Zawsze będę przy tobie, mamo. Historia, w którą można uwierzyć
Babcia Wanda nie mogła się już doczekać wieczora. Jej sąsiadka, Grażyna samotna kobieta po pięćdziesiątce opowiedziała jej coś tak niezwykłego, iż babci aż się w głowie zakręciło.
Na dowód tego, co mówiła, Grażyna zaprosiła Wandę na wieczór do siebie, obiecując, iż coś jej bardzo szczególnego pokaże.
Wszystko zaczęło się od zwykłej rozmowy. Grażyna szła rano do sklepu i zajrzała po drodze do babci Wandy:
Trzeba ci czegoś, babciu Wando? Lecę do sklepu osiedlowego, chcę upiec drożdżówkę, a przy okazji parę rzeczy jeszcze kupić.
Oj, patrzę na ciebie Grażyno i myślę sobie, żeś dobra kobieta, troskliwa. Pamiętam cię jeszcze jako dziewczynkę. Szkoda mi tylko, żeś została sama. Ale widzę, iż nie narzekasz i nie marudzisz, nie to co niektórzy…
A co mam narzekać, babciu Wando? Mam ukochanego mężczyznę, po prostu nie możemy jeszcze razem być. A czemu, to ci dziś opowiem. Nikomu bym nie powiedziała, ale tobie powiem. I coś jeszcze…
Wiem, iż potrafisz dochować tajemnicy, a choćby jeżeli komuś powiesz, to i tak nikt nie uwierzy zaśmiała się Grażyna. To co ci kupić? Wrócę z zakupów, napijemy się herbaty, opowiem ci, jak u mnie jest. Może ci się humor poprawi i nie będziesz mnie już żałować.
Babcia Wandzie w sumie nic nie było trzeba, ale poprosiła Grażynę o chleb i krówki do herbaty.
Ciekawość ją po prostu zżerała. Co takiego ma jej sąsiadka do opowiedzenia?
Grażyna przyniosła świeży chleb i krówki, Wanda zaparzyła aromatyczną herbatę i usiadły wygodnie przy kuchennym stole.
Babciu Wando, pamiętasz chyba, co się wydarzyło u mnie dwadzieścia lat temu. Do trzydziestki już się zbliżałam, miałam narzeczonego. Ślubu za specjalnie nie chciałam, ale dobry był z niego człowiek. Myślałam: rodzina, dzieci… bo jak tu samej żyć.
Złożyliśmy dokumenty, on się do mnie wprowadził.
Zaszłam w ciążę. W ósmym miesiącu urodziła się córeczka. Przeżyła dwa dni… i odeszła.
Myślałam, iż pęknie mi serce z bólu. Z narzeczonym się rozstałam, nic nas już nie łączyło. Minęły może dwa miesiące.
Wróciłam powoli do siebie, już nie płakałam.
Aż tu nagle…
Grażyna spojrzała na babcię Wandę z pewnym napięciem:
choćby nie wiem, jak ci to dalej opowiedzieć… W sypialni miałam już przygotowane łóżeczko dla córeczki.
Gadają, iż to zła wróżba, kupować rzeczy dla dziecka przed porodem. Ale ja w te przesądy nie wierzyłam, wszystko miałam gotowe, pościel, zabawki…
I pewnej nocy budzi mnie… dziecięcy płacz. Myślę: przewidziało mi się z żalu. Ale znowu płacz. Podchodzę do łóżeczka… i leży tam… malutka dziewczynka!
Biorę ją na ręce prawie ze szczęścia nie mogłam oddychać. Spojrzała na mnie, zamknęła oczka i… zasnęła.
Potem już co noc była ze mną.
Nawet mleko modyfikowane i butelkę kupiłam. Ale prawie nic nie jadła. Zapłakana, wezmę na ręce uśmiechnie się, zamknie oczy i śpi.
Matko jedyna, jak to możliwe? babcia Wanda słuchała z otwartymi ustami, zahipnotyzowana.
Ja też nie chciałam w to wierzyć! Grażyna aż się zarumieniła z przejęcia.
I co dalej było? spytała Wanda, wkładając do ust krówkę i łykając łapczywie herbatę.
I tak już jest do teraz Grażyna uśmiechnęła się szczęśliwie. Moja córeczka żyje w innym świecie, ma tam mamę i tatę, ale o mnie nie zapomniała. Co noc przychodzi, choćby na chwilę.
Kiedyś powiedziała do mnie:
Zawsze będę przy tobie, mamo. Połączyła nas niewidzialna nić i nikt jej nie zerwie!
Czasami myślę, iż to może tylko sen? Ale ona choćby przynosi mi prezenty z tamtego świata. Prawda, długo nie wytrzymują znikają, jak śnieg w marcu.
Naprawdę…? babcia Wanda przełknęła nerwowo ślinę, zafascynowana tą opowieścią.
Dlatego chcę, żebyś przyszła do mnie wieczorem. Zobaczysz i sama potwierdzisz, iż nie zwariowałam.
Wierzę w to, co widzę, ale…
Późnym wieczorem babcia Wanda zapukała do drzwi Grażyny. Siedziały razem przy słabym świetle, w ciszy, otoczone półmrokiem.
Nikogo w domu, tylko Grażyna i Wanda. Zrobiło się już sennie, gdy nagle w powietrzu rozbłysło delikatne światło. Pokój zamigotał, a w nim… pojawiła się śliczna dziewczyna:
Cześć, mamusiu! Taki piękny miałam dzisiaj dzień, chcę się z tobą podzielić radością! To dla ciebie położyła na stole kwiaty.
Ojej, dzień dobry zauważyła w końcu babcię Wandę zapomniałam, mama mówiła, iż chciała mnie pani zobaczyć. Mam na imię Bogusława…
Po chwili dziewczyna się pożegnała i… rozmyła w powietrzu.
Babcia Wanda siedziała oniemiała z wrażenia. Dopiero po chwili odezwała się:
No popatrz, Grażyno, widocznie cuda się zdarzają.
A córeczkę to masz piękną, cała ty.
Cieszę się, Grażyno. Szczęście cię jednak nie ominęło! Wcale nie masz gorzej niż inni, a może i lepiej!
No patrz, czego człowiek potrafi dożyć. W życiu bym nie uwierzyła, gdybym sama nie zobaczyła. Jak dobrze, iż coś takiego jest na świecie!
Jestem ci wdzięczna.
Otworzyłaś mi oczy na świat. Wszędzie życie trwa nie boję się już odejść.
Szczęścia ci życzę, Grażynko!
Kwiaty leżące na stole bledły, bledły… aż zniknęły całkiem.
A Grażyna, odprowadzając sąsiadkę, uśmiechnęła się szczęśliwie do swoich myśli. Jutro będzie nowy, piękny dzień. Spotka się z Arkadiuszem, którego tak bardzo kocha. A on kocha ją to czuje.
Jak?
Tego nie da się opowiedzieć.
I kiedyś na pewno ich pozna.
Najbliższych jej sercu ludzi Bogusławę i Arkadiusza.














