Zasiłek macierzyński tylko na papierze. System zostawia kobiety samym sobie

paulinamatysiak.pl 15 godzin temu
Zdjęcie: Pregnant woman in striped shirt and cozy sweater outdoors, embracing motherhood.


Miesięczne składki płacone przez lata, zwolnienie lekarskie w ciąży, regularne korzystanie z ubezpieczenia zdrowotnego – i mimo to zero złotych zasiłku macierzyńskiego po porodzie. To nie teoretyczny scenariusz, ale rzeczywista historia kobiety prowadzącej działalność gospodarczą, która trafiła do biura poselskiego Pauliny Matysiak.

Pułapka zawieszenia działalności

Kobieta wykonująca zawód specjalistyczny prowadziła firmę nie z wyboru, ale z konieczności – tak wyglądają dziś realia polskiego rynku pracy. Gdy problemy zdrowotne w ciąży zmusiły ją do zwolnienia lekarskiego, pobierała zasiłek chorobowy jak każdy ubezpieczony. Faktycznie nie pracowała, więc zawiesiła działalność gospodarczą. Kilka dni później urodziła dziecko.

Dopiero wtedy okazało się, iż popełniła błąd – według obowiązujących przepisów prawo do zasiłku macierzyńskiego zależy od posiadania tytułu ubezpieczenia dokładnie w dniu porodu. Zawieszenie działalności choćby w ostatnim tygodniu ciąży oznacza utratę świadczenia, mimo lat regularnego opłacania składek.

Formalizm zamiast ochrony

Postępowanie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych przeciągnęło się w czasie. Decyzje opierały się na drobnych uchybieniach proceduralnych i terminowych. Młoda matka, zamiast skupić się na opiece nad noworodkiem, musiała rozważać drogę sądową lub ubieganie się o minimalne świadczenie socjalne – świadczenie, do którego teoretycznie nie powinna potrzebować dodatkowych starań, skoro przez lata finansowała system ubezpieczeń społecznych.

Posłanka Matysiak zwraca uwagę, iż tego rodzaju praktyki nie tylko pogłębiają poczucie krzywdy, ale podważają zaufanie do instytucji państwa. Po co płacić składki, skoro w momencie największej potrzeby system odmawia wsparcia z powodu technicznych zawiązek?

Dwie klasy matek

Problem ujawnia fundamentalną nierówność w polskim systemie zabezpieczenia społecznego. Kobiety zatrudnione na etacie objęte są automatycznymi mechanizmami ochronnymi – ich pracodawca dba o ciągłość ubezpieczenia, a przepisy chronią je przed utratą świadczeń. Tymczasem osoby na umowach cywilnoprawnych i prowadzące działalność gospodarczą muszą same nawigować w gąszczu przepisów, gdzie jeden błąd może kosztować je miesięczne dochody.

System nie uwzględnia rzeczywistej ciągłości ubezpieczenia ani faktu, iż kobieta przez cały okres ciąży była ubezpieczona i korzystała ze świadczeń. Liczy się wyłącznie formalna data – stan na konkretny dzień. W rezultacie ochrona macierzyństwa staje się iluzoryczna dla setek tysięcy Polek pracujących poza tradycyjnym stosunkiem pracy.

Pytania do ministerstwa

W interpelacji skierowanej do minister rodziny Paulina Matysiak pyta o konkretne rozwiązania. Czy resort rozważa uzależnienie prawa do zasiłku od faktycznie opłacanych składek w ostatnich miesiącach przed porodem, zamiast od formalnego statusu w jednym dniu? Czy planowane jest wprowadzenie automatycznych zabezpieczeń dla kobiet w ciąży, analogicznych do tych, z których korzystają pracownice etatowe?

Posłanka domaga się również działań ograniczających nadmierny formalizm w postępowaniach ZUS oraz wzmocnienia obowiązku informacyjnego wobec ubezpieczonych kobiet w ciąży, aby mogły one świadomie podejmować decyzje dotyczące swojej sytuacji.

Idź do oryginalnego materiału