odwiedzałam go regularnie przy okazji tankowania. Wahid coraz wyraźniej okazywał swoje zainteresowanie. Zaprosił mnie do restauracji, potem na koncert symfoniczny. Byłam skrępowana, nie wierzyłam w szczerość intencji mojego byłego ucznia. Odmawiałam, choć ujęło mnie jego staranie.
Pamiętałam go ze studiów, był wyjątkowo pilny i pracowity. Doskonale mówił po polsku, wyróżniał się egzotyczną urodą. Wszystkie studentki zwracały na niego uwagę. Wahid kiedyś podarował mi rzeźbioną szkatułkę, w której była romantyczna liścik: „Pani Profesor, kocham Panią!” Poczerwieniałam wtedy, złość i zawstydzenie przeplatały się. Podarłam wiadomość i oddałam mu szkatułkę, uciekając. Następnego dnia przyszedł się tłumaczyć.
Pani Profesor, proszę mi wybaczyć, nie chciałem urazić
Przyjęłam przeprosiny, ale potem trzymałam dystans. Do końca studiów, Wahid tylko zerkał na mnie ukradkiem.
I oto historia powtórzyła się po latach. Teraz oboje byliśmy już dorośli, ja byłam dla niego tylko zwykłą kobietą, już nie nauczycielką. Skusiłam się na romans. Okazał się czuły, rozbawiony, opiekuńczy taki, jakiego nigdy nie spotkałam. Różnica wieku w ogóle nam nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie czułam się znowu jak nastolatka.
Władek (bo tak zaczęłam do niego mówić) również miał na mnie swoje przezwisko. Stałam się dla niego Aliną. Po raz pierwszy w życiu poczułam się tak wyjątkowa. Ta miłość naprawdę rozpaliła we mnie ogień.
Wahid nie prosił mnie o rękę wiedział, iż musi wracać do Maroka i nie mógł przeciwstawić się rodzinie. Matka już wybrała mu żonę siedemnastoletnią dziewczynę, Khadiję, z szanowanej rodziny. Nie mogłabym zostawić Polski, syna, mamy… Nie realne. Jego rodzina nigdy nie zaakceptowałaby mnie, starszej Polki, jako synową.
„Lepszy własny suchy chleb niż cudze ciasto” pomyślałam. Zdecydowałam się ofiarować mu całą swoją miłość, bez żalu co będzie dalej. Ile jeszcze mi zostało kobiecego szczęścia? Będę kochać tego człowieka do ostatniego tchu mówiłam mamie.
Mama była całkowicie przeciw:
Aluśka, po co ci ten cudzoziemiec? Polskich chłopów ci mało? Nigdy cię nie pobłogosławię. Twój były ciągle o ciebie pyta, syn go kocha… Wybacz mu i zacznijcie od nowa.
Mamo, Darek mnie zdradził, zapomniałaś?
Przepraszał już tyle razy! Gdybyś nie była wiecznie zajęta doktoratami, może by nie szukał pocieszenia A jak chłop sam, to zaraz jakaś baba się nawinie nie ustępowała mama.
A dlaczego ty nie wybaczyłaś tacie? On też przepraszał…
Dziecko, twój ojciec nie poczekał aż się urodzisz, a dzieci miał trzy na boku. Po co mi on? A twój Darek od dziesięciu lat chodzi samotny, czeka aż się zlitujesz. Artur go bardzo lubi skończyła mama.
Nie planuję ślubu z Wahidem. Jestem dla niego za stara. On pewnie pierwszy mnie zostawi odpowiedziałam cicho.
Eh, córko… westchnęła mama i stara kobyła sól lubi…
Trzy lata później Wahid wyjechał na stałe do Maroka. Pożegnał mnie mówiąc tylko: Będę z tobą w kontakcie, ukochana.
Byłam gotowa na taki scenariusz, ale i tak nieznośnie bolało przekazać go młodziutkiej Khadiji. Na pożegnanie podarował mi tę samą, dawną szkatułkę, od której wszystko się zaczęło. Tym razem w środku było delikatne pierścionek: dwa anioły trzymające serce z brylantem.
Moje serce zostawiam tobie, Alino powiedział, całując mnie gorąco.
Odrzut z samolotu długo brzmiał w moich uszach.
Po roku przysłał ślubne zdjęcie z dopiskiem „Moja żona Khadija”. Po kolejnym roku drugie, „Moja druga żona Mariam”. Wahid tłumaczył mi w listach, iż w Maroku prawo pozwala na wielożeństwo.
Gdy patrzyłam na te „raporty”, nie czułam już żadnej zazdrości. Co wiedzą te młode dziewczyny o prawdziwej miłości? Trochę pocieszały mnie smutne oczy Władka na fotografii. Może wciąż za mną tęsknił? Może jeszcze mnie kochał? Ale cóż stara miłość rdzewieje, gdy pojawia się nowa.
Koniec bajki. Przewrócona kartka.
W tym czasie Artur się ożenił i przyprowadził młodą żonę do naszego mieszkania. Gdy urodziła się wnuczka, poprosiłam synową, by dała jej na imię Alina chciałam, by historia tej gorącej miłości przetrwała.
Darka, byłego męża, wybaczyłam (a może po prostu mi go żal). Próbował skontaktować się przeze mnie przez moją mamę. W końcu przekonała mnie, bym dała mu szansę:
Już zrozumiał, ile znaczy rodzina. Kto z nas jest bez grzechu? Każdy popełnia błędy. Ważne, by umieć przebaczyć.
Dziś znowu mieszkamy z Darkiem razem. Staramy się być dla siebie wyrozumiali, nie rozstawać się bez potrzeby choćby na chwilę. A ja spełniłam moje wcześniejsze żarty: skończyłam kurs dziewiarstwa i teraz dziergam wnuczce skarpetki z arabskimi wzorami Tak jak obiecałam sobie kiedyś.






