Zbiorę wszystkich u siebie

twojacena.pl 2 godzin temu

Zbiorę wszystkich u siebie

Aniela Wiosenna odłożyła tablet i sięgnęła po telefon: Babciu, jak się trzymasz? Dobrze się czujesz? A dziadek? No skoro smaży ziemniaki, to znaczy, iż wszystko w porządku. Ja już skończyłam na dziś, zaraz odbiorę Dankę z treningu, podjedziemy do sklepu i niedługo będziemy w domu.

Potem Aniela wybrała kolejny numer:

Jarek, cześć, wracam do domu, wy z Irenką już jedziecie? Super, dziadek smaży ziemniaki, zjemy razem kolację.

Aniela gwałtownie zebrała swoje rzeczy do torebki. Zawołała do koleżanek Do jutra, pa!

Na razie, Aniela, miłego wieczoru.

Zdjęła pod biurkiem buty, narzuciła płaszczyk i odruchowo spojrzała w ciemniejsze już okno. Był ciepły, jesienny wieczór. Za oknami migotały światła, ludzie śpieszyli do swoich domów. W odbiciu ujrzała swoją twarz i lekko się uśmiechnęła kto by kiedyś pomyślał, iż będzie prowadzić takie zwyczajne życie. Że będzie mieć rodzinę, iż będzie wracać do domu, do ludzi, którzy na nią czekają. Jeszcze niedawno była pewna, iż nigdy tego nie zazna.

Ma nietypową rodzinę, ale bardzo się kochają i są naprawdę szczęśliwi.

Matka Anieli od razu ją zostawiła urodziła i uciekła ze szpitala. W krótkim papierze z domu dziecka było napisane: matka nieznana, bez dokumentów, ojca brak. Imię Anieli wymyśliły obce osoby, nazwisko Wiosenna bo urodziła się wiosną. Czemu Aniela nikt nie wiedział. Od zawsze trzymała się z chłopakami. Jej najlepszy kumpel miał na imię Jarek był rok starszy i też miał na nazwisko Wiosenny, z tego samego powodu. Aniela uczyła się świetnie, była grzeczna i pracowita strasznie chciała, żeby ktoś ją w końcu adoptował. Jak wygląda dom rodzinny znała tylko z filmów. Albo może po prostu była nie w smak wysoka, trochę niezdarna, nieszczególnie ładna. Albo po prostu nie miała szczęścia.

Kiedy Jarka adoptowali, Aniela całą noc płakała. Nie z zazdrości, ale dlatego, iż straciła najbliższego przyjaciela. On patrzył na nią zza okularów:

Aniela, mogę zrezygnować, jeżeli chcesz?

Ty głupi, Jarek? Od takich rzeczy się nie ucieka. Jedź, każdy swoje życie pisze.

Znajdę cię, obiecuję! zarzekał się Jarek, ale Aniela tylko się roześmiała nie musisz.

Skończyła szkołę i poszła do technikum budowlanego, mieszkała w internacie. Zaraz po skończeniu dostała kawalerkę jako sierota z domu dziecka na obrzeżach miasta, ale i tak! Pracę znalazła w biurze projektowym, więc zaczęło się prawdziwe, dorosłe życie. Koleżanek miała sporo, a na rodzinę, uznała, jeszcze czas. No, miała tylko jedno marzenie żeby mieć duży dom, kochającego męża i dzieci. Dwoje, może i troje. Biegają i śmieją się, wołają: mama, tata! Bardzo chciała słyszeć te słowa ciepłe i ciągle obce. Mama. Tata. Otwierasz drzwi, a tu dzieciaki: mama! Tata przyszedł! Jak w bajce.

Pewnego dnia wraca do domu i nagle drzwi się otwierają, z klatki wypada chłopak, prawie ją przewraca, trzyma torbę. Aniela wchodzi na schodach leży staruszka:

Emeryturę torbę popchnął mnie Gdzie mam okulary, nic nie widzę!

Aniela pobiegła za złodziejem, ale już było za późno zniknął. Pomogła babci wstać; dobrze, iż nic poważnego się nie stało.

Jak można, dziecko, jak można babcia płakała za co?

Zaprowadziła ją do mieszkania w środku leżał chory, unieruchomiony dziadek. Aniela zaczęła do nich zaglądać, przynosić zakupy bo emerytura przecież skradziona. Oczywiście zgłosili na policję, ale chłopaka nie znaleziono, chociaż Aniela dobrze go zapamiętała. Po kilku dniach znalazła się przynajmniej torba z dokumentami. I to już coś!

Coraz częściej Aniela wpadała do babci Tosi. Dziadkowi wezwali lekarzy, trochę podreperowali zdrowie i od razu starsi złapali wiatr w żagle. Zaczęli wołać Anielę wnuczka, prosili, żeby częściej wpadała bo nie mieli własnych dzieci.

Pewnego razu w autobusie Aniela poznała chłopaka. Zauważyła, iż się jej przygląda i w końcu uśmiechając się, zagaduje:

Przepraszam, skądś panią znam Nie spotkaliśmy się już gdzieś?

Roześmiała się:

Chyba nie.

Chłopak sympatyczny. Od przystanku do domu zdążył chyba wszystko jej o sobie opowiedzieć. Że nazywa się Henio, mieszka z mamą, pracuje. Anieli wydało się, iż skądś go zna takie swojskie wrażenie.

Henio zaczął ją odprowadzać po pracy, stali się sobie bliżsi. W pewnym momencie zaprosiła go do mieszkania napili się herbaty, zjadł kanapki. Potem zupełnie nie wiedzieć czemu opowiedziała mu o swoim dzieciństwie w domu dziecka. Henio patrzył na Anielę tak, jakby bał się coś powiedzieć. Może mu było jej żal? Lubiła go, ale coś jej nie dawało spokoju.

Za którymś razem jednak wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Henio przyszedł, ona wyszła zaparzyć herbatę. Stanął za nią, objął mocno.

Heniu, może nie spieszmy się? próbowała spokojnie.

A on tylko ścisnął mocniej, a potem

Aniela zaczęła krzyczeć, a Henio sucho i złością: Przyprowadziłaś mnie, już wiem kim jesteś. Powiedzieli mi sierota z domu dziecka! choćby portret znajomy, ledwo mnie nie wsadzili! A teraz się zamknij, bo i tak ci nikt nie pomoże, rozumiesz? Tylko piśnij, to pożałujesz.

Na policję nie poszła bała się rozgłosu. Miesiąc później trafiła do szpitala prosto z pracy ciąża pozamaciczna, pęknięcie, może już nigdy nie będzie mieć dzieci.

Babcia Tosia pielęgnowała ją jak swoją karmiła rosołem, poiła ziołami, szeptała cicho słowa otuchy.

Aniela wyszła złamana, nie wiedziała jak dalej żyć. Stała się cicha, przygaszona. Pewnego dnia nogi same ją zaprowadziły do lokalnego klasztoru. Późna jesień, niebo takie wysokie, pogoda piękna, kopuły cerkwi lśniły złotem, dzwony biły gdzieś w górze. Pracownicy grabili ogród, już po kwiatach, jesień…

Wiosenna, Aniela? nagle słyszy i widzi, iż idzie do niej młody mnich i się uśmiecha radośnie. Aniela! Szukałem cię!

Jarek? poznała go w końcu. Rzuciła mu się na szyję i popłakała jak dziecko.

A on jej łzy wycierał.

Aniela, chodź do refektarza, dzisiaj kasza i pierogi, herbatę się napijemy, pogadamy spokojnie.

Sama nie wie, jak zaczęła opowiadać mu wszystko, co miała na sercu. A on jej jak go adoptowano, jak ojczym go bił za każde przewinienie, jak uciekł, połamał nogę, tułał się, aż wylądował w klasztorze. Przynajmniej tu mógł w końcu odetchnąć.

Aniela wracała do domu i poczuła, iż może po raz pierwszy od dawna naprawdę na coś czekać. Przecież wtedy choćby nie chciała wracać do swojego mieszkania, kilka dni spędziła z Jarkiem w klasztorze. Tak naprawdę wszystko wtedy ustalili.

Babcia Tosia z dziadkiem Andrzejem już dawno chcieli na nią przepisać mieszkanie. Ale Aniela i Jarek wymyślili lepiej.

Starszyzna babcia Tosia i dziadek Andrzej bardzo się cieszyli, kiedy usłyszeli, iż mają się wspólnie wprowadzić i żyć razem. Nigdy nie sądzili, iż komuś na nich jeszcze zależy.

Od pięciu lat Aniela i Jarek Wiosenni są małżeństwem. Przeprowadzili się na obrzeża Warszawy, do dużego mieszkania, gdzie jest miejsce dla wszystkich. Babcia i dziadek czują się tu naprawdę jak u siebie. Są najważniejsi, główni bo mają rodzinę.

Dwa lata temu Anieli spełniło się marzenie adoptowali dwójkę dzieci, Dankę i Irkę, z tego samego domu dziecka, z którego sami pochodzili.

Jarek, pamiętasz, jak marzyliśmy, iż ktoś nas w końcu weźmie i będziemy mieć własny dom Aniela szczebiotała szczęśliwa Zobacz na ich twarze i przysięgnijmy sobie, iż zrobimy wszystko, by być dla nich takimi rodzicami, jakich sami zawsze chcieliśmy mieć.

A teraz

Mamo, gdzie jest tata? Babciu, chodź do nas, zobacz, co z dziadkiem zbudowaliśmy!

Aniela nie chce już wspominać złego. Kiedyś babcia Tosia szepnęła jej, iż sprawcę znaleziono znowu coś nakombinował, znów go zamknęli. Pewnie na dłużej.

Każdemu zostanie po życiu, co mu się należy. Tu i tam…

Idź do oryginalnego materiału