Zawsze będę z Tobą, mamo. Historia, w którą można uwierzyć
Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć dziwną historię, aż sama nie wierzę, iż to się wydarzyło. Moja sąsiadka, pani Natalia, kobieta samotna, po pięćdziesiątce, podzieliła się ze mną taką opowieścią, iż głowa mała! Powiedziała mi, żebym wieczorem do niej wpadła, bo mi coś pokaże nie uwierzysz.
Wszystko zaczęło się od zwykłej rozmowy rano, jak szłam po zakupy. Wchodzę do Natalii na chwilę, a ona mówi:
Coś Ci kupić, pani Zosiu? Idę do sklepu na rogu, mam ochotę upiec placek, no i parę drobiazgów muszę kupić.
Patrzę na nią i odpowiadam, trochę żartobliwie:
Dobra z Ciebie kobieta Natalio, serdeczna, troskliwa. Pamiętam Cię, jak jeszcze byłaś pannicą, wszystko się zmieniło, a Ty wciąż taka sama. Szkoda, iż tak się życie ułożyło, iż sama jesteś. Ale widzę, iż nie narzekasz, uśmiechnięta chodzisz, nie jak niektórzy.
A Natalia na to, śmiejąc się:
A co mam narzekać, pani Zosiu? Mam ukochanego mężczyznę, po prostu jeszcze nie możemy mieszkać razem. Dlaczego? O tym Ci dzisiaj opowiem. Wiesz co? Tobie mogę, bo wiem, iż choćby jakbyś coś komuś powiedziała, to i tak nikt nie uwierzy. I dodała: To co, kupić Ci coś? Potem, jak przyjdę, zrobię herbaty i opowiem Ci o moim życiu. Myślę, iż się ucieszysz, przestaniesz mi współczuć.
W sumie nic mi nie trzeba było, ale poprosiłam, żeby kupiła mi chleb i cukierki, żeby było coś do herbaty. Ciekawość mnie rozżarła, co ona mi takiego chce powiedzieć?!
Wieczorem Natalia przyniosła zakupy, ja zaparzyłam herbatę z aromatycznych liści, siadłyśmy i ona zaczęła:
Pani Zosiu, pewnie pani pamięta, co się u mnie wtedy, dwadzieścia lat temu, zdarzyło. Już prawie trzydziestka na karku, miałam chłopaka, planowaliśmy ślub, choć bez większej miłości, bo wydawał się dobrym człowiekiem, a samotności już się bałam. Złożyliśmy papiery, on się wprowadził. Zaszłam w ciążę, córeczka urodziła się w ósmym miesiącu, po dwóch dniach odeszła. Myślałam, iż nie wytrzymam z bólu. Rozstaliśmy się, bo nas już adekwatnie nic nie łączyło. Mijały dwa miesiące, trochę zaczęłam dochodzić do siebie, łez już tyle nie było…
I wtedy się zaczęło mówi Natalia i patrzy na mnie badawczo.
Sama nie wiem, jak to w ogóle opowiedzieć… No, w sypialni przygotowałam łóżeczko dla dziecka. Wiem, nie powinno się robić takich rzeczy przed porodem, ale nie wierzyłam w przesądy. Wszystko kupiłam, przygotowałam, maskotki położyłam…
I pewnej nocy budzi mnie płacz dziecka. Pomyślałam przewiduje mi się od stresu. Ale nie! Znów ten płacz. Podchodzę do łóżeczka, a tam… leży dziewczynka, malutka!
Biorę ją na ręce czułam, jakbym się zaraz miała udusić ze szczęścia. Ona na mnie spojrzała, zamknęła oczka i zasnęła.
No i tak się zaczęło każdej nocy córeczka ze mną.
Kupiłam mleko modyfikowane, butelkę, bo myślałam, może jest głodna. Ale prawie nie chciała jeść. Tylko się przytulała, uśmiechała i spała.
Jak to możliwe? pytam, malinę w gardle czując.
Sama nie wierzyłam! zarumieniła się Natalia.
I co dalej? pytam nieśmiało i biorę łyk herbaty.
I tak to trwa do dziś! Natalia się uśmiecha od ucha do ucha. Moja dziewczynka ma tam swój świat, inną mamę, innego tatę, ale nie zapomina o mnie. Przychodzi do mnie na chwilę, prawie w każdą noc. I pewnego razu powiedziała mi:
Zawsze będę z Tobą, mamo. Łączy nas niewidzialna nić i już nigdy jej nie zerwiemy!
Czasem się zastanawiam, czy to wszystko mi się nie śni. Ale ona choćby przynosi mi prezenty z tamtego świata. Tyle iż znikają u nas szybko, tak jak śnieg, kiedy przychodzi wiosna.
Naprawdę? pytam, a herbata ledwo przechodzi mi przez gardło, taka ta historia…
Właśnie dlatego chcę, żebyś do mnie przyszła wieczorem. Sama zobaczysz i powiesz, czy to prawda, czy tylko jakaś moja wyobraźnia. Wierzę temu, co widzę, ale czasem sama się waham…
Wieczorem poszłam do Natalii, siedzimy w ciemności, rozmawiamy. W mieszkaniu tylko ona i ja. Już miałam wracać, a tu nagle robi się jasno, powietrze zaczyna się mienić i nagle… pojawia się śliczna dziewczyna:
Cześć, mamusiu! Taki piękny miałam dzień, chciałam Ci o nim opowiedzieć! A tu jeszcze prezent dla Ciebie i kładzie na stole bukiet kwiatów.
O, dzień dobry zauważa mnie dziewczyna zapomniałam, mama mówiła, iż chcecie mnie zobaczyć. Nazywam się Ludmiła…
Po chwili dziewczyna się żegna i dosłownie rozmywa się w powietrzu.
Siedzę osłupiała nie jestem w stanie wydusić słowa. W końcu tylko mówię:
No pięknie, Natalio. Rzeczywiście cuda się zdarzają.
Twoja córka to piękna dziewczyna, cała Ty.
Cieszę się, Natalio, jesteś szczęśliwa, wcale Ci nie jest gorzej niż innym, a może choćby lepiej!
Nawet bym nie uwierzyła, jakbym tego nie zobaczyła. To jest niesamowite! Jestem Ci wdzięczna.
Otworzyłaś mi oczy. Świat jest inny, wszędzie życie się toczy dalej, choćby śmierć już mnie nie przeraża.
Szczęścia Ci życzę, Natalio!
Kwiaty na stole blakły i tak jakby topniały, aż w końcu znikły zupełnie.
A Natalia, odprowadzając mnie do drzwi, była cała w skowronkach. Myślała tylko o tym, iż jutro nadejdzie kolejny piękny dzień. Spotka się wtedy z Arkadiuszem, którego tak bardzo kocha, i wie, iż on ją też kocha, czuje to całym sercem.
Jak to opisać? Sama bym Ci nie potrafiła powiedzieć tak, jak to naprawdę jest.
Ale wiem jedno kiedyś ich wszystkich sobie przedstawi: Ludmiłę i Arkadiusza tych, których kocha najmocniej i najprawdziwiej.














