Żadna z babć nie może odebrać dziecka z przedszkola. Muszę wydawać fortunę na opiekę.

twojacena.pl 6 godzin temu

Żadna z babć nie może odebrać dziecka z przedszkola. Muszę wydawać fortunę na opiekę.

Wracam do domu wściekła! Dziś znów pokłóciłam się z mamą i nie mam ochoty dzwonić do teściowej.

Mamy szczęście, bo każda z nas ma swoją babcię moją i babcię mojego męża

Lecz szczęście to mocne słowo, bo nie są to babcie, które pomogłyby nam w codzienności. Obie mieszkają dosłownie jedną minutę od przedszkola naszego synka, a jednocześnie stanowczo odmawiają jego odebrania. Zrobiłabym to sama, ale mój dzień pracy kończy się dopiero o 18:00, więc nie zdążę. Mąż pracuje na zmiany w zakładzie przemysłowym i nie zawsze może. Dlatego musimy zatrudnić opiekunkę, a to dodatkowy wydatek, który mocno obciąża nasz budżet domowy. I to mimo posiadania babć!

Moja mama pracuje do 16:00 i codziennie, wracając do domu, przechodzi obok przedszkola. w tej chwili jej życie prywatne jest najważniejsze rozwiodła się z ojczymem i chce żyć dla siebie, więc po pracy musi się zrelaksować, zrobić maseczki i poczuć się młodziej. Każde weekendy spędza na jakichś wyjściach: kino, wystawa, spotkania z przyjaciółmi.

Syna przyjmuje bardzo rzadko i tylko w weekendy. Twierdzi, iż wnuk zakłóca jej rytuały, bo nieustannie biega po mieszkaniu i przeszkadza jej w medytacji. Mimo iż lubi mi doradzać w wychowaniu, kategorycznie odmawia udziału w opiece.

Babcia mojego męża to zupełnie inna historia. Moja teściowa nigdy nie pracowała całe życie była gospodynią domową. Ma czworo dzieci, których różnice wiekowe nie przekraczają trzech lat; najstarszy to mój mąż. Wydaje się idealną osobą do pomocy, ale mówi, iż wystarczy jej zajmować się własnymi dziećmi, a do tego ma mnóstwo obowiązków domowych gotowanie, sprzątanie, pranie, wyżywienie rodziny i sprzątanie po wszystkich. Nie ma więc ani czasu, ani ochoty na wnuka, choć jej młodsi synowie (18 i 21letni) są już samodzielni.

Raz teściowa zabrała mojego syna i wyraziła gniew, iż nie ma czasu, by go odebrać, bo jej mężowie wrócili zmęczeni i głodni z pracy. Potem powiedziała, iż to ja powinnam sama zająć się dzieckiem i iż nie możemy liczyć na jej pomoc. Od tego momentu nie liczyliśmy już na wsparcie babci.

Koszty opieki nad naszym synkiem mocno obciążają domowy budżet. Jestem wkurzona na hipokryzję babć, które co roku przy świętach spotykają się z wnukiem, mówią o miłości i wymieniają się prezentami, a w rzeczywistości nie pomagają. Nie potrzebujemy prezentów, potrzebujemy konkretnej pomocy.

Dziś musiałam zadzwonić do mamy i dosłownie błagać ją, by odebrała dziecko z przedszkola, bo nie stać nas na opiekunkę.

Nie możemy liczyć na rodziców ani finansowo, ani pod kątem realnej pomocy. Teściowa również nie chce wkładać pieniędzy, tłumacząc, iż cała kasa idzie na jedzenie, bo jej mężowie jedzą na mieście.

Nie wiem, jak wydostać się z tej sytuacji. Całe nasze wynagrodzenie znika na jedzenie, ubrania i artykuły domowe, a dodatkowo musimy płacić opiekunkę. Musimy znaleźć sposób, by nasze babcie naprawdę nam pomogły.

Wnioskiem jest to, iż prawdziwe wsparcie wymaga szczerej rozmowy i wzajemnego zaangażowania, a nie jedynie pięknych słów i obietnic. Bez otwartości i konkretnego działania rodzina nie przetrwa trudnych chwil.

Idź do oryginalnego materiału