Mój mąż i ja jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat. Przez ten czas żyliśmy naprawdę dobrze, wręcz bardzo dobrze. Mąż prowadził własny biznes, a ja pracowałam dla przyjemności, bo nie musiałam martwić się o pieniądze. Przez te wszystkie lata nie doczekaliśmy się dzieci. Pewnego dnia mój mąż zarezerwował nam wakacje marzeń cały miesiąc w luksusowym kurorcie za granicą. Byłam naprawdę szczęśliwa i już nie mogłam się doczekać tego wyjazdu. Jednak na kilka dni przed wyjazdem mąż oznajmił, iż czekają go pilne negocjacje, od których może zależeć nasza przyszłość, więc powinnam pojechać sama. Było mi bardzo przykro, bo wszystko już zaplanowałam i wyobrażałam sobie, jak razem spędzamy czas w tym raju.
Zaproponował, żebym zabrała ze sobą moją najlepszą przyjaciółkę, żeby nie było mi smutno i żebym miała z kim dzielić te piękne chwile. Życie mojej przyjaciółki nie było łatwe. Jej mama nadużywała alkoholu, nie poświęcała jej uwagi i nie dbała o jej wychowanie. Po skończeniu liceum zaszła w ciążę i wyszła za mąż, ale jej mąż często wszczynał awantury w domu po powrocie. Kiedy jej zaproponowałam wspólny wyjazd, była przeszczęśliwa i wdzięczna mojemu mężowi.
Po powrocie, miesiąc później, mąż odebrał mnie z lotniska swoim autem, a w domu czekała na mnie uroczysta kolacja przy świecach, a na naszym łóżku rozsypane były płatki róż. Wszystko wydawało się idealne.
Po dwóch tygodniach powiedziałam mężowi, iż jestem w ciąży. Był ogromnie szczęśliwy. Jednak kiedy zaczął się poród i trafiłam do szpitala, moja przyjaciółka pobiegła do niego i powiedziała mu, iż przez miesiąc nie było mnie w domu, miałam romans i iż to dziecko nie jest jego. Kiedy się o tym dowiedziałam, byłam załamana. Myślałam, iż nikt po mnie nie przyjdzie w dniu wypisu, iż zostanę gdzieś z dzieckiem bez dachu nad głową.
Okazało się jednak zupełnie inaczej. Mąż przyszedł do nas, zobaczył naszą córeczkę, choć wiedział, iż nie jest do niego podobna, przyjął ją jak swoją i zaczął ją wychowywać jak własne dziecko. Tego samego dnia wyrzucił moją przyjaciółkę z domu i powiedział jej, żeby o nas zapomniała!



