Dopiero co rozwijające się dziecko – maleńkie, z bijącym serduszkiem, maleńkimi paluszkami u rączek i stópek, przepełnione mieszanką genów mamy i taty – zostaje brutalnie wyrwane z objęć życia przez morderczą tabletkę, a następnie wydalone z ciała mamy. Mamusi. Tej, która ma za zadanie chronić i dawać poczucie bezpieczeństwa. Tej ukochanej. A potem? Odgłos spłukiwanej toalety. Albo przysypanie przeszywająco zimną ziemią w ogródku. Albo wrzucenie do reklamówki i wepchnięcie do kosza z odpadami. „Nie ma powodu do zmartwień, jest wiele opcji [pozbycia się dziecka].”
