12 czerwca 2025
Dziś znów wpadłam w spiralę rozpaczy i gniewu. Ani babcia z mojej strony, ani babcia mojego męża nie potrafią odebrać Kacpra z przedszkola przy ul. Prądzyńskiego. Muszę płacić tysiące złotych za opiekę, a ja nie mam na to sił.
W domu czuję się, jakby wrzało mi serce. Znowu pokłóciłam się z mamą, a choćby nie mam ochoty dzwonić do teściowej. Mamy szczęście, bo dwie babcie po jednej z każdej strony mieszkają dosłownie sto metrów od przedszkola. ale szczęście to chyba nie to słowo. One po prostu nie chcą podjąć się tego obowiązku. Mogłabym zrobić to sama, ale mój dzień pracy kończy się dopiero o 18:00, a wtedy nie zdążę przyjść na czas. Mąż pracuje w zakładzie przemysłowym na trzy zmiany, więc nie zawsze może wstawić się w tę rolę. Dlatego musimy zatrudnić nianię kolejny wydatek, który mocno obciąża nasz budżet, mimo iż mamy babcie.
Moja mama, Bogna, pracuje do 16:00 w biurze przy Mokotowie. Każdego popołudnia, wracając do domu, mija przedszkole, ale jej priorytetem jest własny odpoczynek: po pracy musi się rozciągać, nakładać maseczki, żeby wyglądać młodziej. Weekendy spędza na kinie, w muzeum, spotkaniach z przyjaciółmi. Dziecko przyjmuje jedynie w weekendy i wtedy jest to dla niej uciążliwe ciągle biegający po mieszkaniu Kacper zakłóca jej medytację. Mimo iż chętnie doradza mi w wychowaniu, jednocześnie stanowczo odmawia jakiejkolwiek pomocy przy opiece.
Z drugiej strony mam teściankę, Stanisławę, która nigdy nie pracowała poza domem. Wychowała czworo dzieci, a nasz syn jest najstarszym z nich. Teoretycznie powinna być wsparciem, ale ona twierdzi, iż ma już pełne ręce roboty: gotowanie, sprzątanie, pranie, wyżywienie rodziny i porządkowanie po wszystkich. Jej młodsi synowie osiemnastoletni i dwudziestojednoletni są już samodzielni, więc nie liczy się na ich pomoc. Raz zabrała Kacpra z przedszkola, po czym wściekle stwierdziła, iż nie ma już czasu, żeby cokolwiek robić. Powiedziała mi, iż to ja powinnam się o niego zatroszczyć, bo ona nie jest naszą babcią. Od tego momentu nie mogliśmy liczyć na jej wsparcie.
Koszty opieki nad Kacprem połykały nasz domowy budżet. Czuję wściekłość na hipokryzję babć, które przy świętach spotykają się z wnukiem, rozmawiają o miłości i wymieniają się prezentami, a w rzeczywistości nie pomagają nam w codzienności. Nie potrzebujemy ich podarunków, potrzebujemy konkretnej pomocy.
Dziś musiałam zadzwonić do Bogny i błagać ją, żeby odebrała Kacpra, bo nie stać nas na płacenie opiekunki. Nie mogę liczyć na rodziców, ani finansowo, ani pod względem realnej pomocy. Teściowa twierdzi, iż jej mężowie jedzą na mieście i cała kasę pochłania jedzenie.
Nie wiem, jak wydostać się z tej sytuacji. Każdy nasz zarobek znika na jedzenie, ubrania i domowe potrzeby, a do tego musimy płacić nianię. Czy znajdziemy sposób, by nasze babcie w końcu nas wesprzały? Myślę, iż muszę jeszcze raz przeanalizować nasze priorytety i spróbować wypracować inny plan, bo dalsze zmaganie się z tym problemem zdaje się nie mieć końca.











