Zachowanie naszej siostrzenicy stało się powodem do niepokoju dla całej rodziny, ponieważ rodzice tak ją rozpieszczali, iż uważa się za prawdziwą księżniczkę i traktuje wszystkich wokół jak służbę. Sytuacja zrobiła się jeszcze poważniejsza, bo niedługo zaczyna szkołę, a wciąż opiera się na liczeniu na palcach.

polregion.pl 2 godzin temu

Zachowanie mojej siostrzenicy stało się powodem niepokoju dla całej rodziny. Rodzice tak ją rozpieszczali, iż dziewczynka była pewna, iż zasługuje na wszystko i traktuje otoczenie jak swoją służbę. Sytuacja pogarszała się, szczególnie teraz, gdy miała iść do szkoły, a jedyną umiejętnością liczenia było dla niej odliczanie na palcach.

Początki problemu sięgają jej narodzin. Wtedy cała rodzina poczuła się zobowiązana pomóc w wychowaniu dziecka. Teściowa syna wprowadziła się choćby do ich już ciasnego mieszkania w Warszawie, by wspierać syna i synową z noworodkiem. Niestety, zamiast przekazywać dziewczynce odpowiednie wzorce, dorośli spełniali każdą jej zachciankę. Nauczyli ją, iż płacz i krzyk przynoszą wszystko, czego tylko zapragnie.

Już półroczna Małgosia potrafiła manipulować dorosłymi wokół siebie. W domu panował przez to ciągły chaos, a potrzeby pozostałych domowników schodziły na dalszy plan. W końcu, w desperacji, syn postanowił się wyprowadzić, jednak po rozwodzie nie przestał rozpieszczać córki obsypywał ją nowymi sukienkami, zabawkami z kiosku Ruchu, kolorowymi kosmetykami i bucikami, jakby naprawdę była księżniczką. Każda próba nauczycieli lub innych członków rodziny, by zwrócić uwagę na to zachowanie i przywrócić Małgosię do rzeczywistości, prowadziła tylko do awantur i sporów.

Wychowanie dziewczynki skoncentrowało się wokół jej wyobrażenia o byciu księżniczką tak bardzo, iż nie interesowało jej zdobywanie podstawowych umiejętności. Zbliżała się klasa pierwsza, a Małgosia wciąż liczyła na palcach i nie posiadała choćby tych najprostszych wiadomości, które inne dzieci w jej wieku miały w małym palcu. Rodzice wyznawali zasadę wychowania bez ograniczeń, pozwalając jej podejmować każdą decyzję samodzielnie, nie stawiając żadnych granic. Tymczasem nauczycielka twierdziła, iż dziecko powinno przejawiać choć trochę skromności i znać podstawowe zasady kontaktu z dorosłymi.

Zmęczeni brakiem manier i trudnym charakterem Małgosi, opiekunowie postanowili ograniczyć z nią kontakt, by zadbać o własne zdrowie psychiczne. Uznali, iż rodzice muszą wziąć odpowiedzialność za wychowanie córki i przekazać jej choćby najprostsze wartości i zasady, które pozwolą jej poradzić sobie w życiu. Z perspektywy czasu widzimy, jak brak granic i wieczne uleganie kaprysom mogą doprowadzić do trudnych relacji w rodzinie wszystko z miłości, a jednak często na przekór dobru dziecka.

Idź do oryginalnego materiału