Nazywam się Andrzej. Po śmierci mojej mamy, tata ożenił się ponownie, tym razem z kobietą, która miała dwie córki.
Minęło wiele lat. Wszyscy dorastaliśmy. Potem ojciec miał tragiczny wypadek i odszedł.
Moja macocha okazała się zupełnie przyzwoitą osobą. Oddała mi mieszkanie.
To mieszkanie należało do twojej matki. Teraz powinno być twoje!
Jedyne o co prosiła, to żeby jej córki mogły zostać w moim mieszkaniu do końca studiów. Sama wracała na wieś. Zgodziłem się.
Martyna i Zuzanna tak miały na imię siostry przyrodnie były zupełnie różne, choć obie miały tylko jedno marzenie: znaleźć męża z własnym mieszkaniem.
Nastąpił dla mnie niecodzienny czas. Martyna codziennie przygotowywała mi śniadania, Zuzanna prasowała moje koszule. Obie starały się robić wszystko, aby mi się przypodobać.
A potem, w odstępie dwóch miesięcy, Martyna i Zuzanna urodziły moje córki. Kiedy moja macocha dowiedziała się, iż jej córki są w ciąży, wybuchła potężna awantura. Ale Martyna i Zuzanna zadecydowały, iż nie będą pozbywać się dzieci postanowiły je urodzić.
Zastanawiałem się nad tym wszystkim, uznając, iż płacenie przez 18 lat jednej trzeciej pensji jako alimenty będzie dla mnie bardzo uciążliwe, więc wziąłem kredyt hipoteczny i kupiłem nowe mieszkanie.
Zamieniłem rodzinne mieszkanie na dwa małe kawalerki. Oszczędności wpłaciłem jako wkład własny na kredyt hipoteczny na nowe lokum dla siebie.
Każdej z sióstr oddałem po jednej kawalerce, pod warunkiem, iż podpiszą zrzeczenie się alimentów. Przez kilka lat mogłem w końcu żyć spokojnie.
Lecz po czterech latach dostałem wezwanie do egzekucji komorniczej miałem ogromne zaległości alimentacyjne.
Poszedłem do Martyny i Zuzanny z pytaniem, co się stało wyśmiały mnie prosto w twarz. Powiedziały, iż mieszkania dałem im po prostu, a one celowo źle skonstruowały umowę.
Zostałem bez rodzinnego mieszkania, spłacam kredyt hipoteczny w złotówkach i płacę alimenty ciężko mi się żyje.
Moja macocha tylko śmiała się ze mnie:
Tak ci się należy! Zasłużyłeś na to!
Martyna i Zuzanna zabroniły mi widywać się z córkami. Pożyczyłem pieniądze na spłatę zaległości alimentacyjnych i poszedłem do sądu, walcząc o prawo do bywania z moimi dziećmi. Wygrałem sprawę.
W pracy dogadałem się z szefem, żeby większość wypłaty otrzymywać do ręki. Teraz alimenty są śmiesznie niskie.
Odbieram córki w piątek, odwożę w niedzielę. Kupuję moim dziewczynkom wszystko, czego pragną, zabieram je na różne zajęcia i rozrywki. Martyna i Zuzanna ciągle narzekają i krzyczą, żebym nie rozpieszczał dzieci.
Płacę choćby dwóm kolegom, żeby dbali o moje siostry i opowiadali im, iż cudze dzieci są przeszkodą w znalezieniu męża.
Raz, w obecności pracowniczki opieki społecznej, zabrałem córki z domu mojej macochy powiedziałem, iż ich matki zupełnie je porzuciły. Teraz sam wystąpiłem o alimenty i dziewczynki mieszkają ze mną. Jestem bardzo dobrym ojcem. Gdy córki widzą swoje matki, biegną do mnie i mocno mnie przytulają bardzo boją się, iż zostaną zabrane. Często opowiadam im bajki o złych matkach.
Gdy Martyna i Zuzanna już wszystko zrozumiały, byłem w szczęśliwym małżeństwie i miałem stabilność.
Zaproponowałem Martynie i Zuzannie układ: oddadzą mi mieszkania, a ja oddam im córki. Oczywiście, zgodziły się.
Teraz żyję bardzo spokojnie. Wynajmuję dwa mieszkania i spłaciłem już cały kredyt.
Nie pozwoliłem się oszukać i bardzo elegancko odpłaciłem moim zuchwałym siostrom.



