Dziś sama nie wiem, czym kierują się ludzie, którzy osiągnęli w życiu spory sukces, dobrze zarabiają i mają porządną pracę. Z tymi mniej zamożnymi już się nie liczą. Trzeba przecież „trzymać poziom”, a jak mówi przysłowie: bogactwo ciągnie do bogactwa.
– Zawsze będę dobrą teściową: z wnukami się pobawię, prezenty dam porządne i drogie, wszystko im zapewnię. Może i mieszkanie kupię, jeżeli będzie taka potrzeba. Ale pod jednym warunkiem – jeżeli synowa znajdzie do mnie klucz! – powiedziała w rozmowie jedna moja znajoma, Maria.
Szczerze mówiąc, trochę za wcześnie, by myśleć o byciu teściową – jej synek ma dopiero szesnaście lat.
Ale Maria jest przyzwyczajona do planowania życia z wyprzedzeniem. Nie znosi niespodzianek, zawsze przewiduje wszystko z góry – i taka taktyka przynosi jej dobre efekty.
Dziś można jej tylko zazdrościć: ma zaufanego i bogatego męża, świetnie płatną pracę, która przynosi jej spore dochody, jedynego syna, który już teraz ma zapewnione wszystko, kilka „dodatkowych” mieszkań na wynajem, duży dom pod miastem, porządny samochód, niemałe oszczędności w różnych walutach i bankach – słowem, wszystko, co daje poczucie bezpieczeństwa na wiele lat naprzód.
A więc głód nie grozi ani jej, ani synowi, ani potencjalnym wnukom.
Oczywiście, nie spadło to wszystko z nieba. Zarobione własną pracą od zera. Maria to kobieta rozsądna, energiczna, przedsiębiorcza, z dobrą intuicją do interesów. Wie, gdzie znaleźć i gdzie zarobić.
I nagle taka wypowiedź.
– No popatrz, jaka pani ważna! – zdziwiła się nasza wspólna znajoma, słysząc tę rozmowę. – Czyli to synowa ma znaleźć do ciebie podejście? A co dokładnie masz na myśli?
– Co mam na myśli? To samo, co wszyscy! – zripostowała Maria. – Synowa ma przestrzegać zasad, szanować mnie i kochać. Ma umieć przyjąć krytykę, słuchać, co się do niej mówi, nie obrażać się i, oczywiście, nie robić scen. Ma do mnie sama dzwonić, składać życzenia, być miła i uśmiechnięta – choćby jeżeli coś jej się we mnie nie podoba. Co w tym dziwnego? Chce mieć dobrą babcię dla dzieci i dostatnie życie – niech się postara!
– A jeżeli nie będzie chciała się starać i nie będzie chciała budować relacji? – zapytała znajoma. – Co wtedy, wnuki też nie będą potrzebne?
– Nie będę za nimi płakać. Nie będzie chciała – jej sprawa! Jak ona do mnie, tak i ja do niej. Poradzę sobie bez wnuków!
„Jak ona do mnie, tak i ja do niej” – czy to adekwatna postawa teściowej?
Czy to materialne bogactwo uderzyło do głowy? Czy może już dopadła ją „choroba gwiazd”?
A może Maria po prostu snuje teorie, a jak przyjdzie co do czego, zaśpiewa inaczej?
A może to rzeczywiście logiczne – iż to w interesie synowej powinno być znalezienie wspólnego języka, jeżeli chce dobrej babci dla dzieci i spokojnego, dostatniego życia?
Szczerze mówiąc, po tej rozmowie spojrzałam na Marię inaczej. Stała mi się mniej sympatyczna jako kobieta i jako człowiek. Nigdy bym nie pomyślała, iż może mieć takie podejście do drugiej osoby. Przecież jeszcze nie ma synowej, a już planuje, jak będzie ją „wychowywać”.