Zaproponowałam mamie, żeby zamieszkała z nami na miesiąc po urodzeniu dziecka, a ona postanowiła wprowadzić się na rok i przywieźć ze sobą tatę

newsempire24.com 20 godzin temu

Trzy noce nie mogę zmrużyć oka. Sumienie gryzie mnie jak głodne zwierzę, nie dając chwili wytchnienia. Czuję się, jakbym stała na krawędzi przepaści, rozdarta między poczuciem obowiązku a własnymi lękami. Wszystko przez to, iż jestem w ósmym miesiącu ciąży, a moje życie zaraz zmieni się na zawsze. Po ślubie przeprowadziłam się do męża do innego miasta, zostawiając rodzinny dom w małej wiosce pod Olsztynem, setki kilometrów stąd. Rodzice zostali tam, a my widujemy się rzadko czasem oni do nas przyjadą, czasem my do nich, ale te spotkania można policzyć na palcach jednej ręki.

Ostatnio, podczas jednej z takich wizyt, siedziałyśmy z mamą w naszej kuchni w bloku. Przy kubku herbaty opowiadała, jak ciężko było jej, gdy ja się urodziłam. Mówiła, jak została sama z noworodkiem na rękach, jak wycieńczała się do łez i tylko jej mama, moja babcia, ratowała ją przed rozpaczą. Jej słowa dotknęły mnie głęboko wyobraziłam sobie siebie na jej miejscu, bezradną, zagubioną, z maleńkim dzieckiem. I nagle, nieoczekiwanie choćby dla siebie, wyrzuciłam z siebie: Mamo, może przyjedziesz do nas po porodzie, pomieszkasz trochę, pomożesz mi?. Mamie zapłonęły oczy, ożywiła się, jakbym podarowała jej drugą szansę. Ale od razu zaskoczyła mnie: Ojej, my z tatą z chęcią pomieszkamy u was rok! A nasze mieszkanie wynajmiemy, żeby wam trochę złotych dorzucić.

Zdrętwiałam, jakby oblano mnie lodowatą wodą. Jej słowa dudniły mi w głowie jak dzwon. Kocham tatę, całym sercem, jest dla mnie całym światem. Ale zapraszałam tylko mamę, nie na rok, tylko na kilka tygodni, najwyżej miesiąc żeby stanąć na nogi, ogarnąć macierzyństwo. A tu rok, i jeszcze z tatą! Od razu wyobraziłam sobie: tata, jak zwykle, wychodzi na balkon zapalić. Gdy jesteśmy sami, przymykam oczy na ten tytoniowy smród, który wsiąka we wszystko. Ale z dzieckiem? Nie chcę, żeby moje maleństwo oddychało tym dymem, żeby jego drobne płuca cierpiały od tego swędu. A zimą? Tata będzie otwierał i zamykał drzwi balkonowe, wpuszczając do domu mroźne powietrze. Już widzę, jak moje dziecko kaszle, przeziębione, a ja rzucam się w panice, nie wiedząc, jak je ochronić.

I to nie wszystko. Tata u nas się nudzi nie ma co robić. Albo cały dzień ogląda telewizję, głośno puszczając swoje stare filmy, albo ciągnie męża na piwo i znikają gdzieś do nocy. Nie mam nic przeciwko, żeby się zrelaksował, ale z niemowlakiem w domu potrzebuję męża przy sobie, a nie na spotkaniach z teściem. Wyobraziłam sobie ten rok hałas, dym, nieustanne zamieszanie i wszystko we mnie ścięło się z przerażenia.

Zebrałam się w sobie i powiedziałam mamie wprost: Mamo, zapraszam tylko ciebie, i nie na rok, tylko na miesiąc, nie dłużej. Jej twarz pociemniała, w oczach pojawiła się obraza. Odpowiedziała ostro: Bez taty nie jadę. Albo razem, albo wcale. I wyszła, zostawiając mnie w przytłaczającej ciszy. Teraz siedzę, wpatrzona w ciemność, i czuję, jak dusza rozpada się na kawałki. Czy postąpiłam słusznie? Czy nie odcięłam zbyt ostro? Może powinnam była się zgodzić, przełknąć strach dla maminego szczęścia? Ale jak przetrwałabym ten rok, skoro już teraz duszę się na samą myśl o tym?

Sumienie szepcze, iż jestem egoistką, iż mama chce mi pomóc, a ja ją odpycham. Ale serce krzyczy: nie dam rady, chcę chronić swoje dziecko, swój dom, swoje nowe życie. Nie wiem, co robić. Leżę nocami, słucham, jak mąż obok cicho oddycha, i myślę: a może to ja się mylę? Może mama ma rację, a ja odbieram jej szansę, by być przy mnie w tak ważnej chwili? A może to ja mam rację i muszę bronić swoich granic, zanim runą pod naporem cudzych oczekiwań? Gdzie leży prawda? Tonę w tych myślach i potrzebuję światła, by wydostać się z tej ciemności.

Czasem najtrudniej jest znaleźć równowagę między miłością a własnym spokojem. Może prawda leży gdzieś pośrodku w rozmowie, w zrozumieniu, iż każdy ma swoje obawy, ale i dobre intencje. Warto szukać kompromisu, który nie złamie naszego serca, ale też nie zniszczy tego, co budujemy.

Idź do oryginalnego materiału