Żadna z babć nie może odebrać dziecka z przedszkola. Muszę płacić ogromne sumy za opiekę.

twojacena.pl 11 godzin temu

Drogi pamiętniku,
Dziś znowu nie mogłam odebrać naszego Kacpra z przedszkola przy ulicy Jana PawłaII w Warszawie. Babcie moja, Jadwiga Kowalska, i teściowa, Halina Nowak mieszkają dosłownie po drugiej stronie przedszkola, a jednak obie uparcie odmawiają podjechania po niego. Gdybym chciała zrobić to sama, nie zdążyłabym, bo mój dyżur w biurze kończy się dopiero o 18:00, a mąż, Paweł, pracuje na nocnej zmianie w hucie w Katowicach. Dlatego musimy płacić kobiecie z agencji Opieka Plus około 1200 zł miesięcznie to ogromny wydatek, który gryzie nasz budżet, mimo iż mamy pomoc w postaci babć.

Moja własna mama, Grażyna Majewska, pracuje w sklepie od 7 do 16. Za każdym razem, gdy wraca do domu, przechodzi obok przedszkola, ale mówi, iż po pracy musi się wyciszyć, zrobić maseczkę i odpocząć po rozwodzie. W weekendy planuje wyjścia do kina Multikino, zwiedzanie wystaw w Muzeum Narodowym albo spotkania z przyjaciółmi. Rzadko zabiera Kacpra, bo twierdzi, iż jego energia zakłóca jej medytację. Mimo iż zawsze doradza mi, jak wychowywać syna, jednocześnie odmawia jakiegokolwiek udziału w codziennej opiece.

Teściowa Halina nigdy nie pracowała zawodowo, całe życie spędziła w domu. Ma czworo dzieci, różnica wieku nieprzekraczająca trzech lat, a najstarszy z nich mój mąż jest jedynym, który mógłby pomóc. Halina jednak twierdzi, iż ma już wystarczająco dużo obowiązków: gotowanie, sprzątanie, pranie, wyżywienie całej rodziny i późniejsze sprzątanie po wszystkich. Młodsi synowie, 18letni i 21letni, już mieszkają samodzielnie. Pewnego dnia zabrała Kacpra z przedszkola, po czym wyraziła oburzenie, iż nie ma czasu w nic po powrocie męża zmęczonego po pracy. Powiedziała mi, iż to ja sama mam się zajmować dzieckiem, bo nie jest jej obowiązkiem. Na koniec dodała, iż nie możemy już liczyć na jej pomoc.

Koszty opieki nad Kacprem pochłaniają nasz dochód, a ja wściekły jestem na tę hipokryzję, kiedy babcie przychodzą na święta Bożego Narodzenia, głoszą miłość i wymieniają prezenty, które tak naprawdę nie pomagają w codziennych problemach. Dziś musiałem dzwonić do Grażyny i błagać ją, by odebrała syna, bo nie stać nas na kolejną wypłatę dla opiekunki.

Nie mogę już liczyć na rodziców ani finansowo, ani praktycznie. Mama Pawła twierdzi, iż rodzina wydaje wszystkie pieniądze na jedzenie, bo jego mężowie jedzą na mieście i nie zostaje nic na inne wydatki. Czuję, iż stoimy w pułapce, w której każdy zarobiony złoty znika na jedzenie, ubrania, artykuły domowe i opłatę za nianię.

Z tego wszystkiego wyciągnąłem wniosek: nie mogę polegać na rodzinie jak na pewnym fundamencie, muszę szukać własnych rozwiązań i planować finanse tak, by nie zależały od cudzej woli.

Morał z dzisiejszego dnia: samodzielność i odpowiedzialność to jedyne solidne filary, na których można budować przyszłość rodziny.

Idź do oryginalnego materiału