Żadna z babć nie może odebrać naszego synka z przedszkola w Krakowie, więc muszę wydawać fortunę na opiekę. Gotuję się ze wściekłości! Dziś znowu pokłóciłam się z mamą i nie mam ochoty choćby dzwonić do teściowej.
Mamy szczęście, bo w naszej rodzinie są dwie babcie moja i teściowa mojego męża Chyba jednak szczęście to mocne określenie, bo to nie babcie, a sąsiadki mieszkające pięćdziesiąt metrów od przedszkola. Obydwaj nie chcą podchodzić do dziecka po zajęciach. Zrobiłabym to sama, ale mój dzień pracy kończy się dopiero o 18:00, więc nie zdążę go odebrać na czas. Mąż pracuje w zakładzie w Łodzi na zmiany, więc on też nie zawsze może. Dlatego musimy zatrudnić pomoc domową, a to dodatkowy wydatek, który mocno obciąża nasz budżet, mimo iż mamy babcie.
Moja mama, Anna, kończy pracę o 16:00 i codziennie przechodzi obok przedszkola w drodze do domu. w tej chwili jej priorytetem jest życie po rozwodzie z moim ojczymem musi odpoczywać, robić maseczki, żeby wyglądać młodziej. Weekendy spędza na kinie, w muzeum, z przyjaciółmi. Syn przychodzi z niej rzadko, tylko w weekendy. Twierdzi, iż wnuk zakłóca jej medytację, bo ciągle biega po mieszkaniu. Lubi mi doradzać w sprawach wychowawczych, a jednocześnie stanowczo odmawia udziału w codziennej opiece.
Matka mojego męża, Halina, to inna historia. Nigdy nie pracowała poza domem, wychowała czworo dzieci w odstępie nie większym niż trzy lata. Marek, mój mąż, jest jej najstarszym synem. Wydawałoby się, iż to idealna osoba do pomocy, ale Halina mówi, iż ma już pełne ręce roboty przy własnych dzieciach, a opieka nad wnukiem to nie mam czasu i ochoty. Musi gotować, sprzątać, prać, wyżywić rodzinę i potem sprzątać po wszystkim. Młodsi bracia osiemnaścielatni i dwudziestojednolatni są już samodzielni i nie potrzebują wsparcia.
Raz Halina wzięła mojego Kacpra z przedszkola, a potem była tak oburzona, iż twierdziła, iż nie ma chwili, by zrobić cokolwiek, gdy jej własni synowie wracają zmęczeni i głodni z pracy. Powiedziała mi później, iż jestem odpowiedzialna za dziecko i nie powinnam liczyć na jej pomoc. Od tego czasu nie liczymy już na jej wsparcie.
Koszty opieki nad Kacprem mocno obciążają nasz budżet. Jęk w sercu wywołuje hipokryzję babć, które co roku przy świętach spotykają się z wnukiem, rozmawiają o miłości i wymieniają się prezentami, a w rzeczywistości nie pomagają nam praktycznie. Dlatego dziś musiałam dzwonić do mamy i dosłownie błagać ją, by odebrała synka z przedszkola, bo nie stać nas na opiekunkę.
Nie możemy liczyć na rodziców ani pod względem pieniędzy, ani realnej pomocy. Teściowa nie chce wsparcia finansowego, twierdząc, iż cała kasa idzie na jedzenie, bo jej mąż i synowie jedzą poza domem.
Trudno wyobrazić sobie wyjście z tej sytuacji. Cały nasz dochód płynie na jedzenie, ubrania i codzienne wydatki, a jeszcze musimy płacić opiekunkę. Co zrobić, by babcie w końcu nam pomogły?
Czasami najtrudniejszym wyzwaniem jest przyznać, iż nie każdy może spełnić nasze oczekiwania, ale prawdziwe wsparcie zaczyna się od zrozumienia własnych granic i szukania pomocy tam, gdzie naprawdę jest gotowa w przyjaźniach, w sąsiedztwie i w własnym zaangażowaniu. To właśnie wtedy odkrywamy, iż siła rodziny nie zależy od obowiązków, które inni wymyślają, ale od wzajemnego szacunku i gotowości do współdziałania.














